Coś optymistycznego na święta?

Coś optymistycznego na święta?

Żalą mi się moi Czytelnicy, że wpędzam ich w pesymizm, że wciąż na coś narzekam. No to pomyślałem sobie, że przynajmniej na święta muszę napisać coś bardziej optymistycznego. Piszę więc. Oto dobra wiadomość: jeszcze w Polsce nie rządzi PiS i nic nie wskazuje, żeby miało rządzić w ciągu dwóch najbliższych lat. A za dwa lata? Co tam za dwa lata! Przypomina mi się taka opowieść o okrutnym kalifie i jego mądrym wezyrze. Pewnego razu okrutny kalif wezwał wezyra, pokazał mu osła i rozkazał: – Masz go nauczyć mówić! Jeśli nie nauczysz, każę ściąć ci głowę. – Dobrze – powiedział spokojnie mądry wezyr – ale potrzebuję na to roku. – Niech będzie rok – odrzekł kalif – ale jak za rok osioł nie będzie jeszcze mówił, stracisz głowę! – Tak jest, wasza wysokość – potwierdził wezyr i pogodny udał się do swoich zajęć. – Coś ty taki spokojny, przecież tego osła nie nauczysz mówić i za rok stracisz głowę – zamartwiali się bliscy wezyra. – Co się martwicie? Przecież mam rok, a przez ten czas albo osioł zdechnie, albo kalif umrze. Po co się martwić na zapas?
My też się nie martwmy. Mamy przecież jeszcze dwa lata, a za te dwa lata… Po co się martwić na zapas? Optymistyczne? No to wystarczy.
Tymczasem kolejny minister sprawiedliwości pokazuje, jak minister sprawiedliwości nie powinien się zachowywać. Tym razem minister Marek Biernacki był uprzejmy skrytykować wyrok niezawisłego sądu, który uniewinnił policjantów wykonujących swego czasu czynności w śledztwie w sprawie uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Sąd ich uniewinnił, a minister wie, że powinni być skazani. Naprawdę politycy nie powinni komentować wyroków sądowych, wysokim urzędnikom państwowym robić tego nie wolno, a już szefowi resortu sprawiedliwości nie wolno szczególnie. Kolejni ministrowie sprawiedliwości robią wszystko, aby obniżyć i tak niską u nas kulturę prawną. I uchodzi im to bezkarnie. Ani nie wylatują ze stanowisk, ani premier ich nawet nie skarci, dziennikarze albo są głupi, albo głupich udają i nie reagują. Nie reaguje też środowisko prawnicze. Z lenistwa i czystego oportunizmu. I następny minister bezkarnie sobie hasa, podrywając w społeczeństwie i tak nie za wielki autorytet wymiaru sprawiedliwości. Można by sądzić, że obniżanie autorytetu sądów (czyli niezależnych od władzy politycznej organów państwa), a więc tym samym obniżanie autorytetu państwa, należy do ustawowych zadań ministra sprawiedliwości. Niestety, wiele wskazuje, że to zadanie kolejni ministrowie realizują z podziwu godną konsekwencją. Gowin miał nawet tę przewagę nad Biernackim, że publicznie deklarował, iż ma w nosie „literę prawa”. Biernacki jeszcze na nic takiego się nie zdobył. Ale ministrem jest od niedawna, więc szansę ciągle ma.
Sprawy polskie schodzą zresztą na plan dalszy. Polskie elity polityczne żyją teraz Ukrainą. Politycy różnych partii jeżdżą do Kijowa wspierać tamtejszą rewolucję. Nie bardzo wiedzą, o co tam komu chodzi, ale solidarnie, ponad podziałami chcą wspierać ukraińską opozycję, bo zrozumieli albo instynktownie wyczuli, że te kijowskie protesty wymierzone są przeciw Rosji. A to już na ogół wystarcza, by być za. No więc są za. Wznoszą razem z tłumem okrzyki „Sława Ukrainie”, na które tłum odpowiada „Herojam sława”. To upowskie zawołanie, które dotąd było domeną ideowych spadkobierców UPA i OUN, dziś rozlega się w Kijowie i staje się ogólnoukraińskim zawołaniem, co jest, zdaje się, nową jakością. Aby nie było wątpliwości, „heroje” to bohaterowie, rezuny z UPA. Dobrze, że zachodnia i wschodnia Ukraina jednoczy się ideowo, gorzej, że jednoczy ją ta akurat tradycja. Fotografują się też nasi politycy pod czerwono-czarnymi flagami ukraińskich nacjonalistów, nie bardzo chyba wiedząc, co to za flagi.
Polityka wschodnia to rzecz trudna, materia skomplikowana i w Polsce mocno zaniedbana. A ukraiński jej segment jest szczególnie trudny. Ukraina zachodnia – biedniejsza, z silnie zakorzenioną tradycją UPA (niemal w każdej wsi jest kurhan „herojów” UPA, w niemal każdym miasteczku ulica Bandery, a we Lwowie stoi jego potężny pomnik); tu najsilniej zadomowiła się nacjonalistyczna partia Swoboda Ołeha Tiahnyboka. Ale Ukraina zachodnia jest antyrosyjska (i za to kochamy ją bezgranicznie i bezkrytycznie) i chce do Europy, nie bardzo dopuszczając do siebie myśl, że faszyzm w Europie jest potępiony, a jego gloryfikacja to na ogół przestępstwo. Większość sporów i konfliktów o dziedzictwo, cmentarze, pomniki mamy właśnie z Ukrainą zachodnią. Ukraina wschodnia jest bogatsza (tam jest wielki przemysł), upowców uważała do niedawna za faszystów, większość interesów prowadzi z Rosją, lubi na ogół Rosję (za to my jej nie lubimy, to oczywiste), a z nami nie ma żadnych konfliktów.
W tej sytuacji polityka ukraińska wymaga od naszej dyplomacji i naszych elit politycznych misternych działań. W naszym interesie leży, by Ukraina integrowała się z Zachodem, nie z Rosją, bo to ostatnie jest dla nas niebezpieczne. Ale też musimy sobie zdawać sprawę z tego, że Ukraina ze swoją zrujnowaną gospodarką, z niewyobrażalną nawet dla nas korupcją jest zagrożeniem dla Wspólnoty Europejskiej. Jak to wszystko pogodzić?
Musimy naszą politykę zgrać w tym zakresie z polityką Unii Europejskiej, musimy też odgrywać w Unii większą rolę i mieć większy wpływ na jej politykę.
Czy polska dyplomacja zda ten trudny egzamin? Na razie idzie jej to raczej średnio.

Wydanie: 51-52/2013

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy