Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Polak zawsze cwaniak. W ustawie o Państwowym Zasobie Kadrowym przyjęto rozwiązanie zabraniające powoływania p.o. dyrektorów departamentów. Słusznie, bo nie ma nic gorszego niż prowizorka. Ale od czego jest pomysłowość Polaków. W MSZ ten zakaz obchodzi się tak, że nie powołuje się p.o., tylko powierza się zastępcy dyrektora kierowanie departamentem. Prawda, że proste?
Tak chociażby jest w kadrach, którymi kieruje Beata Brzywczy, formalnie wicedyrektor. Ale ponieważ pojedzie ona niedługo do konsulatu w Moskwie, już dziś część pracy wykonują za nią inni. A konkretnie wicedyrektor Roman Kowalski, który faktycznie kadrami kieruje. Kowalski jest absolwentem MGIMO i to o nim PiS-owcy swego czasu mówili jako o wielkim zagrożeniu, i przykładzie powrotu na najważniejsze miejsca ludzi, którzy wiedzę zdobywali w Moskwie. W ich mniemaniu, lepiej nie mieć żadnej wiedzy niż tę zdobytą w jednej z najsłynniejszych akademii dyplomatycznych świata… Dodajmy, tajemnica pozycji Kowalskiego jest dość prosta – swego czasu był on w Budapeszcie zastępcą ambasadora, którym był Rafał Wiśniewski, obecny dyrektor generalny.
Ale jeszcze ciekawszy przykład jest w Sekretariacie Ministra. To stanowisko pełnił Tadeusz Chomicki, ale szybko odszedł na stanowisko dyrektora Departamentu Azji i Oceanii. Więc teraz sekretariatem kieruje wicedyrektor. A jest nim Cezary Król. To osoba doświadczona przez MSZ-etowskie zawirowania. Otóż był on przez pięć lat zastępcą ambasadora w Londynie. Aż nadszedł moment prezydencji portugalskiej w Unii. Wtedy to ówczesna minister Anna Fotyga zorientowała się, że mamy prezydencję Portugalii, a Polska nie ma w Lizbonie ambasadora. Błyskawicznie skierowano więc tam, w ramach delegacji, prosto z Londynu, Cezarego Króla. By kierował tamtejszą placówką. Tak było do czasu, kiedy Anna Fotyga postanowiła do Lizbony pojechać. Wtedy zorientowała się, że Król przy wszystkich swoich zaletach ma jedną wadę – jest absolwentem MGIMO. Cóż więc zrobiono? Ano w 24 godziny ewakuowano go z Lizbony, żeby tylko pani minister z nim się nie zetknęła… Król wrócił więc do kraju i tu nic mu nie zaproponowano, był w rezerwie kadrowej.
Za nowej władzy ma lepiej. Ale i tak jest to lepiej na chwilę – bo w MSZ panuje przekonanie, że lada moment Król przekaże Sekretariat obecnej pani wicedyrektor Rędziniak. Która przyszła z MON i najwyraźniej się wdraża. I wszystko wróci na swoje miejsce.
A propos ludzi z MON – bardzo nas rozbawił nowy wicedyrektor Zarządu Obsługi, płk Artur Szczepaniec. O którym zamieściliśmy małą wzmiankę. Otóż pan pułkownik, oburzony tym, zapowiedział, że wytropi tego człowieka, który o nim tak źle mówi. A zapowiedział to na zebraniu MSZ-etowskich kierowców. I dodał, że ma misję do wykonania – chce doprowadzić do MSZ wodę oligoceńską oraz zlikwidować stołówkę w szpiegowcu, tak żeby była tylko jedna, w starym gmachu.
Jest takie przekonanie, że najlepsi są pracownicy zdolni i trochę leniwi, bo nie zajmują siebie i otoczenia głupotami. Zdaje się, że w osobie pana pułkownika Zarząd Obsługi dostał kogoś o zupełnie przeciwstawnych cechach…

Wydanie: 17-18/2008

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy