Jak się pozbyć in vitro

Jak się pozbyć in vitro

Miało być lepiej, a jest jeszcze gorzej. Już od roku „Przegląd” (zaczęliśmy „Szczęściem z in vitro” w nr. 5.) prowadzi kampanię mającą doprowadzić do refundacji kilku zabiegów in vitro, metody stosowanej przy leczeniu niepłodności. W większości krajów jest ona refundowana. W Polsce problem dotyczy co czwartej, piatej pary, jest to więc choroba powszechna. Wreszcie ten fakt został dostrzeżony. In vitro (koszt jednego zabiegu to co najmniej 10 tys. zł) nie znalazło się w tzw. koszyku usług negatywnych, czyli nie jest procedurą medyczną, za którą pacjent musi zapłacić. Niestety, równocześnie in vitro zawisło w próżni, bo nie zostało także wpisane do koszyka, za który choć w części zapłaci budżet. W związku z tym szefowie oddziałów NFZ rozkładają ręce i odpowiadają lekarzom, że nie mogą płacić za in vitro. Taką odpowiedź otrzymał prof. Marian Szamatowicz, szef najlepszej kliniki w Białymstoku. Również warszawska centrala NFZ zapowiada, że w pierwszym kwartale 2005 r. nie ma mowy o refundacji.
Tę złą wiadomość wzmacnia fakt, że Ferring, holenderski producent menogonu, podstawowego leku przy leczeniu niepłodności, wycofuje go i wprowadza dwa razy droższy menopur. Procedura ta jest całkowicie legalna, gdyż w przypadku leków nierefundowanych Ministerstwo Zdrowia nie ma żadnego wpływu na ich cenę.
Bo w tej sprawie wszyscy działają legalnie. Ministerstwo Zdrowia jest w porządku, ponieważ szykuje (a to musi potrwać) analizy ekonomiczne refundacji, Narodowy Fundusz też, bo jak go będzie stać, dopłaci niepłodnym parom. Również posłowie nie mają sobie nic do zarzucenia. Nie debatują nad ustawą, gdzie jest zapisana refundacja in vitro, gdyż mają ważniejsze sprawy. Czysty jest także producent – dla niego lek to tylko towar. Wszyscy traktują problem jak gorący kartofel, którego trzeba się pozbyć. Oczywiście, legalnie, ale czy moralnie?

Wydanie: 1/2005

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy