Jeżdżą na nas, ale nie po nas

Jeżdżą na nas, ale nie po nas

Zostawmy hejterów. Jesteście mistrzami improwizacji, również tej śpiewanej, w wykonaniu Szymona Jachimka, na tematy zadawane przez publiczność. Szukacie inspiracji w zachodnich kabaretach, programach?

AG: – Sięgamy bardziej do nurtów niż do samych kabaretów. Spędzamy dużo czasu w stand-upie (komediowy monolog przed publicznością – przyp. red.) i w improwizacjach właśnie. W Stanach Zjednoczonych czy w Anglii jest bardzo bogata tradycja stand-upu bądź kabaretu. To, co się dzieje u nas, przypomina to, co tam było w latach 60. Ale i tam zdarzały się procesy, bo ktoś przeklął albo powiedział coś nie tak o Kościele. Wydaje mi się, że dla Zachodu rozrywka jest jakimś wentylem, żeby ludzie się pośmiali i spuścili z siebie złe powietrze, wrócili oczyszczeni do pracy. To fajny pomysł, żeby chociaż się pośmiać z takich tematów, które nas wkurzają, a niewiele innego można chwilowo z nimi zrobić.

To co, ten wentyl u nas nie działa?

WT: – Jest ten wentyl, tylko że jakiś taki… W naszym kraju jeszcze wiele osób w innym kontekście umieszcza znaczenie terminu rozrywka. Treści, które mają służyć rozbawieniu albo zobaczeniu czegoś z innej perspektywy, przez wielu są przyjmowane jako treści publicystyczne czy manifesty, na które trzeba reagować, wyjmować dzidę z szafy i stawać jako obrońca. To właśnie jest bez sensu. Zachodni świat od dawna wie, że dowcipkowanie nie musi być obrażaniem kogokolwiek. Może być głupie, niesmaczne, może być słabym żartem, a wtedy po prostu nie kupuje się biletu albo przełącza kanał. Niekoniecznie strzela się z działa.

A co z tabuizowaniem niektórych tematów, ich nietykalnością?

AG: – Mam wrażenie, że dla nas nic nie jest tabu, bo każdy temat można poruszyć. Oczywiście nie poruszyliśmy wszystkich i nie na wszystko, co nas wkurza czy martwi, mamy pomysł. Jeśli temat jest kontrowersyjny, wyśmiejmy go, wyśmiejmy tych, którzy to coś robią, wszystkich tych idiotów, autorów absurdalnych pomysłów, które krzywdzą innych. Nigdy nie wyśmiewamy ofiar systemów czy ofiar bezsensownych zachowań, tylko tego, kto do nich doprowadza. I to jest chyba w porządku.

Jak w trakcie istnienia kabaretu Limo zmieniła się polska rzeczywistość, poruszana tematyka, widownia?

EB: – Zmieniają się razem z nami, my dorastamy, nasza publiczność dorasta. Jestem z Limo 10 lat i w tym czasie rozwijał się stand-up – jego bezpośredniość powoduje, że poruszane kwestie są dużo silniejsze i odważniejsze. Nie zawsze są po coś i o czymś i to na pewno źle, ale jest wielu wykonawców, którzy świetnie sobie z tym radzą. Ta zmiana jest czytelna i widoczna.

AG: – Nasza rzeczywistość się zmienia, tak jak świat. Kilka lat temu internet był w kafejkach internetowych, trzeba było mieć komputer. Teraz, kiedy jest w każdym telefonie, można obejrzeć, co się chce. W ułamku sekundy zobaczyć hinduskiego stand-uppera, improwizacje z Niemiec, skecz z Hiszpanii. A i tak ludzie na całym świecie są tacy sami, wszyscy marzymy właściwie o tym samym, wszyscy chcą być kochani, smucą się z podobnych powodów. Niektóre tematy są więc uniwersalne. Fajne jest to, że elementy, które oglądamy, możemy przez siebie przecedzać i tworzyć na podstawie jakichś wzorców rzeczy doskonalsze – ze względu na odwagę, budżet itd. Można do nich sięgać i robić to na swoim podwórku. To tak, jak się rozwija kino polskie – filmy są coraz lepsze, wystarczy przywołać sukcesy „Idy”. Albo jak w sporcie: Gortat, Lewandowski. Te elementy pokazują, że już zaczyna być tu i ówdzie na światowym poziomie.

Czy Polacy umieją się śmiać, z siebie śmiać?

AG: – Nie można mówić: „Polacy i poczucie humoru”. Jest 38 mln Polaków i każdy ma inne, chociażby dzięki temu, że korzysta z dostępu do internetu i może oglądać wszystko, co chce, więc nie jesteśmy już skazani na jeden rodzaj kabaretu „na Dwójce” i na jeden rodzaj serialu „na Jedynce”. Przypominam sobie pewne spotkanie. Grałem w warszawskiej Harendzie i musiałem przejść przez Krakowskie Przedmieście. 10 kwietnia, rocznica, ludzie idą z flagami. Pewna starsza pani, która do plecaka miała przyczepioną biało-czerwoną flagę, odwraca się i mówi: „Pan Giza? No, powiem panu, że mnie się podobało”. I tyle. Uśmiechnąłem się, ona się odwróciła i nie było tematu. A myślałem, że mnie ukłuje szpikulcem.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 7/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy