Nowa dawka nierówności

Nowa dawka nierówności

December 15, 2020, Ottawa, on, Canada: Prime Minister Justin Trudeau and a man who had just received the Pfizer-BioNTech COVID-19 vaccine elbow bump as the Prime Minister toured a vaccinations clinic at the Ottawa Hospital with Minister of Health Patty Hajdu, Tuesday December 15, 2020 in Ottawa.,Image: 576235912, License: Rights-managed, Restrictions: * Canada and U.S. RIGHTS OUT *, Model Release: no, Credit line: Adrian Wyld / Zuma Press / Forum

Ponad 140 krajów na świecie wciąż nie rozpoczęło szczepień na COVID-19 Z pandemicznego punktu widzenia najlepiej w tej chwili być mieszkańcem Kanady – przynajmniej takim, który ma dostęp do tamtejszej służby zdrowia. Od lat cieszy się ona bardzo dobrą opinią i mianem najlepszej w regionie, choć o to akurat nietrudno – wszelkie porównania z urynkowionym, przepłaconym systemem w USA lub niedofinansowaną opieką zdrowotną w Meksyku są bezcelowe. Teraz do dobrze wyposażonych i dostępnych placówek czy doskonale wykształconego i licznego personelu medycznego dochodzi jeszcze jeden aspekt. Kanada prowadzi w globalnym rankingu kontraktowania dostaw szczepionek na COVID-19. Zgodnie z wyliczeniami rządu federalnego już zapewniła sobie wystarczającą liczbę dawek preparatu Pfizer/BioNTech, żeby każdego mieszkańca Kanady zaszczepić nawet pięciokrotnie. Wygodna pozycja, w jakiej znalazł się premier Justin Trudeau, nie wynika jednak z jakiejś szczególnej zapobiegliwości, zaawansowania medycznego albo specjalnego kanału negocjacyjnego z koncernami farmaceutycznymi. Kanada kupiła tyle szczepionek, bo zwyczajnie było ją na to stać, a Pfizer/BioNTech i inni producenci chętnie jej swoje preparaty sprzedają. To samo można powiedzieć o Stanach Zjednoczonych i krajach europejskich. Tym zrzeszonym w Unii dodatkowo pomogła Bruksela, która najpierw prowadziła rozmowy w ich imieniu, wzmacniając pozycję negocjacyjną i obniżając koszty, a potem przymknęła oko na indywidualne, zakulisowe umowy i de facto handel prawami do dawek na rynku wtórnym. Wyliczenia przygotowane przez Oxfam pokazują jednoznacznie: państwa, w których żyje tylko 14% światowej populacji, już teraz na mocy ustaleń kontraktowych zapewniły sobie 53% dawek dostępnych szczepionek. Mało dobitna statystyka? Na drugim końcu skali nierówności widać jeszcze dokładniej. 67 najuboższych krajów świata, przede wszystkim z Afryki i Azji Południowo-Wschodniej, do końca 2021 r. będzie w stanie zaszczepić najwyżej 10% wszystkich mieszkańców. Preparaty, które miały nas uwolnić od wirusa paraliżującego życie na planecie, w zamian przyniosą nam pogłębienie globalnych nierówności, które odbiją się praktycznie na każdej płaszczyźnie życia. Dysproporcje widać od samego początku prowadzenia kampanii szczepień – i to nawet wśród bogatych. Szybko okazało się bowiem, że same pieniądze lub parasol ochronny organizacji międzynarodowych nie wystarczą do jej sprawnej realizacji. Na Starym Kontynencie państwa zaczęły z pompą, a przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen na przełomie grudnia i stycznia robiła wszystko, żeby rozpoczęcie procesu szczepień w Unii było również wielkim sukcesem wizerunkowym. Zjednoczona, mówiąca jednym głosem Europa miała wspólnie negocjować, razem rozpocząć szczepienia i sukcesywnie powiększać grono zaszczepionych. Ale jeszcze przed końcem roku Francuzów oskarżono o „szczepionkowy nacjonalizm”, bo mieli próbować blokady zakupu kolejnej transzy od Pfizer/BioNTech. To bądź co bądź producent niemiecki, a Francuzi mają w przygotowaniu własną szczepionkę konglomeratu Sanofi/GSK. Dlaczego więc i nad Sekwanę nie miałyby powędrować ogromne pieniądze z Brukseli? To jednak zdecydowanie problemy tzw. Pierwszego Świata. Nawet niepokoje związane z zapowiedzianymi opóźnieniami w dostawach ze strony Pfizer/BioNTech nie zmienią generalnego obrazu sytuacji. Bogate kraje mogły się ustawić w kolejce do pierwszej szczepionki, bo producenci w ogóle usiedli z nimi do stołu rozmów. Poza pieniędzmi Europa i Ameryka Północna dysponują niezbędną infrastrukturą medyczną, co w przypadku preparatu Pfizera jest kluczowe, bo trzeba go transportować i przechowywać w bardzo niskich, sięgających minus 80 stopni temperaturach. To kolejny powód, dla którego ubodzy zostali wyeliminowani z tego działania. Nie byli w stanie z miejsca uruchomić wielkich sum na kontrakty, a co dopiero zainwestować w lodówki czy chłodnie medyczne. Atrakcyjność dla kontrahentów to jedno, krajowe realia – w tym przepisy prawne – drugie. Często to zupełnie inna rzeczywistość. Jak podaje jednostka badawcza na amerykańskim Johns Hopkins University, która monitoruje globalną pandemię, szczepić obywateli zaczęły tylko 52 kraje na świecie. Tutaj znów największą przewagę miała zjednoczona Europa – weryfikację szczepionek w imieniu wszystkich państw członkowskich przeprowadziła Europejska Agencja Leków (EMA), dzięki temu pojedyncze kraje nie musiały same ich certyfikować, tracąc czas, pieniądze i zasoby. Reszta świata na taki przywilej liczyć nie może, nawet jeśli portfele ma wcale nie takie chude. Wśród 142 państw, w których nie wkłuto jeszcze w ani jedno ramię igły ze szczepionką na COVID-19, są bowiem również kraje zamożne, np. Japonia. Tam proces dopuszczania

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 06/2021, 2021

Kategorie: Świat