Jakby mnie wszy oblazły

Jakby mnie wszy oblazły

Teraz wyraźnie widzę, że moje ciemne pisanie do paryskiej „Kultury” w latach 90., za które byłem atakowany, a też serdecznie krytykowany, było podszyte lękiem, że stanie się to, co się stało. Tropiłem zatęch­łe myślenie polskiej prawicy narodowej. Uważałem, że to śmiertelne zagrożenie dla naszej demokracji, dla naszej duchowości. Podobnie myślał Jerzy Giedroyc. Rozmawiałem z nim o tym nieraz. A Miłosz przed śmiercią zdążył mi powiedzieć: „Jeździłem trochę po Polsce i zaczynam się bać, że Smecz może mieć rację” (pisałem wtedy pod tym pseudonimem). Odbyłem wówczas w ramach telewizyjnego „Pegaza” rozmowę z Miłoszem, który ze zgrozą mówił o raczkującym Radiu Maryja i był pełen najgorszych przeczuć. Telewizją rządziła w tym czasie grupa młodych prawicowców, zwana pampersami. W. wziął mnie potem na rozmowę i powiedział, że ta rozmowa z Miłoszem może mi zaszkodzić. W. jest teraz po stronie zdrowego rozsądku, podobnie jak Cezary Michalski, ale Wanda Zwinogrodzka jest wiceministrem kultury. Ja się zabiję!

Ojciec dyrektor i Radio Maryja jako serdeczny sojusznik PiS w sprawie: „Będzie pod górę, ciężko, ale damy radę” – tak mówił prezes, a w domyśle: „Przerobić Polskę na radiomaryjną”. I wraca endecka śpiewka, że Polak to katolik, jak nie katolik, to nie Polak. Straszną krzywdę Kościołowi robi PiS. Słyszę właśnie w tej chwili, jak Radio Maryja mówi o Henryce Krzywonos. Pamiętam ją ze Stoczni Gdańskiej z sierpniowego strajku, byłem tam w roku 1980. Motornicza, która zatrzymała swój tramwaj i poszła do stoczni. Tak zaczął się strajk komunikacji w Trójmieście. W stanie wojennym represjonowana, w czasie jednej z rewizji dotkliwie pobita, straciła ciążę i nie mogła już mieć dzieci. Prowadziła potem z mężem rodzinny dom dziecka, wychowując dwanaścioro dzieci. To, co o niej mówią w radiu, jest plugawe, tak mówiono o tych ludziach w pierwszych dniach stanu wojennego. Dokładnie tak samo. Czuję się, jakby mnie wszy oblazły.

Im bardziej będą brnąć w rządzenie, im bardziej się uwikłają w łamanie demokracji, w łamanie ludziom sumień i kręgosłupów, tym bardziej nie będą chcieli i nie będą mogli oddać władzy, choćby ze strachu, że ich osądzimy. Wchodzenie w zło jest procesem, który po latach zmienia się w „Proces” Franza Kafki. Rodzenie się zła to niezwykły spektakl. Świetnie pokazują to media, na razie wolne.

Wśród setek osób, które dobrze znam, tylko A. wszedł w to i brnie. Nie ma w nim żadnej ideologii, nic, to tylko i wyłącznie chęć istnienia za wszelką cenę, naga i bezwstydna. Znamy się od dziecka, ale czy jestem pewien, że jest granica, poza którą się nie posunie?

Nikt nie wie, nawet najbliżsi prezesa, co on ma w głowie. Jest typem samotnika, bliscy mu są też dalecy, a wszyscy jakoś do siebie podobni, smutni ludzie ze szczękościskiem: Błaszczak, Kuchciński, Brudziński, Kamiński, jak spod sztancy. Sam prezes niewielki, okrąg­ły, bez życia osobistego, bez żony, w ogóle chyba bez kobiety, bez konta bankowego (może mu już założyli), bez adresu mejlowego. Pełen kompleksów i urazów. A w nim jakaś mroczna wizja Polski bardziej narodowej, religijnej i ciasnej. Polaków trzeba trzymać mocno w garści, są jak dobre, ale zepsute dzieci. Jego patriotyzm nie jest patriotyzmem Kościuszki, Mickiewicza i Norwida, to tradycja bliższa endeckiej. Ważne przekonanie prezesa, że Polska wymaga wielkich reform, a one są niemożliwe, kiedy jest zachodnia demokracja. Będzie więc próbował stworzyć jakąś wschodnią, poręczniejszą dla zmian. W Polsce do tej pory było wiele niemożności, to zresztą prawda, a „możność” da się zaprowadzić tylko za pomocą rządów silnej ręki, ale też tajnych służb. Po co te służby? By szantażować opornych – na każdego coś się znajdzie. Cel jest święty, więc wszelkie środki są dopuszczalne. Oniemiały patrzę, jak wchodzimy w już odkształcony, więc pokraczny mit Polski jako ofiary historii, z katastrofą smoleńską w miejscu centralnym. I jak w ramach polskiej tradycyjnej autodestrukcji, nie mając wroga zewnętrznego, sami robimy sobie krzywdę. Cała ta sytuacja polityczna powoduje ostry dyskomfort duszy. To nie tylko mój problem. Od dziesiątków, setek ludzi, często bardzo różnych, dostaję podobne sygnały. Miliony ludzi w Polsce czują się teraz niekomfortowo, mają depresję sytuacyjną. Ale oczywiście można też powiedzieć, że milionom ulżyło, a wcześniej się męczyli. Kiepska to jednak pociecha.

Wydanie: 51/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy