Karcenie narodu

W Sejmie nastąpiło krótkie spięcie pomiędzy marszałkiem Sejmu Markiem Jurkiem a Romanem Giertychem. Na dłuższe wyładowanie LPR nie może sobie na razie pozwolić, bo zostało zapędzone w kaczy róg. A zaiskrzyło na temat propozycji objęcia urzędu Rzecznika Praw Dziecka przez kogoś z LPR, jaką Jurek złożył Giertychowi w zamian za poparcie. Giertych zdradził to Sejmowi, a wtedy marszałek sflekował go stwierdzeniem: – Proponowałem, ale pan tego nie chciał, bo pana interesuje tylko przewodniczenie komisji kadrowej. Nokautując Giertycha, marszałek Jurek wywinął orła (przepraszam orła) i nakrył się nogami, odsłaniając całą nędzę pokątnego handlu. Aspiracje Giertycha sięgają wyżej, chce mieć wpływ na dorosłe kadry, nie zaś na karcone biciem i wykręcaniem uszu przedszkolaki.
A propos bicia, wielu prawicowych posłów chwali się, że przez lanie pasem wyrośli na porządnych ludzi, ale panowie i panie grubo przesadzają, ani znów tak bardzo nie wyrośli, ani też zbyt porządni nie są. Na przykładzie wielu z nich widzimy, że z pewnością bicie wpływa na poczucie ciągłego zagrożenia. Stąd rodzić się mogą paranoje, stąd także węszenie wszędzie układu, żeby się zabezpieczyć i uderzyć, zanim dostanie się kijem od szczotki „bez łeb”.
Po pewnym czasie odezwał się Donald Tusk, który nazwał ten handelek „korupcją polityczną”, co z kolei marszałek Jurek określił hańbą. Haniebne jest według niego nie to, że głupio handluje się posadami, ale to, że się o tym mówi.
Cieszę się, że Donald Tusk czytuje „Przegląd”, bo właśnie z naszego ulubionego tygodnika zaczerpnął owo określenie. Pragnę przypomnieć, że znacznie wcześniej niż on, w felietonie z 12 lutego (trudno, wiem że to nieelegancko, ale zacytuję siebie) napisałam:
„Urząd antykorupcyjny powinien zająć się w pierwszej kolejności zjawiskiem KORUPCJI POLITYCZNEJ. Bo czyż nie jest korupcją dawanie w łapę stanowisk notorycznym nieukom, typom będącym na bakier z prawem, nieprzygotowanym do rządzenia, wywyższonym przez przypadek, forowanie ich bez troski o nasze państwo?”.
No i co? Wszystko się sprawdziło, myślę, że tak jak ja myślą teraz miliony. Oczywiście wiemy wszyscy, że trzeba się układać, wybierać najlepszych kandydatów, ale czy koniecznie rezygnując z konkursów? Czy marszałek prowadząc tego rodzaju rozmowy handlowe, zachowuje bezstronność? Posłanka PO nie będzie brana w rachubę jako rzeczniczka praw dziecka, bo mądrze mówi i dobrze wygląda. Sobecka z urodą silną jak cios w szczękę nieznośnego bachora najpierw na życzenie swego przewodniczącego wycofała się z kandydowania, ale zaraz znów stanęła dęba: – Wcale nie podpisałam tego, co podpisałam, i już chce chronić małolaty przed brakiem dyscypliny.
Karcenie jest w modzie. KARCENIE JEST PROGRAMEM PiS. Program PiS ma być programem narodu. Kiedy PiS ogłasza wprowadzenie ostrzejszych kar dla bandziorów, naród przyklaskuje, prawnicy sykają, ale strach ludzki jest silniejszy. Kiedy chcą nam ograniczyć wolność obyczajową, zakazać manifestowania takim czy innym mniejszościom, gdy zakładają kagańce na twarze dziennikarzy, kiedy chcą ograniczyć ich wolność, nadać kierunek w pisaniu, wtedy solidarne media pokazują gest Kozakiewicza.
Arcybiskup Życiński udaje, że nie rozumie, o co chodzi ludziom, którzy w ramach akcji TISZERT DLA WOLNOŚCI założyli koszulki z napisami: jestem żydem, gejem, pedałem, mam dwóch tatusiów, mam AIDS, przerwałam ciążę, jestem lesbijką, nie płakałem po papieżu. Udaje, że sądzi, że ci, którzy założyli takie koszulki, mają niesmaczne poczucie humoru, bo to są dramaty, nad którymi trzeba się z powagą pochylić. Nie zdarza się przecież, by w naszym kraju ktoś był dyskryminowany. Jeśli zna się wybitną inteligencję arcybiskupa, trudno uwierzyć, żeby nie rozumiał. Arcybiskupowi może się to nie podobać, ma prawo wyrazić swoją opinię, piętnować i krytykować jako obywatel.
Afera zaczyna się, gdy rektor świeckiej uczelni publicznej po tej wypowiedzi zakazuje prezentacji fotografii ludzi w tych tiszertach oraz ich sprzedaży z napisami. Te napisy ranią rzekomo uczucia innych. Paranoja karcenia dosięgła inteligentów, nazywanych przez Kaczora bis łże-elitami. Zaczynają karcić, żeby nie zostać skarconymi, to już zaczyna być groźne.
Osmagany dyscypliną został również młody dziennikarz radia Zet, który zadał pytanie Jarosławowi K., bratu najważniejszej osoby w naszym królestwie, występującemu przed sądem w roli świadka koronowanego. Ponieważ na wniosek sądu utajniono ten ważny wizerunek, nie wiadomo było, jak o tym napisać. Kiedy dziennikarz z Zetki o to spytał, został obsobaczony i sprowadzony do parteru jako członek układu.
Pięć lat temu Elżbieta Kruk doniosła w notatce: „Pozyskałam informację, że dziennikarze „Rzeczpospolitej” otrzymali zlecenie wykorzystania mediów do wyeliminowania z życia politycznego trzech polityków”. Nie piszę, kto i na kogo miał zapolować, bo interesuje mnie styl tej notatki służbowej! Zoszczenko śmieje się w kułak. Za swoją czujność, w efekcie której rozpoczęto śledztwa oraz inwigilowanie dziennikarzy, otrzymała posadę w KRRiTV, jasne, że z mediami miała do czynienia, przecież ma w domu telewizor!
Przy okazji rozbabranej od nowa sprawy inwigilacji prawicy dowiedzieliśmy się od wice króla Jarka K., że w Polsce „tak naprawdę wolnych mediów nie ma. Jest pewien układ i dziennikarze, których pozycja jest bardzo trudna”. Prezes dostał poparcie Jacka Kurskiego, który podkreślił fundamentalną rolę dobrych mediów, Radia Maryja, telewizji Trwam oraz „Naszego Dziennika”.
Teraz należy doprowadzić tylko do tego, żeby inne telewizje, gazety i radiowe rozgłośnie wzięły przykład z liderów „żelaznej rezerwy duchowej narodu polskiego”, jak nazywa Rydzykowe królestwo Jacek K., z hukiem wyrzucony, z pompą przywrócony.
Kto nie z nami, ten przeciw nam, wołają chórem liderzy i funkcyjni jedynie słusznej partii. A jak narodowi się nie podoba, to rozwiąże się i naród, jak kiedyś pisał Brecht.
Jest jeszcze jedno wyjście. Ponieważ PiS rządzi przy poparciu mniejszości Polaków, chyba tylu, ilu ogląda Rydzykowe Trwam, może trzeba zrobić z tych pochwalonych mediów narodową telewizję publiczną, przenieść tam się z występami posłów, transmisją z parlamentu, orędziami i spekulacjami na temat układu, a wtedy my, skarcona reszta narodu, odetchniemy z ulgą, oglądając normalne programy.

 

Wydanie: 10/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy