Koniec z handlowaniem prawami kobiet

Koniec z handlowaniem prawami kobiet

Nie chcemy kompromisu. Nie chcemy referendum. Nie negocjujemy naszych praw

Krystyna Kacpura – dyrektorka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny

Po opublikowaniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego powraca temat referendum w sprawie aborcji. Teraz taki „plan ratunkowy” zapowiada Władysław Kosiniak-Kamysz. Referendum to dobry pomysł?
– Bardzo zły z bardzo wielu powodów. Po pierwsze, w sprawie aborcji nie powinno być referendum, bo to kwestia podstawowych praw człowieka – prawa do prywatności, zdrowia i życia. Aborcja to zabieg medyczny, nie kwestia światopoglądowa. Po drugie, w Polsce aborcja jest polityczna, nastąpi więc zmasowany atak propagandowy fundamentalistów, z którym już zresztą mamy do czynienia. Wynik referendum wcale nie jest oczywisty.

W referendum w Irlandii w 2018 r. 66% społeczeństwa zagłosowało za wykreśleniem z konstytucji poprawki mówiącej, że prawo do życia „dziecka nienarodzonego” jest równe prawu do życia kobiety w ciąży.
– Sytuacja w Irlandii była inna. Klimat polityczny sprzyjał zmianom, a referendum dotyczyło uchylenia VIII poprawki do konstytucji, przyjętej także w referendum w 1983 r. i wprowadzającej całkowity zakaz aborcji. Wyobraźmy sobie pytanie w referendum u nas: „Czy jest pan/pani za obroną »życia nienarodzonego«?”. Dziś w Polsce referendum to bzdura – obawiają się go jedna i druga strona, a i tak nikt nie da pewności, że jego rezultaty zostaną wzięte pod uwagę. Klimat fundamentalistom nie sprzyja: 80% społeczeństwa jest przeciw zaostrzeniu ustawy, a ponad 60% za jej liberalizacją.

Ponadto my mamy doświadczenie takiego referendum – przecież w latach 90. 1,5 mln osób wystąpiło przeciwko zmianie obowiązującej przed 1993 r. ustawy – dobrej ustawy. Tych obywatelskich opinii nikt nie wziął pod uwagę, w zamian zaproponowano nam polityczno-kościelny kompromis, który obowiązywał do 27 stycznia br., czyli do dnia, kiedy opublikowano wyrok trybunału i jego absurdalne uzasadnienie.

Może klimat nie sprzyja konserwatystom, ale ustawę od 27 stycznia mamy drakońską. Co z kobietami, które miały wyznaczone zabiegi albo które czekają na wyniki badań?
– Federa, jak zawsze, wspiera i będzie wspierała kobiety. Organizujemy szeroki front z lekarzami, zarówno ginekologami, jak i psychiatrami, bo kobiety, które do nas się zgłaszają, są w bardzo złym stanie psychicznym. Często nie są w stanie nawet zadzwonić, dlatego odbieramy wiele telefonów od mężów i partnerów. Dzwonią, mówią: „Żona siedzi, patrzy w ścianę, momentami wybucha płaczem. Musiałem zawieźć dzieci do rodziców, bo nie wiedzą, co się dzieje”. Dzwonią nie tylko kobiety już zakwalifikowane do zabiegu lub czekające na wyniki badań, ale również takie we wczesnej ciąży lub ją planujące. „W tym kraju nie da się mieć dzieci”, mówią. Pytają, co bym zrobiła.

Co pani wtedy mówi?
– Nigdy nie doradzam w ten sposób. Mówię, jakie są możliwości. Pomożemy w dostępie do lekarzy, w badaniach prenatalnych, potem w interpretacji badań, bo obawiamy się, że nie będą one odpowiednio czytane, że kobieta nie będzie w pełni informowana, co się dzieje. Jeśli kobieta chce lub będzie chciała przerwać ciążę, pokierujemy dalej, damy jej rzetelną informację, gdzie może dokonać terminacji. Uruchomiłyśmy dodatkowe dyżury telefoniczne specjalistek. Od 27 stycznia i nasze ręce, i lekarzy, są związane, bo ta drakońska ustawa obowiązuje. Kobieta musi donosić ciążę z uszkodzonym płodem lub z wadami letalnymi. To tortury. Kobiety są spanikowane, lekarze przerażeni, że będą po nich przychodzić do szpitali i gabinetów i wyprowadzać w kajdankach.

Jakie opcje mają lekarze?
– Lekarze znaleźli się w pułapce. Dzwonili do nas i 22 października, i 27 stycznia, pytali: „Co robić? Za chwilę mam zabieg, właśnie ogłosili wyrok i uzasadnienie. Pacjentka jest w strasznym stanie, mówi, że coś sobie zrobi”. Wtedy prosiłam, żeby wezwali psychiatrę lub zapisali to w karcie. Aborcja z powodu zagrożenia życia i zdrowia kobiety wciąż jest legalna.

Teraz jedynym wyjściem jest zabieg za granicą?
– I aborcja farmakologiczna. Na naszej stronie www.federa.org.pl podajemy wszystkie kontakty do Aborcji bez Granic, Cioci Czesi i innych organizacji, które mogą pomóc.

Wspomniała pani o badaniach prenatalnych. To kwestia czasu, kiedy one także zostaną zabronione?
– Dostęp do badań prenatalnych i tak nie był łatwy, choćby dlatego, że w ustawie znajdował się zapis o tym, że bezpłatne są dla kobiet po 35. roku życia. To badania, do których swobodny dostęp powinny mieć wszystkie kobiety, bez względu na wiek. Fundamentaliści uważają, że badania mają służyć ochronie zdrowia „dziecka poczętego” i że są przyczyną aborcji. Przyczyną aborcji nie są badania, tylko nieuleczalne wady płodu. Często – letalne. Już wcześniej było tak, że kobietom nie mówiono prawdy, przeciągano terminy badań, grano na czas, aby na zabieg było za późno. Albo odsyłano kobietę na dodatkowe badania, po dodatkowe zaświadczenia, po podpis partnera – wszystko po to, by nie zdążyła.

Te informacje można znaleźć w publikowanych co roku raportach Federy. Wynika z nich, że sytuacja jest naprawdę zła.
– Była zła, jest tragiczna. Jak pokazuje „Atlas antykoncepcji” opracowany przez grupę ekspertów i ekspertek z zakresu zdrowia reprodukcyjnego i opublikowany już po raz trzeci na zlecenie Europejskiego Forum Parlamentarnego ds. Populacji i Rozwoju (EPF), Polska jest na ostatnim miejscu w Europie, jeśli chodzi o dostęp do antykoncepcji. Nie ma edukacji seksualnej. Pigułka po jest dostępna wyłącznie na receptę i trudno ją zdobyć, bo niełatwo znaleźć lekarza, który nie zasłania się klauzulą sumienia. Problem jest nawet z dostępem do ginekologa, są całe gminy, gdzie nie ma takiego lekarza. Standardy opieki okołoporodowej kuleją. A nam się wmawia, że w Polsce wykonuje się tysiąc zabiegów terminacji ciąży. Wykonuje się ich ok. 150 tys., proszę państwa.

Tysiąc aborcji, głównie z przesłanki embriopatologicznej, której właśnie się pozbyto, uznając ją za niekonstytucyjną, to statystyka rządowa. W Polsce nie ma aborcji ciąży z gwałtu?
– Promil kobiet zgłasza gwałt, to po pierwsze. Było wiele aborcji ciąż z gwałtu, ale kobiety wiedzą, w jakim kraju żyją, więc zajmują się sobą same. Zamawiają tabletki. Nie mają siły przechodzić przez całą procedurę, która jest potwornie stresująca. Te statystyki to czysta propaganda, nic więcej. W dodatku nieudolna.

W uzasadnieniu wyroku mowa m.in. o dobru dziecka, które uznaje się za ważniejsze od dobra kobiety w ciąży, o pomyśle kuratora dla owego „dziecka”, a także o „eugenice liberalnej”.
– To bełkot prawny i wiele nieścisłości. W konstytucji nie ma ani słowa o „ochronie życia od poczęcia”. Odebrali kobietom podmiotowość. Arbitralnie uznali, że ważniejszy od kobiety jest płód. Pomysł kuratora dla płodu to koszmarna fantazja o nadzorze nad kobietą, co zresztą nosi takie same znamiona jak umieszczanie kobiet w hospicjach perinatalnych, by się nimi „opiekować”. A wzmianki o „eugenice liberalnej” to po prostu jakieś dziwactwo językowe, które ma budzić oczywiste skojarzenia z nazizmem. To stary numer fundamentalistów, którzy zawłaszczają język owymi „dziećmi nienarodzonymi”, „mordowanymi dziećmi” i aborcją „eugeniczną”, choć nic takiego nie istnieje – mówimy o aborcji z przyczyn embriopatologicznych.

Mówi pani: oni. Czyli kto?
– Fundamentaliści przy wsparciu Kościoła. My, kobiety, od 1989 r. płacimy naszymi prawami za polityczne rozgrywki. Polscy politycy nie wierzyli i wciąż nie wierzą, że bez wsparcia Kościoła wygrają wybory, więc robią wszystko, by Kościół zadowolić. Pilnują ustawy aborcyjnej, żeby – broń Boże – nie zadziało się nic postępowego, czyli wedle światowych standardów normalnego. W 2016 r. zaproponowali nam ustawę koszmar, ale wówczas wyszłyśmy na ulice i powiedziałyśmy: nie! Teraz, dzięki wyrokowi pseudo-Trybunału Konstytucyjnego, ten koszmar to nasza codzienność.

Powrót do „kompromisu” nie wchodzi w grę?
– On nigdy nie działał. Ta ustawa była fikcją, opresyjną już na papierze, ale jeszcze bardziej w rzeczywistości. Nie była ani respektowana, co pokazują tułaczki kobiet od lekarza do lekarza, ani wykonywana, co pokazują śmieszne statystyki rządowe. Nie chcemy kompromisu. Nie negocjujemy naszych praw. A dyskusje, debaty już były, liczone w tysiącach. Były sprawy w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. Teraz chcemy pełni naszych praw. Chcemy dostępu do legalnej, bezpiecznej aborcji. Koniec z handlowaniem naszymi prawami.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 9/2021

Kategorie: Kraj, Wywiady

Komentarze

  1. valdek
    valdek 23 marca, 2021, 13:52

    Pięknie powiedziane.Ale ,niestety, nie będzie normalności dopóki nie wyzdycha elektorat pisiorski.I taka jest prawda, czy się to komuś podoba ,czy nie.Ja wiem co piszę: M.in. MOJA matka jest tym elektoratem..I CO JA MAM ZROBIĆ?Nie ma na to rady… (Może akcja “schowaj babci dowód”, troche by pomogła?)

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy