Koniec królów zbrodni

Koniec królów zbrodni

Samobójstwa więźniów, także tych słynnych, zdarzają się w celach wszystkich krajów

Kres Rudolfa Hessa

Najsławniejszym samobójcą za kratami jest niewątpliwie zastępca Hitlera, Rudolf Hess, skazany w 1946 r. przez Trybunał Norymberski na dożywotnie więzienie. Karę odbywał w Spandau, starej pruskiej twierdzy, kontrolowanej przez cztery mocarstwa. Hess okazał się wyjątkowo długowieczny, niektórzy uważali tak długie przetrzymywanie za kratami zgrzybiałego starca za sprzeczne z zasadami humanitaryzmu. Ułaskawieniu zastępcy Hitlera konsekwentnie sprzeciwiała się jednak Moskwa. 17 sierpnia 1987 r. 93-letni Rudolf Hess został znaleziony martwy w tzw. letnim domku w więziennym ogrodzie z elektrycznym kablem okręconym wokół szyi. Śmierć tę uznano za samobójstwo. Niemiecki lekarz Wolfgang Spann, który dwa dni po śmierci Hessa na zlecenie jego rodziny jeszcze raz zbadał zwłoki, wyraził wątpliwości co do wyników pierwszej sekcji – zwracał uwagę, że obrażenia wskazują raczej na uduszenie, a nie powieszenie. Niektórzy poważni niemieccy publicyści nie wykluczają, że zastępca Hitlera rzeczywiście mógł zostać zabity przez strażnika, który nie potrafił już znieść obelg ze strony zgorzkniałego starca. Należy jednak pamiętać, że przedtem Hess dwukrotnie podejmował próby samobójcze.
Po śmierci Hessa, który był ostatnim więźniem ponurej twierdzy, Spandau zostało zburzone. Syn Hessa, Wolf Rüdiger, także zaprzysięgły nazista, do końca życia utrzymywał, że jego ojciec został zamordowany na polecenie rządu brytyjskiego. Władze w Londynie obawiały się rzekomo, że Michaił Gorbaczow zgodzi się w końcu na uwolnienie Hessa, a ten zdradzi kompromitujące Wielką Brytanię tajemnice. Tej teorii spiskowej do dziś hołduje wielu wyznawców brunatnych ideologii. Wokół Hessa i jego lotu do Anglii w 1941 r. snute są niezliczone legendy. Jedna z nich głosi, że tak naprawdę w Spandau osadzono sobowtóra.

Śmierć w Stammheim

Społeczeństwem Republiki Federalnej Niemiec wstrząsnęły samobójstwa terrorystów z Frakcji Czerwonej Armii (RAF), przetrzymywanych w specjalnym, doskonale strzeżonym więzieniu Stammheim w Stuttgarcie. Ta sprawa do dziś wywołuje dyskusje, niektóre kwestie budzą wątpliwości. Jako pierwsza powiesiła się 9 maja 1976 r. na sznurze uplecionym z podartego ręcznika skłócona z kompanami ideolog grupy Ulrike Meinhof. Pozostali liczyli, że odzyskają wolność dzięki akcjom bojówkarzy z II generacji RAF. Ale rząd federalny poświęcił życie uprowadzonego przez terrorystów przewodniczącego Związku Pracodawców, Hannsa-Martina Schleyera, komandosi zaś z jednostki specjalnej GSG-9 odbili porwany przez sprzymierzonych z RAF Palestyńczyków samolot Lufthansy Landshut. Wtedy doszło do strasznej „nocy śmierci w Stammheim” (18 października 1977 r.). Przywódcy RAF – Andreas Baader i Jan-Carl Raspe – zastrzelili się z broni, którą, jak się uważa, przemycił do więzienia adwokat Arndt Müller. Gudrun Ensslin powiesiła się na kablu. Irmgard Möller zadała sobie nożem ciosy w pierś, ale przeżyła. Möller do dziś opowiada, że więźniowie RAF nie zamierzali się zabijać, lecz zostali uśmierceni przez agentów służb specjalnych. Ta wersja rozpowszechniana jest do dziś w środowiskach skrajnie lewicowych w Niemczech. Wskazują one na relację tygodnika „Stern”, który w listopadzie 1977 r. poinformował, że podczas feralnej nocy doszło w Stammheim do przerw w dostawach prądu, w związku z czym na siódme piętro, na którym przetrzymywani byli liderzy RAF, mogły wtargnąć „obce osoby”. Teorie spiskowe zdawał się potwierdzać fakt, że Baader zginął od strzału w tył głowy, a pistolet leżał w odległości 40 cm od martwego terrorysty. Ostatecznie jednak, po opublikowaniu w końcu lat 90. XX w. wszystkich tajnych akt, wersja samobójstwa została przyjęta niemal powszechnie. W 2007 r. wysunięto jednak hipotezę, że było to samobójstwo niejako pod państwowym nadzorem. Z nadanego przez publiczną telewizję ARD filmu dokumentalnego wynika, że w celach terrorystów z RAF znajdowały się urządzenia podsłuchowe. Prawdopodobnie niektórzy politycy i funkcjonariusze niemieckiego wywiadu wiedzieli więc o zamiarach zdesperowanych więźniów, nie zrobili jednak nic, aby im zapobiec. Być może Republika Federalna pozwoliła, aby jej wrogowie sami się unicestwili.

Fred West powieszony

1 stycznia 1995 r. w brytyjskim więzieniu Winson Green Prison, Birmingham, powiesił się w swej celi 44-letni Frederick Walter Stephen West, seryjny morderca, znany jako Fred West. Wraz ze swoją żoną, Rosemary, West zgwałcił, poddał torturom i zamordował co najmniej 12 młodych kobiet, w tym własną córkę Heather oraz 18-letnią ciężarną przyjaciółkę. Niektórzy przypisują mu 30 morderstw. Szczątki ofiar Westowie grzebali przeważnie w swym domu w Gloucester, nazwanym przez media domem horroru. Aresztowany w lutym 1994 r. West wiedział, że nigdy nie odzyska wolności. W pierwszy dzień nowego roku, korzystając z nieuwagi strażników, założył sobie pętlę na szyję. Dom Westów został doszczętnie zburzony, aby nie kusił łowców makabrycznych pamiątek. Rosemary West odbywa wyrok dożywocia.

Doktor Śmierć wybrał śmierć

13 stycznia 2004 r. w celi więzienia Wakefield w West Yorkshire powiesił się na sznurze ukręconym z prześcieradła brytyjski lekarz Harold Frederick „Fred” Shipman, skazany na dożywocie za niezliczone morderstwa popełnione na pacjentach. Shipman zabijał przeważnie osoby starsze, zazwyczaj kobiety, podając im śmiertelne dawki lekarstw. Przypisuje mu się 236 zabójstw, możliwe jednak, że zgładził aż 450 osób. Shipman, który został aresztowany we wrześniu 1998 r., wybrał śmierć w przededniu swoich 58. urodzin. Podobno postanowił umrzeć tak, aby jego żona dostała lekarską rentę (co rzeczywiście się stało). Gdyby skonał po sześćdziesiątce, renta nie zostałaby przyznana. Media przyjęły śmierć potwornego doktora z radością. Tabloid „The Sun” uczcił ją nagłówkiem: „Ship, ship, hura!”.

Wydanie: 5/2009

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy