Rywalizacja o przywództwo

Rywalizacja o przywództwo

Przemówienie wicemarszałka Sejmu, Jerzego Szmajdzińskiego, na Radzie Krajowej SLD 9 lutego 2008 r.

Powinniśmy przyjąć za dogmat: nic i nigdy z PiS. Wbrew przekonaniu, że słowa nigdy w polityce używać się nie powinno

Sięgnięcie po taką metodę pracy jak raport prof. Reykowskiego wszyscy powinniśmy zaliczyć do zjawisk obiecujących i optymistycznych. W taki sposób pracuje poważna partia. To jest jeszcze jeden z dowodów na to, że do problemów związanych z pozyskaniem elektoratu lewicy, wyborców chcemy podejść profesjonalnie, sięgając do diagnoz, analiz, korzystając z analitycznej pracy wielu środowisk naukowych.
Ten raport jest naturalnym punktem odniesienia dla nas wszystkich. Jest świetny w swoich partiach analitycznych i diagnostycznych, inspirujący w prognostycznych.
Ale raport niczego za nas nie załatwi.
Miejscami ten raport jest kojący, na przykład kiedy dotyczy ostatnich dwóch lat. Tyle że lewicowa retoryka, którą tam podkreślono, bez lewicowej mentalności i sposobu myślenia nie wystarczy na długo. Dlatego przestrzegam przed wyciąganiem z niego wyłącznie tych treści, które koją nasz ból i rozwiewają wątpliwości, z pominięciem tych jego partii, które są niewygodne, uwierają i mogą być bolesne.
Krytykę strategii i praktyki wyborczej zawartą w raporcie trzeba przyjąć z pokorą i wyciągnąć wnioski praktyczne na przyszłość. A ta przyszłość to też kolejne wybory.
Projekt dla Polski i to, co rekomenduje zespół naukowców, ale przecież po konsultacji z czołowymi politykami Sojuszu Lewicy Demokratycznej, to dobry projekt. Po jego realizacji dysponować będziemy wizją polityczną, która odpowiadałaby na pytanie: kim jesteśmy? Po co w ogóle jesteśmy? O co nam chodzi? Co chcemy robić? Czym się różnimy od radykalnej i liberalnej prawicy?
W związku z tym, na marginesie, kilka uwag realizacyjnych.
Po pierwsze – nie mamy monopolu na lewicowość ani na troskę o przyszłość Polski. Dlatego tworzyć ten projekt trzeba w gronie szerszym niż tylko SLD czy LiD. Jak rozumiem, tego projektu nie będziemy tworzyć tylko dla siebie. To nie ma być dokument wewnętrzny, lecz oferta publiczna.

Maksymalnie szerokie grono twórców

i szeroka konsultacja to wprawdzie nowe problemy, ale równocześnie szansa, że projekt ten będzie mógł mieć wielu współrealizatorów, a jeszcze więcej zwolenników i sympatyków.
Po drugie – zaprosić trzeba do pracy nad tym projektem środowiska młodej lewicy. Rozumiem pod tą nazwą już dość liczne – na szczęście – środowiska akademickie, intelektualne, studenckie, działające publicznie, wydające książki, uprawiające publicystykę. Trzeba zaprosić organizacje pozarządowe, ruchy alternatywne. Poza wszystkim – może to być także okazja do przezwyciężania niechęci niektórych organizacji i środowisk do SLD.
Po trzecie – ten projekt nie może być podporządkowany tylko perspektywie wyborczej. To musi być wychylone daleko bardziej w przyszłość.
Po czwarte – to wprawdzie uwaga równie oczywista jak poprzednie, ale moim zdaniem ważna: ten projekt musi być całkowicie samodzielny intelektualnie. W różnych czasach mieliśmy do czynienia z różnymi projektami dla Polski. Miała być „druga Polska”, „druga Japonia”, a całkiem niedawno „druga Irlandia”. Dobrze pamiętamy te bojowe zawołania, skróty myślowe, niezawierające nic poza dozą propagandowej atrakcyjności. Bardzo wygodne, bo każdy może rozumieć przez to, co chce, ale będące unikiem. I symptomem intelektualnej i politycznej bezradności. Autorzy tych zawołań nie potrafili zaproponować swoim obywatelom nic oryginalnego i własnego, proponowali zatem cudze. Sugerowali tak naprawdę, że Polska powinna być czyimś klonem. To się nazywa niesuwerenność, a zaczyna się ona w fazie myślenia. Tymczasem chodzi o znalezienie, rzecz jasna bez wyważania już otwartych gdzie indziej drzwi, własnego sposobu na życie i stworzenie takich warunków, zbudowanie takiego państwa, przed którym nie trzeba będzie uciekać na Zachód. I które potrafi być rzeczywistym partnerem „starych” państw Unii.
Wyjaśnię, o co chodzi. W niedawno wydanej książce, nawiasem mówiąc napisanej przez środowisko lewicy, „Europa w działaniu”, słusznie zwraca się uwagę, że migracja zarobkowa (na której zresztą PO zbudowała udanie jeden z wątków kampanii wyborczej) jest czymś więcej niż poszukiwaniem lepszych zarobków. Poziom zaufania społecznego w Polsce jest jednym z najniższych w Europie. Bardziej ufamy instytucjom UE niż krajowym. Młodzi ludzie szukają innego modelu życia zbiorowego, otwartości, racjonalności, wyższych standardów, cywilizowanych stosunków w pracy, bardziej ludzkich stosunków między światem pracy a światem kapitału. Młodzi uciekają przed zacofaniem swojego społeczeństwa, przed nietolerancją, presją obyczajową, coraz liczniejszymi zakazami i nakazami, społeczną obojętnością, prywatyzacją problemów zbiorowych, dominacją parafialnych społeczności. Polska jest na tle Europy nieznośnie „wsobna” i tak głęboko wciąż odmienna (niektórzy twierdzą, że coraz bardziej), że staje się to przeszkodą w integracji. Niektórzy nam mówią, że to problem tożsamości narodowej, którą powinniśmy chronić. Ale to jest problem zacofania mentalnego, kulturowego, obyczajowego. Jeżeli na tego typu problemy znajdziemy sposób w Projekcie dla Polski – to odniesiemy sukces.
Taki Projekt dla Polski powinien być

wypadkową prawdziwej wiedzy

o myśleniu naszych rodaków, ich obecnym położeniu, wyobrażeniach, ich pragnieniach, lękach, dążeniach, tęsknotach oraz naszej formacyjnej wizji stosunków społecznych i państwa.
Ten Projekt musi być w pełni alternatywny do znanych nam recept. Powinniśmy wyjść z założenia, że istnieje alternatywa dla obecnego porządku ustrojowego i nie jest nią powrót do przeszłości. Kapitalizm ma różne odmiany. Jeśli założymy, tak jak przez wszystkie minione lata, że obecny porządek ustrojowy jest bezalternatywny – to szkoda naszego trudu, bo przegramy i będziemy się pętać na marginesie polityki. W budowaniu neoliberalnego kapitalizmu inni są lepsi i bardziej na swoim miejscu.
Projekt dla Polski powinien być przesiąknięty ideą społeczeństwa obywatelskiego. Realizację tej idei jej autorzy, a dziś nasi koledzy ze środowiska demokratycznej opozycji, w którymś momencie porzucili. A lewica, mimo prób, nie potrafiła jej kontynuować.
Dziś lewica powinna wrócić do tego porzuconego projektu. Z dwóch przynajmniej powodów: po pierwsze – bo leży on w systemie naszych wartości i wyraża bardzo dobrze nasz pogląd na społeczeństwo. Po drugie – powstały warunki do kontynuowania budowy społeczeństwa obywatelskiego. Wybuch aktywności obywatelskiej, czego dowodem jest najwyższa od lat frekwencja, stwarza szanse na trwałość tego typu zaangażowania. Obywatele przypomnieli sobie, ile może znaczyć ich głos. Byłaby wielka szkoda, gdyby ta energia znów została zmarnowana. Jest i trzeci powód – leży to we wspólnym interesie obywateli i państwa.
Projekt dla Polski to nie mogą być tylko słowa zapisane na papierze. Musi temu towarzyszyć określone, zgodne z intencją tego projektu działanie. Dzisiaj dajemy próbkę takiego działania w postaci organizacji obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej w sprawie in vitro.
Społeczeństwo obywatelskie to najważniejsza szansa na poradzenie sobie z zacofaniem społecznym. Tylko na tej drodze można ten problem rozwiązać. Na rządzących nie ma co liczyć, to już wiadomo. Jeśli ktoś miał wątpliwość, czy PO zreformuje państwo i zrealizuje chociaż jakiś fragment wyborczych obietnic, powinien już wiedzieć, że PO nie sprzeniewierzy się własnym głosowaniom z poprzedniej kadencji i nie zaprze swoich poglądów.
Kolejny rząd zajął się zalepianiem dziur i walką o poziom sondaży, a nie rozwojem gospodarki, umacnianiem rangi prawa, kształtowaniem społeczeństwa obywatelskiego, doskonaleniem ustroju i organizacji państwa.
Główny ciężar prac nad tym Projektem dla Polski, jeśli będzie akceptacja Rady Krajowej, a ja apeluję o to, żebyśmy poparli potrzebę prac nad takim projektem, będzie spoczywał na Sojuszu Lewicy Demokratycznej. I to jest poza wszystkim wielka szansa na rewitalizację SLD, na budowę silnego Sojuszu.
Drugim optymistycznym wydarzeniem obok raportu, a właściwie procesem, jest start Klubu Poselskiego LiD i jego dotychczasowy, raptem trzymiesięczny, dorobek. Ze składem klubu – mimo że małego – wiązaliśmy duże nadzieje. I te nadzieje się materializują.
Sojusz Lewicy Demokratycznej – reaktywacja, takie powinny być tytuły po przyjęciu Projektu dla Polski. Od nas samych zależy, czy tak się stanie.
Osobiście uważam, że bez nas nie jest możliwa żadna poważna rozmowa o przyszłości lewicy w Polsce ani rozmowa o przyszłości Polski. Mimo wszystkich zaszłości, grzechów, które mamy na sumieniu, przewinień, obciążeń i niechęci, 95% polskiego lewicowego krajobrazu zapełnia SLD. Idzie teraz o to, aby ten obszar był jak najwyższej jakości merytorycznej i politycznej. To, być może, brzmi dzisiaj tak, jakbym zapomniał o skrzeczącej rzeczywistości, ale nie zapomniałem.
Mamy szereg problemów wewnętrznych. Najbardziej widowiskowym i pewnie w skutkach najistotniejszym jest

rywalizacja o przywództwo.

Media skwapliwie to wykorzystują. Rywalizacja personalna nie jest w partii niczym złym. Z reguły bywa ożywcza. Przychodzą też takie momenty, że jest konieczna. Przywództwo nie jest dożywotnie, różne potrzeby, różne historyczne chwile wymagają odmiennych charakterów i umiejętności. Ale problem polega na tym, żeby tej rywalizacji, konkurencji, która jest czymś naturalnym, żeby tej konkurencji, tej rywalizacji nie towarzyszyły wypowiedzi anonimowych polityków, żeby nie towarzyszyły jej tzw. przecieki kontrolowane, żeby nie towarzyszyło podgrzewanie atmosfery. Bo czynią to ludzie z wewnątrz, czynią to ludzie z SLD. Też z kierowniczych kręgów, nie zdając sobie sprawy, że któregoś dnia ta broń, po którą sięgnęli, obróci się przeciwko nim. Za pięć, dziesięć, 20, 30 lat – życzę oczywiście, żeby politycznie żyli jak najdłużej – mogą polec od tej samej broni. Trzeba wyplenić tę broń. Dzisiaj można to zrobić tylko apelem, apelem o to, żeby przemyśleli skutki – czy obraz, jaki powstaje z tych przecieków, z tych wypowiedzi to jest obraz pozytywny dla SLD, czy powstaje obraz negatywny. Jeśli ktoś chce budować swoją pozycję na gruzach i pokazywać kolegom: „ta anonimowa wypowiedź to moja wypowiedź”, no to po prostu mamy do czynienia ze zwykłą głupotą. Nazywajmy rzeczy tak, jak one nazywane być powinny.
Mocne partie i utrwalone systemy wytrzymują z powodzeniem nawet długotrwałą rywalizację. Taką długotrwałą rywalizację o przywództwo w partii demokratycznej i republikańskiej obserwujemy w Stanach Zjednoczonych. I ta rywalizacja będzie trwała jeszcze wiele miesięcy. Ale na taką rywalizację, wielomiesięczną, wyniszczająca, stać tylko takie demokracje i takie partie. Pytanie brzmi: czy jesteśmy w stanie wytrzymać taką rywalizację, jak długo i z jakimi konsekwencjami? Czy rywalizacja wewnątrz kierownictwa jest rzeczą twórczą, przyda nam siły, czy osłabia? Odpowiadam: pół roku takiej rywalizacji, zwłaszcza podskórnej, może być dla SLD ciężkim doświadczeniem. Będzie to oznaczać, że przez kolejne miesiące, chcąc nie chcąc, będziemy zajmować się sobą. Uwaga i siły konkurentów skupione będą na rywalizacji, a nie na budowie partii i polityki. Nie wykorzystamy czasu, jaki mamy na zmiany, podziały mogą się pogłębić, a SLD osłabi swoją pozycję w LiD.
Wnioski są takie: jeśli nie ma innego wyjścia, trzeba uczynić sytuację przejrzystą. Nie zostawić miejsca na

domysły i spekulacje,

choć wolałbym, aby na kilka miesięcy rywalizację zawiesić na kołku i skupić się na pracy merytorycznej. Na miesiąc przed Kongresem, proszę bardzo, będziemy przyjmować zgłoszenia do tej konkurencji.
Młodość kierownictwa Sojuszu pozwoliła nam przetrwać przez ostatnie lata i wyjść obronną ręką z opresji. To zasługa młodego pokolenia, tego, które dało twarz Sojuszowi Lewicy Demokratycznej. Dzisiaj nie wolno o tym zapominać, nie wolno tego nie doceniać, nie wolno się kierować krótkimi, szybkimi ocenami. Trzeba patrzeć na nasze losy w długiej perspektywie. I w długiej perspektywie widzieć rozwój pokolenia, które po latach rządów doświadczonych polityków przejęło stery władzy. Że przed nimi jest długi marsz i trzeba dać zgodę na ten długi marsz. Że ten długi marsz spowoduje, że dojdą, bo obiektywnie powinni dojść, do najważniejszych stanowisk w państwie. Że dzisiejsze kłótnie i dzisiejsza rywalizacja wyniszcza i utrwala podziały w młodym pokoleniu, a to do niczego dobrego prowadzić nie będzie.
Obserwatorzy zauważają, że atut młodego kierownictwa powoli przestaje działać, stracił walor świeżości, zużywa się. Ja nie podzielam tego poglądu. Do Sojuszu w różne struktury wchodzą powoli 30-, 40-latkowie. Nie ma ich wprawdzie zbyt wielu i byłoby przesadą powiedzieć, że luka pokoleniowa się zapełnia, ale są i są dobrzy, wykształceni, mają dobre zadatki na przyszłość.
Sojusz ma dużą szansę ukształtowania swoich kierowniczych elit w optymalny sposób. Rozumiem przez to odpowiedni mix młodości z wszystkimi jej zaletami oraz doświadczenia, politycznej rozpoznawalności wśród wyborców, znajomości zagadnień państwa i praktyki państwowej. Opowiadam się za takim modelem, bo uważam go za politycznie optymalny i najbardziej funkcjonalny. Kolektyw, w którym jest miejsce na wybitne talenty z młodego i starszego pokolenia. Na tych, którzy debiutują i rozegrali w polskiej lidze dopiero pierwszych kilkanaście meczów, i na tych, którzy mają doświadczenie, bo w NBA rozegrali już ich 600. Tylko taki kolektyw jest w stanie sięgnąć po najwyższe sukcesy, po wywalczenie odpowiedniej pozycji dla polskiej lewicy.
Dzisiaj też jest taka pora, że warto pomyśleć zawczasu o racjonalnym wykorzystaniu naszych seniorów. Jest naszym wstydem, że liderzy Sojuszu Lewicy Demokratycznej odeszli w takim stylu i tak bardzo nieproduktywnie. To się już stało, ale drugi raz do tego dopuścić z wielu powodów nie można.
Coraz więcej naszych dotychczasowych atutów ulega wyczerpaniu. Nasze korzenie są jasne, my jesteśmy z takich doświadczeń PRL jak Październik ’56 czy Okrągły Stół. To są nieusuwalne fragmenty naszej historiografii. Ale taki Okrągły Stół już nie ma tak silnego bieżącego oddziaływania jak kiedyś. Z różnych powodów. Czym wypełnimy te luki? Jakimi atutami własnej mądrości?
Niektórzy liczą w takim bieżącym planie politycznym na

pożytki z sejmowych komisji

śledczych. Ja bym proponował nie absolutyzować oczekiwań z nimi związanych. Komisja Rywina i Orlenu już się nie powtórzy. Komisje w niczym nas nie wyręczą. Nie wolno nam popełnić błędu liczenia na to. Jak znam dobrze Ryszarda Kalisza, będzie on chciał, aby jego komisja była po prostu merytoryczna i prawniczo poprawna. Odpowiedzialna za państwo i prawo. Taka, jak być powinna. To da nam pewne zyski w przyszłości, ale nie da nam wielkiego efektu w krótkim czasie. To tylko potwierdzi tezę o nas jako o ludziach przewidywalnych, odpowiedzialnych i będzie cegiełką, może być cegiełką ważną w budowie naszej pozycji.
My mamy i inne problemy. Takim problemem jest potrzeba określenia naszego stosunku do polityki Kościoła jako instytucji politycznej, publicznej, mającej realny i wielki wpływ na życie państwa i ambicje, aby ten wpływ był jeszcze większy. Od tego nie uciekniemy. Ja jestem zwolennikiem tego, żeby zastanowić się nad językiem. Czy to ma być język sekciarski, trafiający do kilkuprocentowego elektoratu, zamkniętego, czy to ma być język otwarty, kompetentny i merytoryczny, nieobrażający Kościoła, który jest wspólnotą i wiernych, i biskupów. Biskupi popełniają błędy, biskupi popełniają grzechy, biskupi ładują się do polityki, stoją przeciwko normalnemu rozwojowi cywilizacji, bo leczenie bezpłodności metodą in vitro i ich stosunek do tej sprawy świadczy o tym, że nie rozumieją ludzi, ich problemów, ich potrzeb. Ale to biskupi, a Kościół to zbiorowisko wiernych. Mówię to jako agnostyk. Ale rozumiem ludzi, którzy mówią: „dobrze, że mówicie o biskupach, tylko nie mówcie tak o Kościele, bo Kościół to też ja”. To być może jest teza dyskusyjna, kontrowersyjna, ale powinniśmy przemyśleć, co jest lepsze, bardziej właściwe, bardziej adekwatne do naszego programu, naszych celów, naszych idei. Czy jak twardo mówimy o różnych zjawiskach, pryncypialnie niezwykle ostro, to czy w każdym przypadku to jest tylko utrwalanie tego twardego, przekonanego zespołu naszych wyborców, czy to jest jednocześnie otwieranie się na innych, na nowych, bo przecież my nie możemy zostać na 13% z wyborów z 2007 r.
Są inne kwestie wizerunkowe, które wymagają uzgodnienia i synchronizacji. Musimy szczególnie uważać na klarowność i jednoznaczność naszych publicznych wypowiedzi. Zbyt dużo jest nieporozumień i niejasności, które nam nie sprzyjają. Przy okazji ustawy medialnej podejrzewano nas, oczywiście niesłusznie, o konszachty z PiS. Naprawdę nic gorszego nie może nas spotkać niż podejrzewanie o konszachty z PiS. Powinniśmy przyjąć za dogmat: nic i nigdy z PiS. Wbrew przekonaniu, że słowa nigdy w polityce używać się nie powinno. Tutaj natomiast to słowo obowiązywać powinno. To jest również kwestia wyczulenia naszych wyborców i sympatyków, które bierze się z obawy przed ewentualnym powrotem PiS. To nie jest bezpodstawna obawa, mam wrażenie, że wielu ludzi zaczyna już wyczuwać słabości Platformy Obywatelskiej, co takiemu lękowi sprzyja. Ale ludzie wolą prawicę soft niż prawicę hard, a my nie jesteśmy jeszcze pełnoprawną polityczną alternatywą. Mam też wrażenie, że ludzie nie bardzo rozumieją naszą krytykę PO, zwłaszcza niepodbudowaną argumentacyjnie. Taka krytyka nie daje nam punktów. Idziemy jak gdyby wbrew opinii publicznej, nie czekając na psychologicznie sprzyjający moment. Takie sprawy wymagają od ludzi prezentujących publicznie stanowiska ogromnego wyczucia i kompetencji. Jeśli Platforma mówi: wyprawa Tuska do Moskwy zakończyła się sukcesem – to my musimy mówić: ta wyprawa nie zakończyła się ani sukcesem, ani polityczną klapą, jak chciałoby Prawo i Sprawiedliwość. Ta wyprawa

może być sukcesem,

jeśli za parę miesięcy zwiększy się współpraca gospodarcza, jeśli podjęte zostaną rozmowy o wymianie młodzieży, środowisk intelektualnych, kulturalnych, sportowych, jeśli będą podjęte rozmowy o Cieśninie Pilawskiej, jeśli będą podjęte rozmowy o współpracy przygranicznej obwodu kaliningradzkiego i Polski. Słowem – jeśli nastąpią dalsze kroki. Wtedy to będzie sukces. Potrzebna nam jest więc umiejętność znajdowania się miedzy tymi, którzy boją się Rosji, jak poseł Kowal, bo jak się na niego patrzy, to widać, że on się boi Rosji, emanuje z niego obowiązująca w PiS rusofobia, a tymi, którzy entuzjazmują się polityką Tuska, jak koledzy z Platformy Obywatelskiej. Polsce potrzebny jest rozsądek, Polsce potrzebna jest rozwaga i spokojna ocena sytuacji, w każdym obszarze.
I ostatnia kwestia – w raporcie stwierdza się, że Lewica i Demokraci dają nam dostęp do inteligencji. Dodajmy jednak, że potencjalny, bo tu trzeba pracy. Kto się do niej garnie – specjalnie nie widać. SLD ma prawo oczekiwać od Partii Demokratycznej aktywności, ale nie powinien zdawać się, nie tylko w tej sprawie, na Lewicę i Demokratów. Musi przestać być egoistyczny i wyjść do środowisk, a jest do tego klimat. SLD może wyjść dzisiaj do środowisk intelektualnych, naukowych. Ktoś tu dziś o tym mówił i słusznie. Ryszard Kalisz w imieniu SLD w maju ub.r. bronił środowisk intelektualnych w Trybunale Konstytucyjnym. Walka skończyła się sukcesem, ale w kwietniu i w maju w tych środowiskach był powszechny paraliż. Trzymilionowa lustracja miała objąć każdego, kto choć raz sięgał po paszport w czasach PRL. Obroniliśmy to środowisko, bo nikt nie chciał ich bronić. Nikt, tylko SLD, z imienia i nazwiska.
Obroniliśmy ich. A kiedy w październiku rozmawiałem z tymi samymi ludźmi, którzy w maju byli przerażeni, i pytałem o wybory – odpowiadali brutalnie: my oczywiście głosujemy na Platformę Obywatelską. Życzyłem im wtedy, żeby PO jeszcze raz zrealizowała swoje chore pomysły lustracyjne, bo tylko tak można było wtedy zareagować. Ale dzisiaj trzeba otworzyć się na te środowiska, które w części muszą być rozczarowane polityką PO i PSL. My powinniśmy się wykazać, mamy absolutnie komfort i mamy emocjonalną przewagę. Nie bójmy się skorzystać z tej przewagi i z tej szansy, którą mamy.
Nie wolno nam także przymykać oczu ani udawać, że nie słyszymy wątpliwości, jakie wygłaszane są w naszych szeregach, co do koalicji Lewica i Demokraci. LiD jest w jakimś sensie koalicją retrospektywną, rodzajem takiej projekcji wstecznej. Coś jak realizacja chłopięcych marzeń w wieku dorosłym, kiedy jest już trochę za późno, by sprawiały one pełną radość. Trzeba zrozumieć krytykę tego projektu i dystans, jaki ma wobec niego wielu naszych działaczy. Mają swoje powody, prawdziwe albo biorące się z nieporozumienia. Odrzucenie wątpliwości z góry zamyka dyskusję, pogłębia nasze wewnętrzne podziały, nieraz uniemożliwiające dalszą rozmowę. My mamy w pamięci, że kluczowym dla historycznego kompromisu momentem był maj 1997 r. W maju została w referendum przyjęta Konstytucja, która jest wspólnym dziełem SLD, Unii Wolności, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Unii Pracy. To my wspólnie wystąpiliśmy przeciwko Krzaklewskiemu i przeciwko poglądowi, że jesteśmy targowicą, że zdradzamy narodowe interesy Polski. Wtedy został zawarty historyczny kompromis. Oczekiwaliśmy, że jesienią 1997 r., kiedy odbędą się wybory, pierwszym partnerem dla SLD będzie UW, bo z nią zrealizowaliśmy kontrakt decydujący na wiele lat o ustrojowym kształcie Polski. Ale oni wybrali wtedy tych, którzy

nazywali ich targowiczanami.

To wtedy została stracona szansa na utrwalenie historycznego kompromisu, który stał się w 1997 r.
Dlatego dzisiaj mówię o tym projekcie jako częściowo retrospektywnym. Nie jestem w związku z tym wolny od wątpliwości. Widzę wiele wybojów na drodze, na którą weszliśmy. Można by się posłużyć słowami kiedyś nieco szyderczymi piosenki „to nic, że droga wyboista, ważne, że kierunek słuszny”. Bo przecież na pytanie: czy mamy coś w zamian? – co możemy odpowiedzieć – tylko to, że nic nie mamy! Wiec szanujmy to, co mamy. Musimy zatem znaleźć dobrą odpowiedź na krytykę i wątpliwości w sprawie Lewicy i Demokratów w naszych szeregach. Nie możemy sobie pozwolić na zlekceważenie i w konsekwencji utratę tych ludzi, którzy do koncepcji Lewicy i Demokratów są nieprzekonani, ani z drugiej strony na utratę LiD przy wszystkich jej koalicyjnych słabościach i ułomnościach. Tylko silny Sojusz Lewicy Demokratycznej da silną Lewicę i Demokratów.

 

Wydanie: 9/2008

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy