Karać czy edukować?

Karać czy edukować?

Studenckie reperkusje marszu narodowców

Niezbyt liczny, ale hałaśliwy przemarsz narodowców 1 maja odbił się echem na Uniwersytecie Warszawskim. Kilku naukowców zaapelowało do rektora o zajęcie się uczestnikami tego wydarzenia, którzy mają legitymację studencką tej największej uczelni w kraju. W apelu padają nawet sugestie zastosowania radykalnych sankcji. „Wzywamy do przykładnego – włącznie z wykluczeniem ze społeczności akademickiej – ukarania studentów, którzy aktywnie uczestniczyli w pochodzie neonazistowskim”, czytamy w liście do władz uczelni. Wśród sygnatariuszy apelu znaleźli się m.in. prof. Andrzej Leder, prof. Magdalena Środa, prof. Jacek Kochanowski, dr Rafał Suszek i mgr Michał Siermiński. „Uniwersytet był matecznikiem Obozu Wielkiej Polski, Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej. To właśnie te organizacje (…) dokonywały brutalnych fizycznych ataków na studentów i studentki pochodzenia żydowskiego, to właśnie te organizacje były odpowiedzialne za faszyzację dyskursu publicznego przed 1939 r.”, napisali naukowcy, przestrzegając przed powtórzeniem się sytuacji z okresu międzywojennego. List do rektora wystosował też Studencki Komitet Antyfaszystowski.

Trzeba reagować

W wypowiedziach dla PRZEGLĄDU profesorowie są ostrożniejsi w poparciu tak radykalnych kar jak wyrzucanie z uniwersytetu sympatyków skrajnych, faszyzujących ideologii. – Trudno powiedzieć, jak powinno się postąpić – mówi prof. Magdalena Środa. – Na pewno należy zwrócić uwagę na ten bardzo znaczący fakt. Wykazuje on wyraźne pokrewieństwo z okresem międzywojennym, kiedy to idee parafaszystowskie miały swoje źródło na wyższych uczelniach. Nie chodzi mi o krytykę poglądów studentów, bo na uniwersytecie mamy do czynienia z dużym spektrum sympatii lewicowych i prawicowych. Wielu studentów ma poglądy zdecydowanie konserwatywne, ale kiedy zbaczają one w rejony skrajne, wyraźnie rasistowskie, które np. przed wojną doprowadziły do powstania tzw. getta ławkowego, to widzimy, jak bardzo te tendencje są niebezpieczne, groźne i haniebne. Musimy mieć świadomość, że na najlepszej uczelni w Polsce, czy też w ogóle w szkołach wyższych, jest to niedopuszczalne i jakieś konsekwencje z tym się wiążą. Co innego poglądy krążące na zewnątrz uniwersytetu, jednak w jego obrębie już teraz mamy niekiedy odpryski niebezpiecznej radykalizacji postaw, wyrażające się np. atakowaniem seminariów, wykładowców i różnych odmienności, które tutaj się pojawiają. Warto, aby studenci uważający się za polskich patriotów mieli szacunek dla wartości, które sprzyjają demokracji i nauce, a nie segregacji i ksenofobii.

Pierwszomajowa manifestacja, która oficjalnie miała być Narodowym Marszem Pracy, nie była imprezą nielegalną. Wydano na nią formalną zgodę. Marsz został zatrzymany przez blokadę zorganizowaną ad hoc przez środowiska antyfaszystowskie, feministyczne, studenckie i przypadkowych mieszkańców Warszawy.

Studenci byli zarówno w grupie manifestujących, jak i blokujących. Pierwsi maszerowali w ramach grupy Szturmowcy, drudzy – członkowie Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego – wzięli udział w blokadzie. Choć uczestnicy nacjonalistycznej imprezy na twarzach mieli czarne chusty z wizerunkiem trupiej czaszki (wyrazisty znak faszystowski) – to aktywiści Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego ich zidentyfikowali i w liście do władz uczelni podali cztery nazwiska.

Ruch należy do rektora

Jak więc wygląda kwestia odpowiedzialności za promocję symboliki skrajnie nacjonalistycznej, niekiedy faszystowskiej, przez członków społeczności akademickiej, a więc przyszłą inteligencję, liderów opinii społecznej?

Prof. Andrzej Leder twierdzi, że każdy ujawniony przypadek „afiliacji” w ruchu neofaszystowskim winien być indywidualnie osądzany przez uczelnianą Komisję Dyscyplinarną. Profesor nie przesądza wyniku takiego postępowania, nie mówi o obligatoryjnym relegowaniu z uniwersytetu. – Nie ulega wątpliwości – mówi – że udział studentów w tym marszu był wydarzeniem skandalicznym, ale trzeba rozpatrywać każdy z przypadek z osobna, choć zdaniem Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego, ci czterej studenci wymienieni z nazwiska to aktywiści nacjonalistycznego ruchu.

Kolejny ruch w sprawie studenckich nacjonalistów, którym można przypisać używanie symboliki faszystowskiej, należy do władz UW.

Wydanie: 20/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy