Ogniska zapalne

Mogłoby się wydawać, że wiele spraw spornych, nabrzmiałych konfliktowo na świecie, bez trudu dałoby się pokojowo uregulować dzięki współpracy zainteresowanych stron. Tak na przykład Gibraltar, położony na południowym czubku Hiszpanii, oddany we władanie Anglii w roku 1713, zdaje się odczuwać rząd w Madrycie jak kolec wbity w suwerenność narodową. Ze względu na to ostatnia wizyta w Gibraltarze angielskiej łodzi podwodnej \”Tireless\” wzbudziła nieukrywane niezadowolenie hiszpańskiego rządu i spowodowała nawet manifestacje Hiszpanów. Ci ostatni niejednokrotnie usiłowali odebrać Gibraltar Anglii, zaś dwa lata temu Londyn i Madryt już nieomal zgodziły się kompromisowo na podział władzy nad tym skrawkiem lądu, lecz praktycznie wszyscy mieszkańcy Gibraltaru przeciwstawili się takiej możliwości w referendum powszechnym.
W połowie XIX wieku Rosja sprzedała Alaskę Stanom Zjednoczonym i do dzisiaj władze moskiewskie nie mogą tego odżałować. W tym kontekście przyszło mi do głowy, że państwo izraelskie mniej więcej w połowie swej długości jest silnie przewężone i zdrowy rozum podpowiada, że aby ową wnękę terytorialną naprawić, Izrael powinien część terytorium tak zwanego Zachodniego Brzegu za sutą opłatą odkupić od Palestyńczyków. Niestety, w kontrowersjach międzypaństwowych nie ma nic do roboty zdrowy rozum, lecz najczęściej odzywają się narodowo-szowinistyczne ambicje. Za plecami przeciwnych sprzedaży ziemi Żydom stoją Arabowie licznych państw Bliskiego Wschodu, za Gibraltarem – Wielka Brytania, a za Alaską – Stany Zjednoczone.
Może również dziwić sztywne stanowisko Rosji, która przecież obfituje w gigantyczne, bardzo słabo zaludnione terytoria Azji, w kwestii mikroskopijnego archipelagu Kurylskiego. Japończycy gotowi byli odkupić od Moskwy Kuryle, lecz mimo proponowanych miliardowych inwestycji Rosjanie okazali się nieugięci. Tak toczy się nasz światek, niepodległy perswazjom zdrowego rozsądku.
Zawsze mnie zastanawiały tajemnicze ingerencje przypadku, które z reguły działają na korzyść miłościwie nam panujących. Administracja amerykańska ogłosiła ostatnio, że wszystkie dane, które dotyczyły okresu wojskowej służby obecnego prezydenta, bezpowrotnie zaginęły, nie pozostawiając ani śladów, ani kopii. Zniknięcie owych danych jest oczywiście zbiegiem okoliczności najzupełniej niespodziewanym, aczkolwiek znajdują się osoby gotowe kręcić głową nad tak korzystną dla prezydenta historią. Wbrew pozorom przeszłość wojskowa prezydenta USA jest tutaj bardzo istotna, ponieważ zbliżają się prezydenckie wybory. Kandydat na najwyższy urząd w Stanach ma tak dobrze udokumentowaną, chlubną militarną przeszłość, że interwencja niewinnego przypadku była dla Busha wyjątkowo pomyślna.
14 lipca 2004 r.

Wydanie: 30/2008

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy