Kobziarz

Kobziarz

Jaki jest najważniejszy mitotwórczy tekst naszych sąsiadów, o których tak dużo mówi się w mediach? Nie jest to zresztą żadna abstrakcja – Ukraińców spotykamy w przedszkolach, sklepach, szpitalach, wrośli w naszą codzienność. Mniej wrażliwi Polacy, którzy na każdą sprzątaczkę mówią Oksana, nie chcą pamiętać, że jeszcze kilka lat temu w Niemczech każda sprzątaczka była Marią. Ci zaś, którzy mają jakieś poczucie przyzwoitości, wygłaszają raz na jakiś czas rytualną pochwałę ukraińskiej serdeczności, powtarzają, że w każdej słowiańskiej duszy ta sama muza gra i w ogóle – wszyscy lubimy barszcz ukraiński i pożywną wódkę. Na tym mniej więcej kończy się powszechna znajomość kultury ukraińskiej. Wiadomo jeszcze, że Ukrainki są „dobre na żony”, ale lepiej temu z bliska się nie przyglądać, bo ta opinia jest dla Polaków, by tak rzec, obosieczna.

Ale bądźmy uczciwi – nie znamy nie tylko najważniejszego tekstu literackiego Ukrainy, sprawiedliwie nie wiemy, jakie są „teksty założycielskie” Czechów, Węgrów, Słowaków, nie mówiąc już o krajach skandynawskich, bo kto wie coś o klasyce duńskiej, szwedzkiej, norweskiej? No i czy jesteśmy w stanie zidentyfikować takie teksty w państwach, w których Polacy chętnie spędzają wakacje – w Grecji, Tunezji, Portugalii, Egipcie?

Znamy dość dobrze literaturę anglosaską, bo jest ekspansywna, i niemiecką, która jednak niezbyt dobrze u nas się sprzedaje, uchodzi bowiem za chłodną, „intelektualną” czy po porostu trudną. W Polsce dość dobrze rozpoznawalni są współcześni ukraińscy pisarze – dzięki mrówczej pracy Wydawnictwa Czarne, rzeszy tłumaczy i programom stypendialnym, na które 10 lat temu Ukraińcy często przyjeżdżali. Tak poznaliśmy Natalkę Śniadanko, Jurija Andruchowycza, Tarasa Prochaśkę, Nazara Honczara, Sofiję Andruchowycz, Serhija Żadana. Podobnie jak niemieccy krytycy i niektórzy wnikliwi czytelnicy znają twórczość Doroty Masłowskiej, Andrzeja Stasiuka czy Olgi Tokarczuk – naszego eksportowego tria.

Jednak nie znamy źródłowego tekstu języka ukraińskiego, bliźniaczego do „Pana Tadeusza” zabytku kultury naszego sąsiada. Jest nim „Kobziarz” Tarasa Szewczenki, zbiór romantycznych ballad, tekst, na którym Ukraińcy budowali własną tożsamość, który wspierał i sankcjonował młode państwo. Kobziarze byli niewidomi, dbali o przekazywanie pieśni i ballad, są częścią nie tylko folkloru, ale i historii literatury. Tekst „Kobziarza” nie jest wprawdzie epickim poematem, ale czytelnik „Świtezianki” znajdzie u Mickiewicza i Szewczenki podobne fascynacje, ton, a nawet bohaterów, których dotykają te same ciemne sprawy, którzy ulegają romantycznemu oczarowaniu, nawiedzeniu i melancholii. Wiadomo, „Don Kichot” Cervantesa ma większy potencjał kolonizacyjny niż „Kobziarz” i zawsze będzie chętniej czytany, choćby ze względu na pojemność symboliczną, zresztą jest to rzecz, by tak rzec, nowoczesna, a przede wszystkim pisana prozą, więc i porównanie nieco krzywdzące. Ale już flirtujący z folklorem García Lorca byłby dorzecznym przykładem pewnej dysharmonii w naszym przyswajaniu obcych literatur. Jest to jednak pisarz czytany – przynajmniej przez polskich poetów.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 39/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy