Jaskółka do zadań specjalnych

Jaskółka do zadań specjalnych

Gniazda dymówek są nadzwyczaj trwałe. Niektóre mają po 12, 15, a nawet 48 lat!

Jaskółki od dawna skupiały na sobie uwagę ludzi. Już w czasach mitologicznych zamieniały się w nie mieszkanki Olimpu: nieziemskiej urody Artemida i bosko mądra Atena.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Skąd to wiemy? Z bajki Ezopa „Rozrzutnik i jaskółka”: „Młody rozrzutnik przejadł ojcowiznę i miał już tylko płaszcz. Gdy zobaczył przybyłą przed czasem jaskółkę, sądząc, że to już lato i nie potrzebuje więcej płaszcza, zaniósł go na sprzedaż. Gdy potem nadeszły chłody i zrobiło się bardzo mroźno, podczas przechadzki zobaczył jaskółkę martwą z zimna i rzekł do niej: »Ej, ty mnie i siebie zgubiłaś«”.

1 marca Grecy obchodzą święto powrotu jaskółek. Dzieci chodzą od domu do domu z wystruganą jaskółką, śpiewają „jaskółcze pieśni” i zbierają podarki. Jest to echo starożytnego rytuału witania na wyspie Rodos pierwszych jaskółek.

Nie tylko Grecy interesowali się jaskółkami. Persowie jej szczebiot brali za oszczercze plotki, coś, co rozdziela przyjaciół. Na ten lep poszła część Rzymian. „Jaskółki są z nami latem, ale od mroźnej zimy uciekają. Tak fałszywi przyjaciele są z nami w pogodnych okresach życia, a gdy tylko los chłodem powionie, już ich nie ma”, wywodził Cyceron. Nawet tak światły człowiek jak Erazm z Rotterdamu dał się ponieść antyjaskółczej propagandzie i wiele wieków później pisał: „Nie bierz jaskółki pod swój dach”.

Na szczęście nie wszyscy Rzymianie posłuchali Cycerona. Uważali jaskółkę za świętego ptaka domowego. Zrobienie jaskółce krzywdy groziło przyniesieniem nieszczęścia domowi. Przesąd ten tu i ówdzie jeszcze w Europie obowiązuje.

„Kiedy się jaskółka zniża, deszcz się do nas zbliża – pisał w „Georgikach” Wergiliusz. – Jaskółka zapowiada burzę, kiedy ze świergotem lata wokół słupa”. Kto nie pokocha istoty przepowiadającej deszcz?

Zupełnie inaczej postrzegali ją starożytni Egipcjanie. Nocami w jaskółkę zamieniała się Izyda, bogini rodzin. Latając nad grobowcem Ozyrysa, swojego brata i męża, żałośnie i płaczliwie świergoliła aż do jutrzenki… Dla północnych sąsiadów Egipcjan, Żydów, jaskółka była symbolem rodzinnego domu.

Według jednej z francuskich legend to nie rudzik, który ma rdzawą pierś, ani skowronek, tylko jaskółka wyciągnęła z głowy ukrzyżowanego Chrystusa cierń. Jak łatwo się domyślić, za ów czyn chrześcijanie darzyli ją wielką sympatią.

„Według mniemania ludu jaskółki nie odlatują na zimę do cieplic, lecz siedzą przez zimę w bagnach, a na wiosnę wylatują z tychże, ale tylko te, które się przeszłego lata wylęgły. Ich rodzice zaś pozostają w bagnie i przemieniają się w żaby. Stąd też to pochodzi, że na wiosnę bardzo mało jaskółek się pojawia, choć w jesieni było ich wiele”, dowiadujemy się od Bronisława Gustawicza.

O śpiących na dnie rzeczułki jaskółkach wspomniał w „Balladynie „Juliusz Słowacki.

O nie… to na włosach wróżki
Uśpione leżą jaskółki.
Tak powiązane za nóżki
Kiedyś, w jesienny poranek,
Upadły na dno rzeczułki:
Rzeczułka rzuciła wianek,
Wianek czarny jak hebany
Na złote włosy Goplany.

Mądrości ludowe zebrane przez Bronisława Gustawicza w „Podaniach, przesądach, gadkach i nazwach ludowych” w dziedzinie przyrody przynoszą masę ciekawostek związanych z wierzeniami naszych przodków w kwestii ptaków. Autor przytacza wiele ciekawych wierzeń z XIX w. Jaskółka budziła powszechny szacunek. Sądzono, że przynosi szczęście. Domom, na których budowała gniazdo, niegroźne były pożary, a mieszkające tam panny wychodziły za mąż. Uważano też, że temu, kto zabije jaskółkę albo zniszczy jej gniazdo, w najlepszym razie zrobią się parchy na głowie, nabawi się piegów lub krost, a w najgorszym – do jego domu
zawita śmierć. Jaskółki uwijające się przed końmi zapowiadały nieudaną podróż. Jaskółka, która przez siedem lat zamieszkiwała to samo gniazdo, zostawiała w nim jaskółczy kamień, dobry na choroby oczu. Dawniej uważano, że jaskółki mają moc odróżniania ludzi złych od dobrych, co także wykorzystał Juliusz Słowacki:

Patrz, panie! oto jaskółeczka sina Zamiast wylecieć, kryje się pod słomą,
I cicho siedzi… Gdyby zaś Alina Wracała z gaju, tobyś to, mój panie,
Usłyszał w belkach szum i świergotanie,
Jedna za drugą pyrr…pyrr…lecą z gniazdek

Jaskółka, podobnie jak kukułka i kilka innych gatunków ptaków, wróżyła ilość pieniędzy na nadchodzącą wiosnę i lato. Aby mieć ich dużo, wystarczyło zamieszać monety w kieszeni na widok pierwszej jaskółki w danym roku.

Warto zaznaczyć, że gniazda dymówek są nadzwyczaj trwałe. Andrzej Kruszewicz pisze, że spotyka się gniazda mające po 12, 15, a nawet 48 lat!

Kiedy byłem mały, brałem sceny karmienia młodych dymówek przez dorosłe za całowanie się. Przez długi czas jaskółki dymówki były dla mnie ptaszkami, które lubią się całować.

Na wsiach uznawano ją za zwiastuna wiosny, a jej świergot interpretowano jako: „Uszyłabym ci rękawiczki, uszyłabym ci rękawiczki, ale nie mam nici”. Jako że przybywa do nas krótko po bocianie, posądzano ją o podróżowanie w ogonie tego wielkiego ptaka!

Najpierw przylatują samce dymówek. Penetrują okolicę i sprawdzają ubiegłoroczne gniazda. Jeżeli lokale są w dobrym stanie, po prostu je zajmują. Widać więc, jak ważny jest możliwie najwcześniejszy powrót, bo spóźnialscy muszą szukać nowych miejsc i budować nowe gniazda, co zajmie im od siedmiu do dziesięciu dni.

Odloty jaskółek zapowiadały nadejście jesieni: „Maryja przychodzi, jaskółka odchodzi”, jak też jej prognozę: „Czym dłużej jaskółki we wrześniu zostają, tym dłużej piękne i jasne dni bywają”.

Kilkanaście lat temu nasz minister rolnictwa wydał rozporządzenie, że w oborach mogą przebywać wyłącznie zwierzęta gospodarskie. Chcąc go przestrzegać, należałoby usunąć z obejść gniazda dymówek. Absurd ten zaskoczył nawet unijnych urzędników, którzy nigdy takiego posunięcia od ministerstwa rolnictwa nie oczekiwali! Dymówka, jako ptak dawniej gnieżdżący się w jaskiniach, nie uwije przecież gniazda na drzewie.

Dymówki są w znacznym stopniu uzależnione od działań człowieka. Tylko część z nich gnieździ się pod mostami i w szczelinach skał. Gdyby respektowano absurdalne rozporządzenie, los 2 mln ptaków byłby nie do pozazdroszczenia. Choć upłynęło sporo czasu, przepisów wciąż nie zmieniono. Dymówki żyją więc w polskich wsiach dzięki mądrości i dobremu sercu rolników.

„Jaskółka ta więcej doznaje prześladowania w czasie gnieżdżenia od dymówki, ludzie bowiem psują im gniazda dla utrzymania czystości murów i przeszkód w otwieraniu okien; nie mniej jeszcze doznają one przeszkód od wróbli chciwie się sadowiących w jej gniazdach”, pisał o miejskiej jaskółce, jaką jest oknówka, Władysław Taczanowski.

Choć od napisania powyższych słów minęło ponad 130 lat, różnego rodzaju esteci (i wróble) podejścia do jaskółczych gniazd nie zmienili.

Obecność synantropijnej oknówki najczęściej uzależniona jest od odpowiednich miejsc do budowy gniazd oraz od otwartych przestrzeni, na których będzie mogła łowić owady. Ptaki te, podobnie jak kilka innych gatunków, uznały miasta za wyborną imitację pierwotnych siedlisk w skalnych rumowiskach i najzwyczajniej się do nas przeniosły. Czasami, np. tak jak w moim Obrzycku, wiodą życie kloszarda, tworząc kolonie pod mostami.

U pewnego pana – z rodzaju tych, dla których wszystkich ptaków jest „za dużo” – oknówki usiłowały nad garażem zbudować gniazda. Widok był przykry, bo co pracowite ptaki zdążyły zrobić, człowiek ów strącał kijem. Kiedyś wdałem się z nim w dyskusję. Nie piętnowałem jego paskudnych czynów, ale pochwaliłem pracowitość ptaszków, z jaką sprzątają wiele tysięcy owadów dziennie. Nie liczyłem na jakąkolwiek reakcję, toteż deseczka umieszczona pod budowanymi gniazdami całkowicie mnie zaskoczyła. Po kilku tygodniach zobaczyłem szczęśliwe jaskółki, dolatujące do swoich piskląt w gniazdach nad garażem.

Utkwiła mi w pamięci historia oknówek, które do Polski trafiły na pokładzie holenderskiego statku. Ale po kolei. Swego czasu każdego dnia wjeżdżało do naszego kraju sporo tirów ze śmieciami. Część odpadów nie należała do takich, które szybko by się rozkładały. Składowanie ich na zachodzie Europy jest bardzo drogie, a u nas… No cóż, wystarczyło ogrodzić kawałek pola, postawić szopę i nazwać to magazynem.

Stojąc na pirsie w Porcie Północnym w Gdańsku, Holendrzy pod pozorem remontu chcieli załatwić bardziej szemrany interes. Zaimponował mi wtedy wojewoda pomorski, który nie zezwolił na pozostawienie w Polsce 180 ton azbestowego paskudztwa. Zwlekającym z odpłynięciem Holendrom z pomocą przyszły oknówki! W połowie lipca 2006 r., gdy statek dostał nakaz opuszczenia polskich wód terytorialnych, wykryto na nim ok. 75 czynnych gniazd tych jaskółek. Wobec groźby utraty lęgu termin odpłynięcia statku został przesunięty. Po wykluciu się piskląt Holendrzy wraz ze swoim szkodliwym ładunkiem opuścili polskie wody. (…)

Fragment książki Marka Pióry Plamka mazurka. Jak ptaki odmieniły moje życie, Marginesy, Warszawa 2019

Fot. Wikipedia

Wydanie: 20/2019

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy