Jubileuszowe tango

Jubileuszowe tango

Grażyna Barszczewska obchodziła 70. urodziny na scenie Teatru Polskiego

Premierę „Niezatańczonego tanga” według prozy Wiesława Myśliwskiego przygotowała na swoje 70. urodziny Grażyna Barszczewska. Obchodziła je na Scenie Kameralnej warszawskiego Teatru Polskiego, a publiczność przyjęła jubilatkę owacjami na stojąco.

Matka odeszła. Teraz trzeba opróżnić mieszkanie. Wynieść stare meble, zdjąć fotografie, zabrać nikomu już niepotrzebne ubrania, buty, chusty, fajanse. Na koniec dywan i kapryśny adapter, który już właściwie nie działa, ale od czasu do czasu uruchamia się i wydobywa z głośnika dźwięki zapomnianych tang. Bo tango zawsze było skrywaną pasją Matki.

Syn metodycznie sprząta, czasem zatrzymuje się, a w głowie rozgrywa się mu spektakl. Jakaś chusta albo czółenka wywołują wspomnienia. Kartkuje stary zeszyt, w którym znajduje matczyne słowa, ślad minionych lat, a może pierwszych prób literackich.

Matka wciąż w jego pamięci żyje. Narzeka, dunderuje, przemawia z czułością, troszczy się, niepokoi. Peroruje. Wspomina. Jak to matka. Syn nie odpowiada, choć ona wciąż usiłuje nawiązać z nim rozmowę. Tak naprawdę nie wiadomo, kto tu kogo słyszy i widzi. I co dzieje się realnie. Pewne jest tylko jedno – krok po kroku pokój pustoszeje.

Matka usiłuje chronić najcenniejsze pamiątki: starą ślubną fotografię, krwiste szpilki, w których kiedyś tańczyła, i winylową płytę. Wsłuchuje się w tony tanga. Na koniec pozostanie już tylko wypatroszone wnętrze, ale wbrew naturalnemu porządkowi rzeczy Matka zostanie. Młodsza niż ta, którą była na początku. W miarę bowiem opróżniania wnętrza niemal niezauważalnie zmienia się z utrudzonej życiem starej kobiety w coraz bardziej energiczną i pełną wdzięku, zalotną dziewczynę. Kiedy zabrzmi ostatnie tango, ruszy w tan. Tańczyć będzie nie z Synem, ale z przyszłym mężem, który odszedł wcześniej.

Grażyna Barszczewska portretuje na scenie nieśmiertelną Matkę, która trwa przy swoim dziecku zawsze. Buduje ten portret, korzystając ze słów Wiesława Myśliwskiego. Sama ten kształt ulepiła, tworząc sugestywny spektakl, w którym dochodzą do głosu różne tony, napięcia, nastroje, emocje. I wzruszenia. Nie maluje obrazu cukierkowego – jej Matka jest realistką. Kobietą z marzeniami, ale jednocześnie zaradną panią domu, która owdowiała musi sama stawiać czoła trudom życia. Jej światłem zawsze pozostaje Syn, ale i ukochany mąż, i tango. Jedyne zdanie, jakie Syn w tym spektaklu wypowie, zaczerpnięte z powieści „Widnokrąg”, będzie związane z tańcem: „Ludzie taneczni więcej potrafią zrozumieć jedne drugie”.

Zaczyna się to tak: Syn upycha do plastikowego, czarnego worka stertę starych ubrań. Te w nieco lepszym stanie układa starannie w tekturowym pudle. Na staromodnym kredensie siedzi Matka. Nogi jej zwisają, wygląda na steraną kobietę. Dziwne to zachowanie, bo niezgodne z ładem świata. Matka siedząca na kredensie? To niemożliwe. A jeśli to duch Matki? Duch może usiąść, gdzie mu się zechce. Cóż to jednak za duch, który za chwilę wybuchnie złością na sklepową, która nie doważy mięsa, z każdej wagi coś uszczknie dla siebie. Zirytowana Matka gramoli się z trudem na podłogę. Świat jej nie rozpieszcza. Grażyna Barszczewska nie szczędzi uwagi, aby każde zachowanie Matki uwiarygodnić, nadać mu właściwe rysy, brzmienie, wyraz oczu. W jej grze obowiązuje ekonomia – środki są używane oszczędnie, ale odpowiednio wzmacniane czy osłabiane nabierają emocjonalnej barwy. W tej roli, tak jak w aktorstwie Barszczewskiej – jak trafnie zauważył Łukasz Maciejewski – „błyszczy inteligencja i dźwięczy niepokój”. Kiedy wspominać będzie ostatniego sylwestra z mężem, w jej gestach i spojrzeniu wirować będzie roztańczony parkiet i rozżalenie, że mąż z nią wtedy nie zatańczył.

To właściwie jest monodram, z Matką jako bohaterką, ale monodram szczególny, bo z udziałem partnera. Dominik Łoś jako Syn ma niełatwą, niemą rolę. Swoje uczucia, reakcje może tylko pokazać, delikatnie zasugerować. Relacja między bohaterką spektaklu a obecnym na scenie świadkiem pozostaje niejednoznaczna. Prawie do końca nie dojdzie między nimi do bezpośredniego dialogu, nawet dotknięcia ręki. Dopiero pod koniec spektaklu, kiedy Syn, znużony wynoszeniem rzeczy po Matce, na chwilę zaśnie, Matka go obejmie. Przecież ze snów nigdy nie zniknie.

Piękny, mądry spektakl. Ręce same składają się do oklasków.

„Niezatańczone tango”, scenariusz Grażyna Barszczewska na podstawie prozy Wiesława Myśliwskiego, reżyseria Leszek Bzdyl, scenografia Maciej Chojnacki, muzyka Paweł Szamburski i Patryk Zakrocki, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana, Scena Kameralna im. Sławomira Mrożka, premiera 21 kwietnia 2017

Wydanie: 19/2017

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy