„O władzy nad polską duszą”

„O władzy nad polską duszą”

Zacytuję kilka zdań na początek. „Do reinterpretacji historii obóz prawicy od lat przywiązywał ogromną wagę – teraz chce ją zabezpieczyć groźbami więzienia. (…) Moim zdaniem w tych akcjach politycznych chodzi o coś o wiele głębszego – o zamiar stworzenia nowego Polaka. Ulepienie nowej tożsamości polskiej. Jeżeli ten zamiar się uda, alternatywna polityka wobec PiS już nie będzie miała szans w Polsce na długi czas. (…) Kluczowy spór nie dotyczy przyszłości – naszych wnuków, ale tego, co robili nasi dziadkowie. To on w końcu okaże się najbardziej emocjonujący, w nim zawarte są podstawowe problemy polskiej polityki”. Nawiasem wtrącę: jeden z dziennikarzy i może doradców Kaczyńskiego stwierdził po wyborach, że PiS wygrało dzięki polityce historycznej, wyraził się metaforycznie, jakoś tak, że wygrali męczennicy powstań, szarżujący nasi kawalerzyści, a także oczywiście ludzie leśni z lat powojennych. Moim zdaniem ten dziennikarz powiedział prawdę, stwierdził rzeczywisty fakt, co nie znaczy, że ten fakt powinien być szanowany. W polityce są możliwe zauroczenia całych pokoleń i oszustwa mające stuletni termin ważności. Wracam do cytowania. „Kaczyński nie chce władzy politycznej, on chce władzy nad polską duszą, a władza polityczna ma być tylko instrumentem tej zmiany. Polska pod rządami PiS to projekt w pierwszym rzędzie narodowo-ideologiczny. (…) Walka toczy się teraz na gruncie przeszłości i jej ocen… potrzebne jest zmobilizowanie historyków niezgadzających się na prymitywną i niezgodną z faktami wizję historii Polski (m.in. kult „żołnierzy wyklętych”) i polityków świadomych, że teraz polityka to przede wszystkim historia”.

Moi starzy czytelnicy (i przyjaciele) mogą pomyśleć, że cytuję samego siebie, a ich pomyłka byłaby usprawiedliwiona. Istotnie, głoszę podobne poglądy od lat 20, ale gdy dwóch mówi to samo, to niekoniecznie jest to samo. Autorem słów, które przytoczyłem, jest Bartłomiej Sienkiewicz, człowiek z zupełnie innej parafii politycznej. Są w polityce, nawet polskiej, stany rzeczy tak wyraźne, że nie można ich nie dostrzec, jeśli ma się trochę zdrowego rozsądku w głowie, a Sienkiewicz ma w swojej dużo więcej niż tylko zdrowy rozsądek.

Faktem jest, że Kaczyński mniej się interesuje realną polityką niż „lepieniem nowej tożsamości narodowej”. Nawet tego nie ukrywa. Oświadczył kiedyś i chyba nie jeden raz, że jego celem jest nadanie Polsce „tożsamości antykomunistycznej”. Jak to się robi? Zacznijmy od końca: degraduje się nieżyjących generałów, następnie plan przewiduje degradację wszystkich oficerów wojska polskiego z czasów PRL. Dziesiątkom tysięcy już odebrano przywileje (?) należne im z racji funkcji i czynów, zmienia się nazwy ulic, które mogłyby się ludziom kojarzyć z poprzednią „tożsamością”, niszczy się pomniki przypominające wielką wojnę, w której Polska brała udział jako członek sojuszu państw antyhitlerowskich, pomniejsza się znaczenie tej wojny, zawiera się sojusze z siłami, które były nam wrogie w czasie wojny, a dziś są dumne ze zbrodni, jakie popełniły, gromadzi się piramidy kłamstw i przeinaczeń gwoli tej nowej „tożsamości”, jaką ma mieć naród polski pod rządami i po rządach partii PiS. Stworzenie „tożsamości antykomunistycznej” – cóż to za cel dla polityka? Czy poważny polityk chce być biblijnym prorokiem, czy – skromniej – wieszczem piszącym trzecią część „Dziadów” z jeszcze bardziej bałamutną „Wielką Improwizacją”, która ma zastąpić myśl polityczną?

Partia PiS administruje krajem, jak potrafi i jak jej warunki obiektywne pozwalają. Jeszcze nie narobiła w tym zakresie tyle szkód, co AWS z premierem Buzkiem i tym drugim na czele. Do tego wymiaru polityki pisowskiej nie warto byłoby mi się mieszać. Jeszcze za wcześnie powiedzieć, czy oni funkcjonowanie administracji poprawiają, czy pogarszają. Strach budzi ten drugi, nadrzeczywisty wymiar ich dążeń, gdzie prawda i fałsz, dobro i zło, szlachetność i podłość, symbole i rzeczy zostały ze sobą zmieszane rzekomo w celu osiągnięcia nadzwyczajnego, wprost niebiańskiego dobra, jakim jest „zdobycie władzy nad polską duszą”, aby uczynić z niej duszę antykomunistyczną. O ten cel warto się bić, dla tego celu warto wyrzec się pozycji, jaką Polska zdobyła, przesuwając się do środka Europy, także krzywdzić ryczałtem i w nastroju amoku Polaków, którzy odtworzyli to państwo i odbudowali miasta po największej wojnie, jaka kiedykolwiek przetoczyła się przez Polskę. Przyjść w 1989 r. na gotowe i ogłosić, że zastało się zgliszcza – oto bezczelność PO-PiS, jakiej staliniści mogliby pozazdrościć.

Bartłomiej Sienkiewicz chciałby mieć w Polsce historyków, którzy przeciwstawiliby się zafałszowanej historii. Obawiam się, że trzeba nowego pokolenia – albo i dwóch – żeby się tacy pojawili w znaczącej liczbie. Do odkłamania jest nie tylko najnowsza historia – pytanie, czy istnieje coś takiego – ale przede wszystkim panujący urzędowy patriotyzm. Co to jest ten patriotyzm? Dokładnie mu się przyjrzawszy, zobaczymy, że jest to kult patriotyzmu. Jaka jest treść tego patriotycznego patriotyzmu? Niezbadanym sposobem odrodził się i został przeniesiony w nasze czasy patriotyzm z okresu zaborów, ale nie z zaboru pruskiego czy galicyjskiego, lecz rosyjskiego, z całym balastem „pełnego złości i lekkomyślności” mesjanizmu.

Znam jednego poważnego historyka, który ma odwagę iść własną drogą – to Lech Mażewski, badacz XIX-wiecznego Królestwa Polskiego, jego wiele obiecujących początków, podważonego potem i zachwianego przez samych Polaków, oraz przemyślanej próby Wielopolskiego odzyskania przynajmniej części tego, co zostało utracone z winy samych Polaków.

Bartłomiej Sienkiewicz należy do Platformy Obywatelskiej czy jest z nią związany. Czy spodziewa się tam znaleźć „polityków świadomych, że teraz polityka to przede wszystkim historia”, czyli walka idei o to, czym ma być naród polski w nowym świecie? Przecież Platforma popierała najdziksze pomysły PiS w dziedzinie polityki historycznej, niczym się od PiS nie różniła prócz tego, że albo podążała za nim, albo starała się postawić krok wcześniej. Z tej strony, jak też ze strony Nowoczesnej, Razem, Krytyki Politycznej nie przyjdzie nowa myśl, nie mówiąc już o SLD, dla którego wszystko to jest starą baśnią znaną ze słyszenia.

Kaczyzm – czy pisizm – nie należy ani do lewicy, ani do prawicy. Podobieństwa do polityki Viktora Orbána są powierzchowne i nietrwałe. Nie tylko o to chodzi, że Orbán jest wybitniejszy intelektualnie od polskiego kolegi. On ma gruntownie odmienną filozofię polityki. Dla Kaczyńskiego i jego partii wielkie realności polityczne nie mają żadnej atrakcyjności normatywnej, liczy się tylko aura symboliczna, w której niczego nie można sprawdzić. Orbán jest realistą, w szkole Carla Schmitta nazwano by go politycznym egzystencjalistą. W myśleniu politycznym egzystencjalizm (empiryzm, realizm) jest skrajnym przeciwieństwem symbolizmu, w którym prawie niepodobieństwem jest odróżnienie męża stanu od pretendenta do władzy nad duszami.

Wydanie: 11/2018

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy