Jesteśmy z gwiazd

Jesteśmy z gwiazd

Codziennie lub co drugi dzień dochodzi do odkrycia nowej planety

Mateusz Borkowicz – astronom z Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

Porozmawiajmy o niebie, tyle ostatnio się działo – zaćmienie Księżyca, spadające gwiazdy, wybuchy na Słońcu… Ale najpierw zapytam, dlaczego pan został astronomem, chociaż to w dzisiejszych czasach niemodne?
– Może i niemodne… Ale w moim przypadku to była fascynacja od dziecka. Mój tata był miłośnikiem astronomii.

Ale co to panu daje? Lubi pan chodzić z głową w chmurach?
– Daje mi to satysfakcję. A z chodzeniem z głową w chmurach to przesada. Zawód astronoma nie polega wyłącznie na siedzeniu w obserwatorium i patrzeniu w niebo. Obecnie dużo programujemy, robimy pomiary, potem opracowujemy wyniki, a także używamy networkingu – współpracujemy z astronomami na całym świecie, wspólnie realizując projekty. Natomiast ustawianiem teleskopów zajmują się pracownicy techniczni, którzy robią to zgodnie z naszymi poleceniami, bo my wiemy, które miejsca na niebie trzeba obserwować. Dziś bycie astronomem ma mniej wspólnego z czymś romantycznym, a więcej z techniką.

Gdzieś przeczytałam, że jesteśmy z gwiazd.
– To prawda, materia, która nas otacza, wszystko, co jest na Ziemi, powstało kiedyś w jakiejś gwieździe starszej generacji. We wszechświecie mamy do czynienia z kosmicznym recyklingiem – gwiazdy kończą życie po setkach milionów lat albo po kilku miliardach, a potem niektóre wybuchają jako supernowe. Na początku wszechświata był sam wodór, potem doszły kolejne pierwiastki – hel i następne… aż do żelaza, a więc także ciężkie, z których się składamy. One też powstawały wewnątrz pierwszych gwiazd, które były we wszechświecie. Gwiazdy po jakimś czasie przetwarzały wodór na cięższe pierwiastki i wtedy gasły, rozpraszając mnóstwo materii. Obłoki tej materii tworzyły potem gwiazdy kolejnej generacji. Z pozostałej materii, a tak naprawdę z pyłu i gazu, wokół gwiazd powstawały planety. W ten sam sposób powstała nasza Ziemia.

Myślałam, że to człowiek jest z pyłu kosmicznego.
– Po części i człowiek. Zarówno materia ziemska, jak i atmosferyczna formowały się 4,5 mld lat temu. I my z tej pierwotnej materii także się składamy. Wszystkie atomy w naszym ciele powstały kiedyś w dawnej gwieździe, może nawet w kilku, które zakończyły swoje życie 10 mld lat temu.

Wróćmy do dnia dzisiejszego. Co można zobaczyć we wrześniu na niebie? W sierpniu były to spadające gwiazdy.
– Właściwie w każdym miesiącu można zaobserwować coś ciekawego. Akurat we wrześniu jest dobry moment, aby obserwować Trójkąt Letni. To są trzy jasne gwiazdy, które układają się w trójkąt: Altair – w gwiazdozbiorze Orła, Deneb w gwiazdozbiorze Łabędzia i Wega w gwiazdozbiorze Lutni.

Niewiele mi to mówi.
– Wystarczy użyć wyobraźni i spróbować znaleźć te mityczne postacie, które nanieśli na mapy nieba starożytni Grecy, opowiadając historie o Zeusie i innych bohaterach. Trójkąt Letni widać przez całe lato i jesień. A jak się chowa pod zachodni horyzont, to znaczy, że nadchodzi zima.

Tylko jak go znaleźć?
– Należy szukać nad południowym horyzontem. Można sobie ściągnąć aplikację na telefon.

Ale jak znaleźć je na niebie?
– Najpierw trzeba określić sobie południowy horyzont. Słońce nad nim świeci w południe, na prawo od niego będzie horyzont zachodni, na lewo wschodni. Najciekawsze rzeczy dzieją się właśnie nad południowym horyzontem, gdzie zobaczymy Trójkąt Letni. Tam – w zależności od pory roku – zmieniają się konstelacje i w tym miejscu zawsze najlepiej obserwować planety. We wrześniu krótko po zachodzie słońca, nad zachodnim horyzontem, czyli jak stoimy twarzą do południa, to z prawej strony, będzie widać Wenus – będzie ona jasno świeciła. Aby ją zobaczyć, możemy się posłużyć lornetką, która powiększa 20 razy. Ale jeśli dokładnie się przyjrzymy, zaobserwujemy ją też gołym okiem. Dalej w kierunku południowym, po zachodzie słońca, jak już się zrobi całkiem ciemno, będzie widać Jowisza, świeci równie jasno. Za nim zobaczymy Saturna. I na wschodzie Marsa. Ma charakterystyczny pomarańczowy kolor. Jest kojarzony ze starożytnym bogiem wojny.

Gdy dwa lata temu mijała nas jakaś planetoida, mówiono, że jest zbyt blisko Ziemi i może się z nami zderzyć, grozi nam katastrofa.
– Tak naprawdę raz na tydzień, 50 razy w ciągu roku, jakiś obiekt przelatuje potencjalnie niebezpiecznie blisko Ziemi, czyli w odległości od kilkudziesięciu tysięcy do kilku milionów kilometrów. Przeważnie są to kilkudziesięciometrowe meteoroidy. Często dopiero po fakcie o tym się dowiadujemy. Natomiast wspomniana planetoida, o której było głośno dwa lata temu i jest teraz, to Bennu. Wiadomo o niej tyle, że za 117 lat może uderzyć w Ziemię, i to z prawdopodobieństwem 1 do 2,5 tys., czyli dosyć dużym.

Oglądałam zaćmienie Księżyca z jeziora. Dla mnie najciekawsze było jego wyłanianie się i obraz, który był trójwymiarowy – Księżyc był jak piłka, w dodatku w kolorze czerwonym.
– To z powodu zanieczyszczenia naszej atmosfery. Ale człowiek akurat ma na to niewielki wpływ. Chodzi o górne partie atmosfery, gdzie są efekty wybuchów wulkanów, a także spalających się w atmosferze meteorów. Kiedy przez to przechodzi światło słoneczne, to mimo że Ziemia zasłania Księżyc i jest tam cień, światło się załamuje i dociera do Księżyca w postaci czerwonej poświaty.

Jaki wpływ mogą na nas mieć wybuchy na Słońcu?
– Są one regularne. Teraz akurat mamy minimum aktywności słonecznej. Cały czas badamy Słońce, naukowcy robią prognozy i jesteśmy w stanie wykryć burzę słoneczną, bo wtedy napromieniowane cząstki są wyrzucane ze Słońca. One po kilku dniach docierają do Ziemi w postaci obłoku, ale nam jako organizmom nie są w stanie zagrozić, bo nasza atmosfera chroni nas przed tym, tworząc otoczkę ochronną. Bardziej musimy się obawiać o naszą technologię. Ale oprócz tego mamy magnetosferę – niewidzialne pole siłowe, zupełnie jak w filmach science fiction, które odbija pociski. Wewnątrz Ziemi mamy ciekłe jądro, które m.in. składa się z żelaza, i to rozgrzane żelazo wytwarza pole magnetyczne, czyli jest ogromnym magnesem. Dzięki temu większość cząstek, które nadlatują ze Słońca, jest odbijana przez pole siłowe. I w ten sposób jesteśmy bezpieczni. Ale nad biegunami – na północy i południu – znajdują się takie linie, tzw. leje pola magnetycznego, gdzie te cząstki wpadają w atmosferę i zaczyna ona świecić jak jarzeniówka – jest to zorza polarna. Natomiast wybuchy na Słońcu mogą zagrozić naszej elektronice. Duża część ładunków może się dostać na Ziemię, my tego nie odczujemy, ale zareagują linie przesyłowe, które mogą się dosłownie spalić. 20 lat temu tak się stało w Kanadzie, doszło wtedy do awarii zasilania. To był co prawda tylko jeden taki przypadek w naszej historii, ale dmuchamy na zimne. Po to właśnie są te prognozy, aby na wypadek groźnego wybuchu słonecznego można było zawczasu wyłączyć wszystko, co jest związane z elektroniką.

Wszystkie komputery mogłyby wtedy przestać działać?
– Tak. Także statki kosmiczne i satelity, które z kolei nie są chronione przez magnetosferę. Czasami trzeba wyłączyć satelity, aby je uchronić przed uszkodzeniem.

Czy również statki kosmiczne można zobaczyć na wrześniowym niebie?
– Aby zobaczyć sztucznego satelitę, niewiele trzeba. Wygląda jak lecący samolot, tyle że nie mruga światłami, świeci jednostajnie. Najlepiej prowadzić obserwację przed wschodem słońca lub po zachodzie, jest wtedy moment, gdy są one pod odpowiednim kątem oświetlone przez Słońce. Co chwila wówczas coś przelatuje przez niebo. W ciągu nocy można ich zobaczyć przynajmniej kilkadziesiąt. Ja ostatnio w ciągu pół godziny naliczyłem kilkanaście. Największym sztucznym satelitą jest Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ISS. Jest taka wielka jak boisko do piłki nożnej, odbija dużo światła. To jasny obiekt, który przemieszcza się po niebie. Myślę, że parę razy będzie można ją zobaczyć we wrześniu na polskim niebie. I tutaj polecam stronę www.heavens-above.com, gdzie znajdziemy rozkład lotów stacji kosmicznych, tam dowiemy się, kiedy stacja będzie nam przelatywała nad głową.

Kiedy w kosmos będą latać zwykli ludzie?
– Myślę, że niebawem, wszystko zależy od funduszy, bo przygotowani już jesteśmy.

A kiedy nasza cywilizacja przeniesie się na inne planety?
– Może za sto lat… Może na Marsa się przeniesiemy?

Tam nie ma warunków do życia.
– Ale jesteśmy w stanie je stworzyć! Chodzi tylko o budżet.

Zapytam o Aleksandra Wolszczana, który odkrył gwiazdy poza naszym Układem Słonecznym. Jak to zrobił?
– Chodzi o pierwsze planety. To było jeszcze w latach 90., gdy obserwował radioteleskopem pulsujący obiekt, pozostałość po gwieździe, która wybuchła. Okazało się, że są tam nieregularności – ten pulsar zachowywał się trochę inaczej. Wolszczan odkrył, że coś krąży wokół tego pulsara, a potem, że jest to planeta. Tak więc pierwsza taka planeta została odkryta nie wokół gwiazdy, ale wokół pozostałości po niej.

Czy odkrywamy nowe układy słoneczne?
– Odkrywamy układy, które liczą po siedem planet, więc są całkiem pokaźne. Poza naszym Układem Słonecznym znamy już ponad 3,5 tys. planet. Codziennie lub co drugi dzień dochodzi do odkrycia nowej planety. Układów planetarnych znamy już przeszło 600, ale żaden z nich jeszcze nie przypomina naszego Układu Słonecznego.

W 2016 r. amatorzy i miłośnicy astronomii odkryli supernową… Dlaczego oni, a nie naukowcy?
– Jeśli chodzi o supernowe, to nie są planety, lecz eksplozje gwiazd, kończących swoje życie. Jeżeli gwiazda jest masywna, np. 10-krotnie masywniejsza od naszego Słońca, to takie gwiazdy gwałtownie kończą życie, po prostu od razu wybuchają.

I można to zobaczyć?
– Wystarczy obserwować niebo za pomocą teleskopu. Jeśli pojawi się jakaś kropka w miejscu, gdzie nic nie było, na pewno będzie to wybuchająca gwiazda. Często właśnie miłośnicy astronomii je odkrywają. Potem w te miejsca kierowane są największe teleskopy, aby dokładniej zbadać supernową.

A są już inteligentne teleskopy, które powiadamiają astronomów o tym, co dzieje się na niebie?
– Jeszcze nie. Ale w niedalekiej przyszłości będzie to możliwe. Czekamy na to. Na razie korzystamy z teleskopów rozlokowanych na całej kuli ziemskiej. Ale polecenia co do obserwacji musimy im sami wydać.

Wydanie: 37/2018

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy