Trzeźwienie

Trzeźwienie

Bez uprzedzeń

Tak zwana prawica doszła do tego, że potępianie PRL-u zostało jej jako cel samoistny, niezależny od innych celów. Podtrzymuje ona rytuał potępiania bezinteresownie, a nawet z własną szkodą, bo traci emocjonalny kontakt z dużą i rosnącą częścią społeczeństwa. Zamiast się zastanowić, czy to potępianie jest uzasadnione i do jakiego stopnia, podnosi co jakiś czas wielki krzyk i lament, że „przegraliśmy bitwę o pamięć”. Dlaczego różnicę zdań odnoszącą się do tak niedawnej przeszłości tłumaczyć złą czy dobrą pamięcią? Co kto przeżył, to pamięta, czego nie przeżył, tego nie pamięta. Pamięć dobra lub zła nie ma związku z przynależnością do obozu politycznego. Pięknie by było, gdyby można sobie poprawić pamięć, zapisując się na przykład do Unii Wolności lub PiS-u. Pierwszy bym skorzystał z takiej kuracji. Różnice poglądów nie biorą się stąd, że jedni mają dobrą pamięć, a drudzy słabą. I to, co się w dniu dzisiejszym dzieje, prawica ocenia inaczej niż lewica. Czy postkomuniści nie pamiętają, że (proszę darować trywialny przykład) przez pewien czas kupowało się cukier na kartki? Czy antykomuniści nie pamiętają, że na te kartki kupowali więcej cukru niż teraz bez kartek? Stawianie w centrum sporu „pamięci” oznacza, że nie dyskutuje się o rzeczywistości, lecz prowadzi się walkę psychologiczną, psychomachię, indoktrynację.
Realny socjalizm był tym, co udało się zrealizować z utopii komunistycznej. W tych warunkach można było spokojnie żyć, a coraz większa część społeczeństwa dochodzi do wniosku, że nawet lepiej, niż żyje się obecnie. Dla wielu ludzi, do których sam się zaliczam, najgorsze w PRL-u było to, że utopia komunistyczna nie została odrzucona i potępiona. Wisiała ona nad krajami socjalistycznymi jak miecz Damoklesa, jak koszmarna możliwość nawrotu terroru i wzmożonej kolektywizacji. Dlaczego powieść Orwella „Rok 1984” wydawała się prawdziwa, a nawet prorocza, mimo że nie było żadnego podobieństwa między jej treścią a rzeczywistością PRL-u? Powieść była prawdziwa w tym znaczeniu, że przedstawiała to, co by się działo, gdyby komunizm znowu był wprowadzany w życie, jak w Rosji pod władzą Lenina i Stalina. Groźba mieszcząca się w utopii komunistycznej nie była złudzeniem, ale większość ludzi mało przejmuje się ideologiami i hipotetycznymi niebezpieczeństwami. Chociaż dla mnie przez wiele lat główną przesłanką oceny PRL-u była panująca ideologia, fałszywa i niebezpieczna, doskonale rozumiem ludzi, którzy za ważne uznają jedynie empiryczne warunki życia. Dziś robotnik wykwalifikowany albo nie, inżynier mechanik lub metalurg, agronom, oficer, ogrodnik-„badylarz”, rolnik, kobieta po czterdziestce – mają realne powody dobrze myśleć o PRL-u i sądzić, że ich sytuacja w nowym ustroju się pogorszyła.
Gdzie tu jest powód do zdziwienia i lamentów, że „przegraliśmy bitwę o pamięć”? Chyba że w tej „bitwie” chodzi o wmówienie ludziom, że są szczęśliwi dzięki kapitalizmowi i władzy partii posolidarnościowych, tak jak kiedyś mieli być szczęśliwi dzięki socjalizmowi.
Zmiana stosunku do PRL-u jak każda zmiana poglądów na przeszłość dokonuje się dzięki porównaniom z nowymi faktami i dzięki nowej wiedzy o tym, co z czego wynikło. Posolidarnościowe kołatki w mediach ciągle klepią, że Gierek zadłużył Polskę i my teraz musimy spłacać odsetki. Ten zarzut miał obieg, dopóki gospodarka Trzeciej RP nie zadłużyła się więcej niż pod rządami Gierka (jeden mądrala z rządu Buzka tłumaczył w Radiu Maryja, że obecne długi są nieporównywalne z tamtymi, bo prywatne…). Człowiek, który nie stracił rozumu, słuchając tej propagandy, myśli sobie: co gorsze, zaciągnąć długi za granicą czy sprzedać zagranicznym nabywcom za półdarmo najlepsze przedsiębiorstwa i większą część bankowej infrastruktury? Trzeba by Polaków uznać za zupełnych tumanów, gdyby obserwując, co się dzieje, nie rewidowali in plus swojego stosunku do PRL-u i Gierka. Ale nie tylko Gierek jawi się w nowym świetle. Władysław Gomułka wracający do władzy w 1956 r. przez wielu był witany z mieszanymi uczuciami i na ogół z mniejszym entuzjazmem, niż się dziś sądzi. Pod koniec swoich rządów budził powszechną niechęć, a po grudniu 1970 u wielu już nienawiść. Gierkowska pierestrojka utrwaliła negatywny wizerunek rządów Gomułki. Co powiemy o nim teraz, mając porównanie z politykami rządzącymi po 1989 r.? Czy jest wśród nich choć jeden, który by mu dorównał formatem, powagą, trzeźwością, poczuciem odpowiedzialności? Wiesław Chrzanowski niewątpliwie przewyższa go (jak też innych polityków) pod względem intelektualnym, nie przeszedł jednak próby sprawowania realnej władzy, więc jest nieporównywalny. Generał Jaruzelski odegrał historyczną rolę, dając pokojowe zakończenie realnemu socjalizmowi. Był świetnym oficerem, ale wielkich politycznych talentów przypisać mu bym się wahał. Gdyby je miał, nie jego by sądzili, lecz on by sądził. Z punktu widzenia, jaki daje nam teraźniejszość, Gomułkę trzeba uważać za najwybitniejszego męża stanu okresu powojennego, licząc do dziś. Spełnia on też bezdyskusyjnie panujące obecnie na prawicy formalne wymagania moralne takie jak niezłomność i heroiczna biografia. Ten sąd nie jest, to oczywiste, definitywny nawet dla mnie, który go wygłaszam. Jeżeli pojawi się polityk wielkiego formatu i potwierdzi ten format sukcesami, wówczas przez porównanie z nim Gomułka może bardzo zmaleć. Na razie nie maleje, wprost przeciwnie, wygrywa we wszystkich porównaniach i rośnie jako postać historyczna.
Co napisałem, wygląda na droczenie się z krowami, które – jak wiadomo – nie zmieniają poglądów.

 

Wydanie: 37/2002

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy