Jazydzi – Wyznawcy skruszonego anioła

Jazydzi – Wyznawcy skruszonego anioła

Zdziesiątkowani przez dżihadystów są teraz ofiarami batalii między tureckimi, syryjskimi oraz irackimi Kurdami

Kiedy John Kerry – były sekretarz stanu USA – oznajmił w ubiegłym roku, że arabscy chrześcijanie i jazydzi padli ofiarą ludobójstwa ze strony dżihadystów z Państwa Islamskiego, wiele osób po raz pierwszy usłyszało o istnieniu tej mniejszości. O ile bowiem o tragedii bliskowschodnich chrześcijan wiemy z mediów i ambon kościelnych, o tyle informacje o cierpieniach jazydów nie są już tak powszechne. A ci, do których dotarły jakieś wzmianki o tej grupie, najczęściej uważają ich za czcicieli szatana.

Lud z Niniwy

Jazydów dotknęło ponad 70 masakr. W sierpniu 2014 r., kiedy Państwo Islamskie zajęło iracki Sindżar, dżihadyści dokonali masowego mordu ok. 5 tys. członków tej społeczności – głównie mężczyzn. Gwałcili i porywali kobiety oraz dzieci, ocalonym dawali wybór – islam albo śmierć. Szacuje się, że 50 tys. osób zdołało uciec w okoliczne góry. Wycieńczonym z powodu upału oraz braku wody i jedzenia uchodźcom pomogły oddziały kurdyjskich sił zbrojnych, wspierane przez armię amerykańską. Zorganizowały i zabezpieczyły one korytarz, który umożliwił ewakuację. Jednak dopiero w grudniu 2014 r. Kurdom udało się odbić część gór Sindżaru, a także przejąć kontrolę nad fragmentem miasta Sindżar. To wówczas odkryto masowe groby, w których pochowano wymordowanych kilka miesięcy wcześniej jazydów.

Liczebności tej grupy wyznaniowej nie sposób dokładnie oszacować, choć raczej nie przekracza ona 700 tys. Zdecydowana większość – około pół miliona osób – żyje w północnym Iraku, w graniczącej z Syrią prowincji Niniwa, której stolicą jest wieloetniczny i wielowyznaniowy Mosul. Największe skupiska skoncentrowane są w dystryktach Sindżar oraz Szekhan, gdzie rezyduje świecki przywódca jazydów – emir Tahsin Said. Mniejsze grupy są rozsiane po sąsiednich krajach. Istnieje też dość duża diaspora w Niemczech.

Większość historyków uważa, że pochodzenie jazydów związane jest z umajjadzkim kalifem Jazydem I, który w drugiej połowie VII w. władał pierwszym imperium arabsko-muzułmańskim. Ich synkretyczny system wierzeń zawiera pewne elementy islamskie, choć z pewnością nie jest odłamem religii muzułmańskiej. Najświętsze miejsce jazydów znajduje się w irackim Lalisz, na północny zachód od Mosulu. Jest tam grobowiec szejka Adiego – jazydzkiego świętego, który zmarł w 1162 r. Jazydzi wierzą, że Adi ibn Musafir al-Umawi był inkarnacją Anioła-Pawia, czyli istoty władającej światem z nadania boskiego. Każdy członek społeczności jazydów zobowiązany jest do odbycia przynajmniej jednej pielgrzymki do grobu szejka Adiego. Mieszkający bliżej powinni co roku uczestniczyć w obchodach Święta Zgromadzenia.
Wraz z rozrostem społeczności jazydów muzułmańscy przywódcy zaczęli ich traktować z coraz większą niechęcią, co na początku XV w. doprowadziło do zniszczenia grobowca szejka Adiego. Jednak w późniejszych dekadach, kiedy na obszarze zamieszkanym przez jazydów ugruntowała się władza tureckiej dynastii Osmanów, znaczenie liderów wspólnoty na pewien czas wzrosło, zwłaszcza w XVI w.
W XVII w. znów nadeszły gorsze czasy i wielu jazydów ratowało się konwersją na islam. Do 1849 r. jazydów nie uznawano za lud księgi, co dawałoby im pewną ochronę pod panowaniem osmańskim, jaką cieszyli się chrześcijanie czy Żydzi. Dokonana w połowie XIX w. reforma, która miała poprawić los niemuzułmańskich mieszkańców imperium osmańskiego, nie uchroniła ich przed masakrami. Prześladowani byli zarówno przez niektóre plemiona kurdyjskie, jak i przez władców osmańskich, co sprzyjało współpracy jazydów z innymi gnębionymi grupami – zwłaszcza Ormianami, którzy u progu I wojny światowej doświadczyli ludobójstwa.

Etnicznie jazydom najbliżej jest do Kurdów. Posługują się zresztą językiem kurmandżi – jednym z dwóch głównych języków kurdyjskich. I choć sami stronią od przemocy, ponieważ ich religia mówi wyraźnie, że czyny są ważniejsze od ortodoksji, uznają narodowowyzwoleńcze aspiracje Kurdów.

Anioł-Paw to nie szatan

Korzenie jazydyzmu sięgają wierzeń staroirańskich (m.in. zaratusztrianizmu) z domieszkami religii mezopotamskich i bliskowschodnich monoteizmów. Jazydzi uważają się za następców najstarszego potomka Adama. Wierzą w jednego Boga, stworzyciela wszechświata, który dał życie siedmiu aniołom, ażeby ci dokończyli dzieło stworzenia. Modlą się natomiast nie do Boga, który jest tak doskonały, że nie ingeruje w sprawy ludzi, lecz do Anioła-Pawia, jednego z siedmiu aniołów, który zbuntował się przeciw Bogu, za co ten strącił go w czeluść piekielną. To dlatego niektórzy utożsamiają go z szatanem. Anioł-Paw (Melek Taus) tak bardzo jednak żałował występku, że płacząc przez długie 7 tys. lat, ugasił łzami piekielny ogień. W ten sposób piekło przestało istnieć, a Bóg wybaczył mu jego błąd i powierzył misję władania światem.
Nieporozumienie polegające na pomieszaniu Anioła-Pawia z szatanem należy uznać za jedną z przyczyn nienawiści ze strony dżihadystów. Nie tolerują oni bowiem jakiegokolwiek odstępstwa od ich wersji islamu.

Jazydzi mają bogatą obrzędowość, a struktura ich społeczności przypomina system kastowy, w którym poczesne miejsce zajmują kapłani. Oprócz pielgrzymki do Lalisz na różne sposoby oddają cześć Aniołowi-Pawiowi. Do głównych obrzędów należy Tawusgeran, podczas którego kapłani podróżują z figurką Anioła-Pawia po okolicznych miejscowościach, gdzie odbywa się coś w rodzaju nabożeństwa, w trakcie którego zbierana jest ofiara. Co ciekawe, jazydzi praktykują chrzest i obrzezanie, co świadczy o silnych wpływach chrześcijaństwa, islamu i judaizmu, czyli bliskowschodnich monoteizmów.

Przestrzegają też wielu – czasem restrykcyjnych – reguł. Nie wolno im odstępować od wiary, służyć w armii innowierców, zawierać małżeństwa z osobą z innej kasty, pluć na ziemię, wodę lub ogień, a także… jeść sałaty. O ile jednak to ostatnie spotkałoby się co najwyżej z dezaprobatą, o tyle za odstępstwo od wiary kara byłaby surowa. W 2007 r. doświadczyła tego dziewczyna o imieniu Du’a, którą ukamienowano. Rzekomym powodem było przejście na islam, co miało poprzedzić wyjście za mąż za muzułmanina. Wiadomość o tym tragicznym zdarzeniu nie rozeszłaby się, gdyby nie film, który ktoś wrzucił do internetu. Rozpętała się burza. Kurdowie protestowali przeciwko morderstwom honorowym, a dżihadyści znaleźli pretekst do brutalnego zaatakowania jazydów. W ramach specyficznie pojmowanej zemsty doszło do krwawych zamachów terrorystycznych, w których zginęło ponad 800 osób.

Między dżihadystami a Kurdami

Jak twierdzi na łamach „The Washington Post” Loveday Morris, jazydzi do dziś nie zaznali spokoju. Teraz są ofiarami batalii politycznej, jaka toczy się w północnym Iraku między samymi Kurdami. Tureccy, syryjscy oraz iraccy Kurdowie nie są bowiem jednomyślni. Jazydzi znaleźli się między młotem a kowadłem. Walka z Państwem Islamskim to jedno, a waśnie i interesy polityczne to drugie.

Jazydzi przystąpili do oddziałów zbrojnych organizowanych przez Partię Pracujących Kurdystanu (PKK), czyli Kurdów tureckich. Z drugiej strony są Kurdowie syryjscy, którzy – podobnie jak Kurdowie iraccy (z prezydentem Masudem Barzanim) – woleliby, aby odziały PKK nie panoszyły się w północnym Iraku.

– Czujemy się jak zabawka w rękach polityków – żali się jazydzki duchowny Khalaf Bahri, który właśnie pochował młodego mężczyznę. Nie zabił go dżihadysta. Zginął w wyniku starcia, do jakiego doszło pomiędzy kurdyjskimi bojówkami na początku marca tego roku. Jamil Khalaf, którego rodzina od ponad dwóch lat żyje w namiocie, ponieważ ich wieś znajduje się w rękach dżihadystów, pyta rozpaczliwie: – Dlaczego oni walczą ze sobą, skoro mieli wyzwalać nasze wioski?

Autor jest doktorem nauk społecznych w zakresie nauk o polityce, pracownikiem Instytutu Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych PAN oraz wykładowcą akademickim. Zajmuje się procesami politycznymi i społeczno-gospodarczymi na Bliskim Wschodzie

Wydanie: 15/2017

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy