Bezsilna władza i bezradni ludzie

Bezsilna władza i bezradni ludzie

Na tę lekcję uczniów nie zaprosiłbym do Sejmu. Chyba że po to, aby pokazać, czego w przyszłości nie wolno im robić. Bo czego mieliby się nauczyć od wybrańców narodu? Tego, że tak wielu polityków skorzystało z afery Amber Gold, by coś powiedzieć. Niestety, to coś, w wydaniu zarówno partii władzy, jak i partii opozycyjnych, było marnej jakości. Solidarnie pletli ci, którzy już dość długo rządzą, i ci, którzy chcą ich na stołkach zastąpić. Komu starczy cierpliwości, niech przejrzy pytania 170 posłów, jakie padły w debacie nad tą głośną aferą. Zobaczymy wtedy, jak wielki jest pakiet głupstw i niekompetencji na samej górze piramidy władzy. Wniosek z tej całodniowej młócki jest bardziej przygnębiający niż sama afera, o której dyskutowano. Pokazuje bowiem, jak wiele problemów ma dziś polskie państwo. Także problemów z zarządzaniem. Bo okazało się, że szefowie rządu, instytucji centralnych i służb specjalnych oraz najważniejsi reprezentanci sądownictwa i prokuratury są ludźmi bezradnymi. Niemającymi wystarczających instrumentów, by sprawnie zarządzać swoimi obszarami. Za tymi bezradnymi, choć, jak sami mówią, chcącymi dobrze dowódcami stoją armie urzędników. Ludzie, którzy powinni być poza wszelkimi podejrzeniami. A jak jest? Większość urzędników spełnia nawet podwyższone wymagania, ale wystarczy mała, bezkarna grupa łapowników i leni, by zaufanie do całej instytucji czy grupy zawodowej było ograniczone. Każdy zna to z praktyki. Jednego dnia załatwiamy urzędowe sprawy perfekcyjnie, a drugiego z oporami lub wcale. Bo trafiliśmy na kogoś oszczędnie angażującego się w pracę albo nierozumiejącego problemów, które ma rozwiązywać.
Pozorowanie pracy, produkowanie dupokrytek i spychotechnika nie są zjawiskami marginalnymi. Gdy więc ktoś mówi, że jest kryzys państwa, bo nie może ono być bezradne wobec takich zjawisk, to oczywiście ma rację. Podobnie jak rację ma rząd odbijający piłeczkę i mówiący, że w sprawie Amber Gold i podobnych zawinili konkretni ludzie. Mamy zatem dwie racje. I wcale się one nie wykluczają. Państwo odpowiada za tę sytuację. Bo państwo odpowiada za brak systematycznego monitorowania nowych problemów i zagrożeń, które się pojawiają wraz z naturalnym rozwojem gospodarki, finansów, nowych technologii itp. To zadanie nigdy się nie kończy. Wymaga odpowiedniej struktury i skutecznych narzędzi walki z patologiami. Czy państwo polskie nadąża za tym rozwojem, który niesie też liczne zagrożenia? Widać, że nie. Gorzej. Boję się, że nawet nie próbuje. A przynajmniej nikt się takimi działaniami nie chwali. Wychodzi więc na to, że dominuje bieżączka i działania od kryzysu do kryzysu. Dlaczego tak jest? Słabe ogniwo na dole szkodzi, ale na małą skalę. Minister bez kompetencji szkodzi za miliardy. Ludzie wyciągani z kapelusza mogą w rządzie w najlepszym razie jako tako administrować. I czekać na tąpnięcie. Prosta to prawda, ale od lat nie dociera ona do tych, którzy dostali ten kapelusz od wyborców.
Niezależnie od sprawy Amber Gold w nową fazę wchodzi spór o model państwa, jakiego chcemy. Czy Polacy chcą więcej wolności czy więcej regulacji? Bo z tego, co teraz mamy, chyba już nikt nie jest zadowolony.

Wydanie: 36/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy