Wybitni znawcy kobiet

TELEDELIRKA

Kiedyś w felietonie do „Twojego Stylu” pisałam o najczęściej stosowanych zwrotach, jakich używają mężczyźni w rozmowie z kobietami. Jednym z nich jest z pewnością: „Nie w tej chwili” jako odpowiedź na prośbę kobiety o umycie naczyń, wyrzucenie śmieci, o coś, co należy do obowiązków mężczyzny w domu, a co powinno być już dawno zrobione.
Przypominam sobie o tym za każdym razem, gdy kobiety poruszają temat ustawy antyaborcyjnej, a mężczyźni, tym razem jako byt grupowy, jakiś zbiorowy męski organ polityczny, odpowiadają zawsze: „Nie w tej chwili”. W normalnym domu wreszcie nadchodzi ta chwila i facet wymienia uszczelkę. W polityce także powinien wreszcie nadejść moment, by porozmawiać o tym, co interesuje kobiety.
Zamiast przytruwać o wartościach rodzinnych, trzeba ustawić okrągły stół i zacząć poważną rozmowę o tym, co zrobić, by rozjaśnić fałszywą sytuację i zająć się działaniem. Nasze mocarstwo ma największą liczbę sierot społecznych w Europie (to dzieciaki, które mają ojca i matkę, a są oddawane do domów dziecka), najgorszą chyba ustawę adopcyjną, najmniej ułatwień dla matek, takich jak tanie przedszkola, i najbardziej restrykcyjną ustawę o aborcji.
Zwolennicy istniejącego status quo cieszą się, że dzięki faszystowskiej ustawie coraz mniej kobiet przerywa ciążę, tylko pytam po raz kolejny: GDZIE SĄ TE DZIECI? Gdzie one są? Za chwilę nasz kraj będzie miał przyrost ujemny, a przecież oświata seksualna jest zerowa, środki antykoncepcyjne drogie, więc albo się towarzystwo nie bzyka, albo abortuje. A przecież dzieciaki są niekiedy niezbędne, zwłaszcza gdy śpiewają w ekstrachórze, wyjeżdżają za granicę i zaspokajają ambicje rodzicieli. Jeszcze bardziej potrzebne okazały się dyrygentowi, niektórym księżom i innym różnym osobom kochającym je nad życie. W programie „Pod napięciem” mieliśmy okazję zobaczyć, do czego prowadzi taka nadmierna miłość, widzieliśmy rodziców, którzy nie mogą przyjąć do wiadomości tego, co się stało. Są w szoku. A wiecie dlaczego? Bo są niedokształceni seksualnie, „w głowie im się nie mieści”, że mogą istnieć takie zboczenia! Głowy faktycznie nie są zbyt wielkie, ale to mózg musi być pofałdowany, żeby rozumiało się trudne sprawy. Kobiety na falach chcą uświadamiać seksualnie, ale my do tego nie dopuścimy, nie będą Holenderki pluły nam w twarz!
Zaraz rozlegną się głosy oburzenia za odwołanie się do faszyzmu, ale cóż, sprowokowali mnie biskupi. Arcy nawet biskup Tadeusz Gocłowski powiedział, że domaganie się łagodniejszego prawa przypomina potworne ustawy stalinowskie, sekundował mu biskup Życiński, przywołując nazwę statku „Aurora”, tego, który rozpoczął rewolucję.
Statek, który przypłynął, nazywa się całkiem inaczej, kobiety na falach nie są wiedźmami, które należy spalić, widzieliśmy, jak wyglądają, co mówią, a jak przy nich wyglądają i brzmią politycy, którzy złapali wiatr w żagle i myślą, że na tym wypłyną, jak ci z Komisji Śledczej.
Biskupi, najlepsi znawcy problemów i potrzeb kobiet, tak samo znają się na historii, albowiem, że tak powiem, zarówno Hitler, jak i Stalin byli przeciwnikami przerywania ciąży, ich totalitarne systemy potrzebowały dzieci na mięso armatnie. Nawet słynna rewolucjonistka, także zresztą na falach – a może raczej pod falami, utopiona przez „oburzony lud”, uważała, że rewolucja również żąda od kobiet rodzenia dzieciaków. Skądinąd wiadomo, że rewolucja pożera własne dzieci, co się też działo, ale w związku z tym istnieje na nie duże zapotrzebowanie. Powoływanie się więc na „zbrodniczą” działalność w tej sprawie jest absurdalne, gdyż słowo w słowo, ramię w ramię, zgadzają się tu różni panowie o różnym upierzeniu.
„Komórka rozrodcza narodu” to była rodzina w Trzeciej Rzeczy, o przepraszam, w Trzeciej Rzeszy. „Samopowielanie” uznawano za główny motyw życia rodzinnego, a sukces w „Kampanii rozrodczej” za warunek wstępny sukcesów na innych frontach. W dzień urodzin matki Hitlera odznaczano medalem Matki Niemki, te najwybitniejsze w sensie liczebności dziatwy. Brązowy medal za piątkę, srebrny za siedmioro, złoty za dziewięcioro. Ograniczenie ilości ciamkaczy, a już nie daj Boże bezdzietność, uznawano za obrzydliwy „miazmat cywilizacji asfaltu”.
Rozumiem, że teraz, kiedy staliśmy się mocarstwem od morza do morza, po którym zresztą pływa statek z kobietami na falach, będziemy potrzebowali znacznie więcej żołnierzy, a więc jasne, że i dzieci musi być więcej, do utrzymania porządku w naszej kolonii, jak na razie letniej. Co będzie zimą, się zobaczy.
Hitler o emancypacji kobiet wypowiadał się tak jak Liga Polskich Rodzin o feministkach. Uważał ją za degradację kulturalną. Z tym że za degenerację uważał także demokrację parlamentarną oraz jazz. Hodowca świń, minister rolnictwa Trzeciej Rzeszy uważał walkę o prawa kobiet za „zaburzenia gruczołów płciowych”, prawda, że blisko tego plasuje się często u nas przywoływany „wściek macicy”, określający stan kobiety, która nie ma ochoty podporządkować się mężczyźnie. Bardziej poetycki był Goebbels: „Samica ptaka wdzięczy się przed swoim partnerem i dla niego wysiaduje jaja”. I jeszcze jedno zdanko nieocenionego mistrza propagandy, pod rozwagę tych, co umieszczają kobiety na ostatnich miejscach list wyborczych: „Trzymamy kobiety z dala od zgnilizny demokracji parlamentarnej nie dlatego, że ich nie doceniamy, ale -przeciwnie – dlatego, że szanujemy je w całej pełni”. To tylko taki wtręt pod rozwagę w przyszłych wyborach.

 

Wydanie: 27/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy