Kociołek bałkański

“Nie było dnia, aby polscy saperzy w Kosowie nie wyjeżdżali na akcję rozminowania. Jakie niewybuchy lub niewypały przekazywali potem Amerykanom, pozostaje tajemnicą. Wysadzanie min nie było naszym zadaniem. Szukaliśmy ich w ziemi bagnetami, żaden wykrywacz nie sprawdzał się w tamtych warunkach. W Kosowie pod ziemią znajduje się właściwie cała tablica Mendelejewa. Za każdym razem wykrywacz reagował więc na metal” – tak opisywał służbę polskiego kontyngentu Jerzy Wiśniewski w listopadzie ubiegłego roku w “Trybunie Śląskiej-Dzień”. I już wtedy dopowiadał: “Czas pokaże, czy nasi żołnierze wrócili z Kosowa zdrowi”.
12 stycznia Rada Atlantycka i Komitet Polityczny NATO dyskutować mają o “bałkańskim syndromie” – niespodziewanych, licznych przypadkach zachorowań na białaczkę – i śmierci wśród żołnierzy KFOR-u odbywających służbę na Bałkanach w latach 80. Sześciu włoskich żołnierzy służących tam zmarło na rodzaj leukemii, uważanej za odmianę choroby nowotworowej. W Belgii odnotowano dziewięć przypadków zachorowań, w tym pięć śmiertelnych. W Wielkiej Brytanii i Holandii trwa liczenie podobnych przypadków. Powstaje pytanie: A co z naszymi żołnierzami?
Premier Włoch, Giuliano Amato, stwierdził, że obawy związane z “bałkańskim syndromem” są “więcej niż uzasadnione”. Za źródło choroby uważa się pociski zawierające “zubożony uran”, używane na pewno w Jugosławii podczas nalotów w 1999 roku, a ponoć i wcześniej w Bośni i Hercegowinie.
Oczywiście, mogą być inne źródła zachorowań. Na Bałkanach przy okazji konfliktu zużyto zalegające w magazynach zapasy broni, testowano nowe. W Kosowie i Metohii działania wojenne zniszczyły infrastrukturę sanitarną. Brak wody, prądu, mnożące się wysypiska wszelkich odpadów uzupełniają zalegające niewypały i niewybuchy. Dowódcy włoscy, jak pisał red. Wiśniewski w “TŚ-Dzień” – “zalecali swoim żołnierzom wyjątkową ostrożność i częste czyszczenie odzieży”. Polacy, co potwierdza obecny tam Wiśniewski, przez pierwsze tygodnie mieli kłopoty nawet z wodą do picia, bo dostępne ujęcia były skażone. Dopiero wykopanie 80-metrowej studni poprawiło sytuację. Na razie podobnych do włoskich czy belgijskich przypadków w polskim kontyngencie nie odnotowano. Były przypadki złapania ameby, dwa wypadki śmiertelne, typowe w czasie służby wojskowej. Rzecznik MON, płk Mleczak, zaprzecza występowaniu “syndromu bałkańskiego” wśród polskich żołnierzy.
Ale w tym zawirowaniu bałkańskim nie chodzi tylko o tajemnicze choroby i zgony. Reakcja włoska i belgijska spowodowana jest także gwałtowną krytyką działań NATO wobec Jugosławii w 1999 roku. Krytyką pamiętnych “humanitarnych nalotów”, które problemu kosowskiego nie rozwiązały. To także rodzaj krytyki Amerykanów za nielojalność w czasie bombardowań, brak informacji dla sojuszników o tym, co i gdzie zostało zużyte. A cóż ma robić strona polska, nowy, biedny członek Paktu?
Milczeć i modlić się, żeby “syndrom bałkański” nas nie nawiedził?

Wydanie: 2/2001

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy