Kobieta –  człowiek niepełny

Kobieta –  człowiek niepełny

Overview

Dysproporcje między płciami w zarobkach, edukacji i szansach życiowych wyrównają się najwcześniej za sto lat

Na początek wyobraźmy sobie kilka sytuacji życiowych. Mężczyzna i kobieta idą na randkę do ekskluzywnej restauracji. Zamawiają dokładnie to samo. Jednak gdy kelner przynosi danie, kobieta dostaje 57% porcji mężczyzny. Inna sytuacja: bliźniaki – chłopiec i dziewczynka – wychodzą rano z domu do szkoły. Idą razem, w identycznym tempie, ale kiedy chłopiec przechodzi już przez próg sali lekcyjnej, dziewczynka pokonała dopiero 96% dystansu. Wreszcie scenariusz wyborczy: hipotetyczne partie kobiet i mężczyzn osiągają identyczny wynik w wyborach. Jednak podczas gdy partia mężczyzn zdobywa 100 miejsc w parlamencie, partia kobiet za ten sam rezultat dostaje tylko 23 mandaty. Absurdalne? Przesadzone? Niezupełnie. Może wszystkie te historie są mało realistyczne, ale w najdrobniejszym szczególe oddają różnice w szansach życiowych między przeciętnymi reprezentantami obu płci. Biorąc pod uwagę wszystkie płaszczyzny życia, statystyczna kobieta to dziś 68% statystycznego mężczyzny – jego wartości finansowej, szans na samorozwój, możliwości leczenia i wpływania na lokalną rzeczywistość.

Panie podnoszą stopę

Dane te pochodzą z opublikowanego kilkanaście dni temu przez centrum badawcze przy Światowym Forum Ekonomicznym (WEF) w Davos dorocznego raportu o dysproporcjach między płciami w kluczowych płaszczyznach życia. Analitycy WEF zbadali 144 kraje pod kątem m.in. dostępu do edukacji, opieki zdrowotnej, reprezentacji w instytucjach politycznych, różnic w wynagrodzeniu na podobnych stanowiskach i długości życia kobiet i mężczyzn. I choć większość z nas zdaje sobie sprawę z istnienia tych nierówności, wyniki tegorocznego Światowego Raportu nt. Dysproporcji Płciowych (ang. The Global Gender Gap Report – GGGR) są na tyle szokujące, że każą zastanowić się nad kierunkiem rozwoju większości społeczeństw. Zacznijmy od statystyk najogólniejszych. Według GGGR 2017 przeciętne miesięczne wynagrodzenie kobiety wynosi na świecie 12 tys. dol., podczas gdy mężczyzny – 21 tys. Różnica ta w ciągu ostatniej dekady powiększyła się niemal dokładnie 1,5 raza. Stopień partycypacji ekonomicznej kobiet i szans rozwoju kariery zawodowej to 58% wyniku mężczyzn. W przypadku dostępu do edukacji odsetek ten wynosi 95%, a jeśli chodzi o dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej i przeżywalność przy najpopularniejszych zabiegach i chorobach zakaźnych – 96%. Zdecydowanie najgorzej prezentują się proporcje zaangażowania politycznego. Tutaj statystyczna kobieta ma jedynie 23% szans statystycznego mężczyzny na odniesienie sukcesu.

Kategorie takie jak statystyczna światowa kobieta czy przeciętny mężczyzna są pojęciami teoretycznymi, wprowadzonymi na potrzeby raportów i opracowań. Być może ich abstrakcyjność jest jednym z powodów ciągłego ignorowania tego typu badań. Co nie oznacza, że alarmujące dane o latach świetlnych, które dzielą nas od pełnego parytetu płciowego, należy w jakikolwiek sposób lekceważyć. Wręcz przeciwnie, najwyższy czas zacząć je przedstawiać jako poważne zagrożenie dla stabilności naszych społeczeństw, a przede wszystkim jako jeden z głównych hamulców rozwoju gospodarczego.

Według modeli ekonomicznych i wyników symulacji dołączonych do tegorocznej edycji raportu, gdyby zredukować o 25% obecne dysproporcje płciowe we wszystkich badanych kryteriach, światowy PKB podniósłby się o 5,3 bln dol. w ciągu ośmiu lat. Jeszcze bardziej na wyobraźnię działają dane dla poszczególnych krajów. W przypadku całkowitego wyeliminowania nierówności między płciami PKB Wielkiej Brytanii byłby dziś wyższy o 250 mld dol., Japonii – o 550 mld, Francji – o 320 mld, Niemiec – o 310 mld, Chin – o 2,5 bln. Żaden inny czynnik społeczny nie ma tak znaczącego przełożenia na wartość państwowych gospodarek, żaden inny problem tak mocno nie hamuje ich wzrostu.

Orbán ciągnie w dół

Nie wszystkie regiony mają z parytetem takie same problemy. Autorzy raportu WEF wyodrębnili osiem grup państw, dobranych pod względem geograficznym. Aż czterem takim grupom udało się zredukować różnice poniżej bariery 30%. Najbardziej równym płciowo regionem jest, co nie powinno nikogo dziwić, Europa Zachodnia – współczynnik parytetu wynosi tu 0,75 (współczynnik 1 oznaczałby całkowite wyeliminowanie dysproporcji między płciami). Następne są Ameryka Północna (0,72), Europa Wschodnia z Azją Środkową (0,71) oraz Ameryka Łacińska z basenem Morza Karaibskiego (0,702). Dużo gorsza sytuacja jest w krajach Azji Wschodniej i Oceanii (0,683), Afryki Subsaharyjskiej (0,674%) oraz Azji Południowej (0,66). Co także nie powinno zaskakiwać, w najgorszej sytuacji są kobiety w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Choć i tam z roku na rok dysproporcja nieco się zmniejsza, współczynnik parytetu w 2017 r. wyniósł 0,60.

W rankingu pojedynczych krajów wyniki także można zgadywać w zasadzie bez problemu. Pierwsze miejsca zajmują kraje skandynawskie i Finlandia, gdzie współczynniki parytetów w poszczególnych dziedzinach życia wahają się między 0,98 a 1 (w przypadku dostępu do edukacji fińskich chłopców i dziewczynek). Na drugim końcu znajdują się przede wszystkim kraje arabskie. Jednak szczegółowa analiza obala kilka mitów i pokazuje, że nawet w regionach o wysokim współczynniku parytetu trafiają się czarne owce. Dopiero 114. miejsce na 144 kraje zajęła Japonia, w której sytuacja kobiet jest niekorzystna przede wszystkim na rynku pracy i pod względem średnich wynagrodzeń. Podobnym przypadkiem są Węgry w Europie Wschodniej, zajmujące dopiero 103. miejsce, gorsze niż m.in. Azerbejdżan, Bośnia i Hercegowina, Kirgistan czy Tadżykistan. Wynik kraju rządzonego przez Viktora Orbána wynosi zaledwie 0,67, czyli aż 4 pkt proc. poniżej średniej dla tego regionu (rezultat Polski to 0,73, czyli 2 pkt powyżej przeciętnej regionalnej). Dobitnie świadczy to, jakie skutki powoduje polityka przepełniona seksizmem, ignorująca problemy kobiet i lansująca mężczyznę jako domowego i społecznego przywódcę. Na Węgrzech największe dysproporcje są w dostępie do edukacji (68. miejsce na świecie), a zwłaszcza w zaangażowaniu politycznym (dopiero 138. miejsce, dramatycznie niski współczynnik, zaledwie 0,035). Na uwagę zasługuje również Gwatemala, ulokowana na odległym, 110. miejscu w rankingu, głównie ze względu na drakońskie prawo antyaborcyjne i ogromną śmiertelność kobiet, szczególnie w młodym wieku.

Równać do Islandii

Na szczęście GGGR pokazuje kilka pozytywnych przykładów, jak chociażby Izrael, 44. na świecie, z wynikiem 0,72 zostawiający daleko w tyle konkurencję z Bliskiego Wschodu. A niekwestionowanym zwycięzcą rankingu jest Islandia z wynikiem 0,87 – od perfekcji dzielą ją głównie dysproporcje w edukacji. Jak zauważają sami autorzy raportu, wynikają one jednak nie ze źle zaprojektowanych polityk publicznych, ale z problemów infrastrukturalnych i odległości między niektórymi osadami a najbliższymi szkołami.

Trudno jednoznacznie powiedzieć, dlaczego w zdecydowanej większości krajów kobiety są warte jedynie ułamek tego, co mężczyźni. Analiza całego wachlarza przyczyn, od uwarunkowań historycznych, religijnych i kulturowych po kształt krajowej gospodarki i stopień rozwoju infrastruktury czy nakłady na edukację i ochronę zdrowia, zasługiwałaby na tekst dużo obszerniejszy. Niewątpliwie będzie jeszcze o czym pisać, a dowodem na to są wnioski końcowe tegorocznego raportu. Według WEF całkowite zredukowanie dysproporcji między kobietami i mężczyznami przy obecnym postępie zajmie nam równo sto lat.

Wydanie: