Wojna i pokój

Wojna i pokój

BEZ UPRZEDZEŃ 

Przeciwnicy kary śmierci podzielili się na dwie frakcje. Jedni, relatywiści, są przeciw karze śmierci podczas pokoju, drudzy, absolutyści, domagają się zniesienia jej również w czasie wojny. Wpływy drugiej frakcji wzrastają.
Trybunał haski, ten ustanowiony na Serbów, orzekł, że gwałt podczas wojny jest zbrodnią przeciw ludzkości, a więc surowiej zabroniony niż podczas pokoju. Dzięki doskonaleniu się pojęć prawnych i wydelikacaniu sumień podczas przyszłej wojny będzie się żyło bezpieczniej niż w normalnych, pokojowych czasach. Ale co właściwie jest normalne? Ani pokój, ani wojna, lecz ciągłe, od początku świata przeplatanie się jednego z drugim.
W Europie, a dokładniej biorąc w jej części położonej na zachód od Rosji i Ukrainy, trwa rozliczanie się z okresem ostatniej wojny, rozszerzonym na parę lat powojennych. Należę do pokolenia, które tę wojnę pamięta. Jej koszmary mamy w systemie nerwowym, nie tylko w pamięci. Nie jestem jednak wystarczająco wiekowy, aby wiedzieć coś z własnego doświadczenia na temat, jak się przechodzi od stanu zgodnego współżycia do stanu agresywności nie cofającej się przed zbrodnią. W ogóle atmosfera moralna poprzedzająca wojnę jest słabo zbadanym problemem. Mimo fundamentalnej różnicy między wojną i pokojem, jakieś okresy przejściowe być muszą. Zapowiedzi końca wojny pamiętam: prosty żołnierz niemiecki pyskuje swemu dowódcy i rzuca karabin na strzechę stodoły. Po polskiej stronie strach słabnie i ustępuje miejsca wzrastającej, nasilającej się nienawiści. Była ona i przedtem, ale jakość jest nowa. Nie te same skutki daje strach roczny, co pięcioroczny. Co czytam o Łambinowicach, wcale mnie nie dziwi, mimo całej niesamowitości tego, co tam się działo. Karanie strażników za ich bardzo prawdopodobne bestialstwa popełniane na niewinnych Niemcach postrzegam dziś jak chłostanie rzeki za to, że wylała. Istnieje przecież determinizm w przyrodzie i z niemałą siłą obejmuje on sferę ludzką, moralną. W tym punkcie, między ludźmi, którzy przeżyli wojnę (lub choćby tylko terror stalinowski) a tymi, którzy znają ją z przekazów, zachodzi nieusuwalna różnica poglądów na sprawy ludzkie. Mówić mogą to samo, ale w głębi duszy odczuwają inaczej.
O wojnie decydowali “wielcy tego świata” – politycy, wojskowi, wodzireje propagandy. Oni mogli postąpić tak lub inaczej, nie byli elementami tłumu, którymi miotają kolektywne nastroje. Mieli wybór, kalkulowali, podejmowali decyzje za wyciszonymi drzwiami. (Warunki fizyczne, w jakich człowiek rozważa, co robić, mogą mieć pierwszorzędne znaczenie.) Ale ich już nie ma. Prokuratorzy różnych instytutów rozliczania się z historią mogą oskarżać jedynie podrzędne figury wojennych tragedii, w gruncie rzeczy ofiary wojny. Czego ma to ludzi nauczyć? Że nie należy zabijać, męczyć, gwałcić? Przed każdą wojną wiedziano o tym równie dobrze, jak my wiemy. Czy ktoś się spodziewa tym sposobem z przyszłej wojny wyeliminować okrucieństwa? Jugosłowianie przed wojną domową wcale nie byli okrutni, w każdym razie nikt o tym nie alarmował. Niemcy sprzed pierwszej wojny byli opisywani przez cudzoziemców jako najłagodniejsi ludzie na świecie. Mieszkańcy wsi, w której kiedyś spędzałem wakacje, wydawali mi się wyjątkowo porządni, życzliwi, przyjaźni dla przybyszów. I tacy sami oni zapewne byli przed wojną. Oto czego dowiaduję się od miejscowego kronikarza, człowieka wiarygodnego, i co potwierdzają inni (niekiedy pod sekretem): podczas wojny miejscowa AK zabiła w tej wsi czterdziestu kolaborantów, “w dwudziestu wypadkach nie było żadnej wątpliwości”. Mało prawdopodobne, aby wśród ofiar było choćby dwu kolaborantów. Zamordowano niewinnych ludzi, wśród nich także kobietę z niemowlęciem, bo była świadkiem. W tej wsi mieszkali sami polscy katolicy, nie było żadnych odmieńców etnicznych czy religijnych. Ale była wojna, a w czasie wojny zabijają nie tylko mordercy, ale również patrioci. Możemy się nawzajem umacniać w humanitaryzmie, ale kto jest absolutnie pewny, czym się stanie, jeżeli doczeka wojny? Czy ideowy kiedyś młodzieniec nazwiskiem Fejgin choćby przez sekundę pomyślał przed wojną, że będzie kierował torturowaniem jakichś ludzi, choćby swoich wrogów? Podczas wojny już mógł o tym myśleć. Wysoce moralnościowy ton, jaki jest nadawany poszukiwaniu zbrodniarzy sprzed pół wieku, do mnie nie przemawia. A jeśli przemawia, to jako ostrzeżenie, że ta moralność jest fałszywa. Budzi koszmary z czasów wojennego dzieciństwa, gdy się cierpiało, mało rozumiejąc. Emocjonalizacja obrazu przeszłości, odrzucanie lub choćby tylko pomniejszanie znaczenia objaśnień deterministycznych prowadzi do obniżenia poziomu samowiedzy społecznej, udziecinnia nas wszystkich. Dzieci są wrażliwsze, ale głupsze.

Wydanie: 11/2001

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy