Kobiety przeciwko bestii

Kobiety przeciwko bestii

1,6 mln pracownic może żądać od koncernu Wal-Mart odszkodowania za dyskryminację

Zapowiada się największy cywilny pozew zbiorowy w historii USA. Może się do niego przyłączyć nawet 1,6 mln Amerykanek.
Sędzia federalny Martin Jenkins z San Francisco orzekł bowiem, że dopuszczalna jest skarga zbiorowa (class action) przeciwko koncernowi Wal-Mart, oskarżonemu o to, że dyskryminuje pracowników ze względu na płeć, utrudnia kobietom awans i płaci im mniej niż mężczyznom. Pozew w tej sprawie złożyło w czerwcu 2001 r. sześć byłych i obecnych pracownic tej największej sieci handlowej w USA, mającej 3566 marketów i sprzedającej co roku różnorodne towary wartości ponad 250 mld dol. To więcej, niż wypracowują gospodarki Szwajcarii czy Szwecji.
Sześć powódek skarżyło się, że przy awansach uwzględniano przede wszystkim mężczyzn, którzy, jak argumentowali kierownicy, „muszą przecież utrzymać rodziny”. Dziewczyna z Alabamy, która w wieku 19 lat przeniosła się do Anchorage na Alasce w nadziei, że tam łatwiej zostanie zastępcą dyrektora lokalnego Wal-Martu, po 15 latach pracy wciąż nie osiągnęła celu. Zrozumiała, że wszelkie wysiłki są beznadziejne, gdy jeden z menedżerów oznajmił w obecności zgromadzonego personelu: „Jedynym powodem, dla którego Wal-Mart potrzebuje zastępców dyrektora płci żeńskiej, jest zapewnienie pracownicom kogoś, z kim mogłyby porozmawiać o swoich miesiączkach”. Inna kobieta, która pragnęła przenieść się do działu z narzędziami, usłyszała: „Jesteś dziewczyną. Dlaczego chcesz właśnie do hardware?”.
Jak twierdzi inicjatorka skargi sześciu kobiet, 54-letnia Betty Duke z Pittsburga w Kalifornii, w firmie panowała atmosfera wszechobecnego seksizmu. Pani Duke zaczęła pracować w Wal-Marcie przed 10 laty jako kasjerka z pensją 5 dol. na godzinę. Wielokrotnie pytała o możliwość awansu, ale zawsze zbywano ją milczeniem. Zresztą kiedy potrzebny był kierownik działu, nigdy nie ogłaszano tego publicznie. „Faceci” załatwiali takie sprawy między sobą. W 2001 r. Betty Duke zarabiała niespełna 8 dol. na godzinę. Dopiero gdy w 2001 r. złożyła skargę, podwyższono jej pensję do 12,5 dol. Sześć skarżących kobiet twierdzi, że musiały szkolić mężczyzn mających objąć stanowiska kierownicze, do których one same aspirowały. „Faceci na dzień dobry dostawali więcej niż ja”, żaliła się jedna z powódek, Christine Kwapnoski.
Sędzia Jenkins przez dziewięć miesięcy zapoznawał się z aktami. Statystyki były nieubłagane. W imperium Wal-Martu kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni, średnio o 5-15%. W 2001 r. pensja mężczyzny, kierownika sklepu, wynosiła 105.682 dol. rocznie. Kierowniczka otrzymywała tylko 89.280 dol. Spośród 1,3 mln zatrudnionych przez Wal-Mart, największego prywatnego pracodawcę w Stanach Zjednoczonych, 700 tys. to kobiety, jednak stanowią one tylko 35% kadry zarządzającej. W całej amerykańskiej branży handlowej kobiety pełnią aż 60% funkcji menedżerskich.
Adwokaci koncernu usiłowali uniknąć skargi zbiorowej, argumentując, że dyrektorzy poszczególnych marketów prowadzili politykę personalną indywidualnie. Podczas rozprawy konieczne stanie się przesłuchanie 4 tys. dyrektorów i menedżerów, co sprawi, że proces może trwać nawet 13 lat! Sędzia jednak uznał argumenty prawników powódek, że w świecie Wal-Martu obowiązują jednolite reguły działania. Nazwał także pozew „historycznym w swej naturze”. Do skargi sześciu kobiet mogą teraz się przyłączyć obecne i byłe pracownice, zatrudnione w firmie od grudnia 1998 r. – ogółem 1,6 mln! Reprezentujący skarżące kobiety adwokat Brad Seligman triumfował: „Zamiast sześciu osób, których skargi są dla takiego giganta jak Wal-Mart bez znaczenia, szykuje się proces, w którym zostaną rozpatrzone roszczenia 1,6 mln kobiet. Jeśli firma przegra, straci nie tylko pieniądze, ale może zostać oddana na wiele lat pod nadzór sędziego”. Na razie Wal-Mart zapowiada odwołanie. Jeśli zostanie ono odrzucone, być może dojdzie do długiej i trudnej rozprawy. Tak ogromna skarga zbiorowa jest jednak bez precedensu. W pomniejszych sprawach tego typu najczęściej zawierano umowy pozasądowe. W 1997 r. firma Home Depot, sieć marketów z materiałami budowlanymi, w ramach ugody zapłaciła 104 mln dol. 25 tys. swoich pracownic, dyskryminowanych ze względu na płeć. Proporcjonalnie wartość odszkodowań w sprawie koncernu Wal-Mart sięgnęłaby 6,4 mld dol. Ale firma z pewnością nie zgodzi się na wypłacenie tak ogromnej rekompensaty.
Komentatorzy podkreślają, że decyzja sędziego Jenkinsa jest dla niej niezwykle kłopotliwa. Przedsiębiorstwo, mające siedzibę w Bentonville w stanie Arkansas, jest obecnie symbolem dynamicznego, amerykańskiego kapitalizmu (w latach 50. XX w. był nim koncern samochodowy General Motors, w latach 90. – Microsoft Billa Gatesa). Ale związkowcy, antyglobaliści i organizacje kobiece uważają, że Wal-Mart, którego zasadą są jak najniższe ceny, reprezentuje kapitalizm szczególnie drapieżny. Koncern ponoć słabo opłaca swój personel, wyzyskuje kontrahentów, zamyka ekipy sprzątające na noc, zatrudnia nielegalnych imigrantów. Tam, gdzie powstają jego markety, upada lokalny handel, zagrożony zostaje świat tradycyjnych miasteczek całych stanów, np. Vermontu, z ich małymi rodzinnymi sklepami. Związkowcy nazywają więc Wal-Mart bestią z Bentonville. Komentatorzy zwracają uwagę, że niezależnie od wyniku obecnego sporu „bestia” będzie musiała bardziej dbać o prawa kobiet w miejscu pracy, a sprawa wpłynie na politykę personalną wszystkich wielkich koncernów w USA.

Wydanie: 27/2004

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy