Koniec z telekomunikacyjną dyktaturą

Koniec z telekomunikacyjną dyktaturą

Prezes UKE twardo walczy z monopolistami o obniżkę cen połączeń

Anna Streżyńska, szefowa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, nałożyła 25 września aż 100 mln zł kary na TP SA. Tepsa bezprawnie bowiem uzależniała sprzedaż neostrady od wykupienia abonamentu telefonicznego.
Streżyńska to z pewnością reprezentantka bardziej atrakcyjnego oblicza ekipy rządowej spod znaku PiS. I bardziej kompetentnego, bo rynek telekomunikacyjny nie ma przed nią tajemnic. Zaczęła go po swojemu kształtować w listopadzie 2005 r., gdy została wiceministrem transportu zajmującym się łącznością. Konsekwentnie realizuje strategię rozwoju konkurencji, obniżania cen połączeń, ochrony praw konsumentów.
Operatorzy telekomunikacyjni, którzy muszą respektować ustalone przez UKE reguły działania, spierają się z nią niemal bezustannie, co jej zupełnie nie przeszkadza. – Oni bronią swych pozycji rynkowych, ale przez wiele lat ćwiczyliśmy, co się dzieje, gdy organ regulacyjny nie wykonuje swoich obowiązków. A teraz widzimy, co to znaczy, gdy je wykonuje. Abonenci na to zasługują. Dlatego strategia regulacyjna UKE będzie zrealizowana i nie ma od niej odwołania – twierdzi.

Telefony w mojej głowie

Krytycznie ocenia pracę swoich poprzedników, uważając, że pozwalali niemal na wszystko firmom dominującym na naszym rynku telekomunikacyjnym. Największa z nich, Telekomunikacja Polska, najczęściej grozi jej sądem za podejmowane decyzje. – Wierzę w prawo i sprawiedliwość w sądach. Nie boję się sądu, to naturalna metoda weryfikacji moich działań.
Wie, co mówi, bo sama jest prawnikiem. Pochodzi, jak bracia Kaczyńscy, z typowej żoliborskiej inteligencji. Miłość do branży telekomunikacyjnej ma zaś po ojcu – inżynierze, wybitnym specjaliście od takich urządzeń. I potrafi udowodnić, że TP SA jest mocna głównie w zwalczaniu konkurencji, a nie w budowie siły własnej marki.
– Umie od początku do końca jasno i rzeczowo bronić swego stanowiska, ale zawsze jest otwarta na argumenty drugiej strony. Jej decyzje są bardzo dobrze uzasadnione merytorycznie i zmierzają do liberalizacji rynku, co mnie tylko cieszy – mówi Jarosław Starczewski, prezes Niezależnego Operatora Międzystrefowego.
Ta firma konkuruje z TP SA, więc zadowolenie prezesa jest zrozumiałe – jednak nawet operatorzy, którzy są w sporze z Anną Streżyńską, doceniają jej kompetencję. – Znakomity fachowiec, od lat zajmuje się telekomunikacją. W tym roku odczuliśmy, że decyzje regulatora są kierowane głównie pod adresem grupy TP SA, i mamy wiele zastrzeżeń. Mamy nadzieję, że w jej decyzjach będzie zwyciężać dobro klienta, a nie dobro nowych operatorów, wchodzących na rynek kosztem tych, którzy są tu już długo i wiele zainwestowali – twierdzi Jacek Kalinowski, rzecznik TP SA.
Ale właśnie dobro klientów, przez TP SA i dominujących operatorów traktowanych często, wedle słów Streżyńskiej, jak bezimienna masa, wymaga wyraźnych reguł działania.
Zdaniem prezes UKE, z operatorami komórkowymi jest ten problem, że państwo długo pomagało im we wchodzeniu na nasz rynek. Wspierał ich także UOKiK, wiedząc, że to oni, a nie nieprawidłowo otwarty rynek stacjonarny (oszukańcza prywatyzacja TP SA), spowodują rewolucję na rynku telekomunikacyjnym w Polsce. Tak też się stało, ale przyszła pora na normalne uregulowania tego rynku.
Normalne – czyli takie, które obniżają ceny łączy dzierżawionych i połączeń między operatorami – nakazują TP SA obniżenie hurtowych cen za dostęp do internetu i do abonamentu sprzedawanego innym operatorom, zmuszają operatorów do przedstawiania regulatorowi kalkulacji kosztów i zysków, ułatwiają egzekwowanie nakładanych na nich kar, umożliwiają wszystkim klientom przenoszenie numerów, wzmacniają ich pozycję w beznadziejnych dziś sporach z operatorami.
Te działania mogą przynieść oszczędności rzędu 4 mld zł, co dla klientów oznacza spadek cen usług telekomunikacyjnych o ok. 10%. To obiecała Anna Streżyńska. Nie zamierza tolerować sprzeciwu operatorów. – Dla mnie rozsądne relacje z operatorami sprowadzają się do tego, by nie przeszkadzali w realizacji moich ustawowych zadań – twierdzi. I nie waha się ich karać, tak jak Centertelu.
– Czterokrotnie prosiłam o podstawowe informacje dotyczące działalności Centertelu, za każdym razem otrzymywałam sprzeczne dane i mimo moich próśb nikt z firmy nie chciał wyjaśnić, które są prawdziwe. Nie mogłam inaczej postąpić – mówi łagodnym głosem. Słabo znosi niesolidność, potrafi wtedy być niemiła.

A więc wojna

Relacje z TP SA uważała do niedawna za stan wojny. Telekomunikacja, która w tej walce utraciła prezesa Marka Józefiaka, jest bombardowana wysokimi karami (oprócz wspomnianych 100 mln zł także 1 mln zł za brak informacji o cenach połączeń z numerami 0-700 i 3 mln za nierówne traktowanie innych operatorów) i podgryzana przez konkurentów zjadających jej zyski, chętnie doprowadziłaby do dymisji Streżyńskiej, przy życzliwym wsparciu największych firm komórkowych.
A pani prezes, rozumiejąc, że największe szanse obrony swej strategii ma w jawnym boju, podsyca atmosferę napięcia. Uważa, że operatorzy liczyli na możliwość pozbycia się jej, bo jej pozycja była słaba. Zarzuciła też, że – podobno – chcieli przeciw niej wykorzystać agencję czarnego PR oraz związki zawodowe bojące się zwolnień w TP SA (wywołanych oczywiście wrażą polityką UKE).
Coś w tym chyba jest, bo choć Streżyńska była najbardziej kompetentnym kandydatem na szefa UKE i od wielu miesięcy kierowała tym urzędem jako p.o. prezes, to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, nader życzliwa dla telekomunikacyjnych lobbystów, w ogóle nie umieściła jej na liście kandydatów. Kazimierz Marcinkiewicz powołał ją na stanowisko prezesa UKE wbrew KRRiTV (do czego jako premier miał prawo).

Nikomu nie odpuści

Dziś jej pozycja wydaje się mocniejsza. Wspiera ją m.in. poseł Antoni Mężydło, który podkreśla, że przecież nie ma już w Sejmie „partii TP SA” (posłów lobbujących w interesie tej firmy), a PiS nigdy członkiem tej „partii” nie było.
Zwolennikiem pani prezes jest też wicepremier Ludwik Dorn, któremu, jako miłośnikowi płci pięknej, podobno bardzo się ona podoba. – Pan premier Dorn popiera moje działania, a nie mnie. Mogę się tylko cieszyć z poparcia osoby pełniącej tak ważną funkcję – dyplomatycznie mówi prezes UKE.
Anna Streżyńska nie zamierza odpuszczać ani Telekomunikacji Polskiej, ani innym operatorom. – TP SA z pewnością zrozumie, że jest lista regulacji koniecznych i niepodlegających dyskusji – uważa.
Czasem publicznie ironizuje: – Najbardziej za serce chwycił mnie przedstawiciel Polkomtelu, gdy uświadomił mi, jak głęboko Polkomtel SA zaangażował się w budowę wolnego rynku telekomunikacyjnego w Polsce. Można odnieść wrażenie, że tylko Polkomtel i jego dyrektor osobiście dbają o ten rynek i jego rozwój, podczas gdy regulator szaleje w sposób nieprzytomny i nieprzemyślany. I dziwią się oni bardzo, że oto wprowadzili przepisy dotyczące przenośności numeru, a za to poświęcenie regulator ich karze. Od razu dodam, że nie za przenośność numeru, ale za nieprzystępne ceny tej usługi.
Przedstawicielom operatorów powiedziała ostatnio: – Jak wszyscy państwo wiecie, bardzo lubię mieć ostatnie słowo.
I zwykle ma.

 

Wydanie: 40/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy