Kanclerz w opałach

Kanclerz w opałach

„Niemcy w ruinie” – temu przekazowi AfD sprzyja brak zaufania do rządu Friedricha Merza

„Cała Polska śpiewa z nami/Won za Odrę z migrantami!”, wydobywa się z ust kilkorga aktywistów Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza idących 2 maja mostem, który łączy Słubice z Frankfurtem nad Odrą. Na moście powiewają biało-czerwone flagi wetknięte przez ludzi Bąkiewicza. Choć strona niemiecka uważa ich obecność za prowokację, wiszą tu od miesięcy. Dwa dni po święcie flagi po moście granicznym spacerują z papierowymi chorągiewkami unijnymi burmistrzyni Słubic Marzena Słodownik, nadburmistrz Frankfurtu Axel Strasser oraz wiceprzewodniczący Bundestagu z opozycyjnej partii Lewica/Die Linke Bodo Ramelow. Polityk apeluje do władz Niemiec o zniesienie kontroli granic. Wprowadzono je w 2023 r. za rządu tzw. koalicji sygnalizacji świetlnej (SPD, Zielonych i FDP), utrzymuje je – mimo wyraźnego spadku liczby osób ubiegających się o azyl – gabinet aktualnej koalicji czarno-czerwonej (CDU-SPD) kierowanej przez Friedricha Merza.

Na dworcu kolejowym we Frankfurcie na wielu automatycznych skrytkach bagażowych naklejki ostrzegają: „Awaria!”. Dawniej byłoby to nie do pomyślenia, uważają miejscowi. Dają do zrozumienia, że za uszkodzenie skrytek odpowiadają migranci nietroszczący się o obiekty użytku publicznego. Wielu z nich, mieszkających we Frankfurcie, pracuje w oddalonej o pół godziny jazdy pociągiem Gigafactory trumpisty i wielbiciela Alternatywy dla Niemiec (AfD) Elona Muska. Ten największy w Brandenburgii pracodawca zapowiedział stworzenie do końca czerwca 1 tys. nowych miejsc pracy.

We Frankfurcie po przemyśle, w tym wielkiej fabryce półprzewodników, pozostały jedynie wspomnienia. Liczba mieszkańców jest o jedną trzecią mniejsza niż u schyłku Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Jak na całym obszarze dawnej NRD frustracja łączy się tu z poczuciem wyższości wobec zachodniej części kraju, która rzekomo jest za mało niemiecka i za bardzo unijna. Eurosceptycy znad Wisły traktują Unię Europejską jako narzędzie Berlina do wzięcia Polski pod but, ci zza Odry widzą we Wspólnocie zagrożenie dla niemieckiej tożsamości i dobrobytu.

Gaz napędza AfD

Kwestia migrantów, której AfD zawdzięczała ubiegłoroczny sukces – prawie 21% w wyborach do Bundestagu – straciła na znaczeniu, mimo to partia Alice Weidel w sondażach regularnie wyprzedza CDU, z którą w wyborach przegrała o 8%. Niesie ją coraz powszechniejsze poczucie, że Niemcy – ten podziwiany do niedawna Weltmeister (mistrz świata) – są zrujnowane, wszystko się sypie, nic nie działa, jak powinno, nawet polskie pociągi kursują punktualniej niż składy Deutsche Bahn. Suflowany przez AfD przekaz o „Niemczech w ruinie” wybrzmiał we wpisie Donalda Trumpa na Truth Social, będącym odpowiedzią na skrytykowanie przez Friedricha Merza amerykańskiej operacji wojskowej w Iranie. Gospodarz Białego Domu poradził kanclerzowi Niemiec, by zamiast zajmować się sprawami, na których się nie zna, poświęcił więcej uwagi „naprawieniu swojego popsutego kraju, szczególnie migracji i energii”.

Ta ostatnia sprawa jest kluczowa. Niemiecki przemysł – do niedawna duma obywateli Republiki Federalnej – przestaje być konkurencyjny z powodu cen energii. Import gazu i ropy z Rosji ustał, w 2023 r. wyłączono ostatnie reaktory w elektrowniach atomowych. Przedstawiciele sfer gospodarczych twierdzą, że Energiewende – transformacja energetyczna oparta na wietrze i słońcu – nie tylko osłabia konkurencyjność, ale także zachęca do przenoszenia produkcji w branżach energochłonnych do innych państw, czyli dezindustrializacji Niemiec.

Jak koalicjant z koalicjantem

Przed wyborami do Bundestagu w 2025 r. Merz ogłosił program „Agenda 2030” nawiązujący nie tylko tytułem, ale i kierunkiem do neoliberalnego programu „Agenda 2010” socjaldemokraty Gerharda Schrödera z 2003 r. Przekonywał, że najważniejszy jest wzrost gospodarczy, wszystko inne ma się mu podporządkować. Również polityka społeczna i energetyczna: „Musimy ratować gospodarkę, byśmy mogli ratować klimat”. Merz obiecywał, że jeśli wygra wybory, ceny energii spadną, Niemcy zaś już na wakacje 2025 r. wyjadą w dobrych nastrojach. Tak się nie stało. Zamiast zapisanego w agendzie corocznego wzrostu PKB o 2%, nadal jest to ułamek procenta (w pierwszym kwartale 2026 r. 0,3%).

Zapowiedziane przez kanclerza reformy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 20/2026, 2026

Kategorie: Świat