Konserwatorze Brabander, daj pożyć zabytkom

Konserwatorze Brabander, daj pożyć zabytkom

Demolka

Willa miała więc zostać rozebrana ręcznie kawałek po kawałku. Stało się inaczej. We wrześniu 2014 r. na plac budowy wjechała koparka, która po prostu powaliła zabytkowe mury. Widok rumowiska przeraził warszawiaków. Jeden z nich, Konrad Ramonesiński, przedostał się nawet na teren willi, by sfotografować zniszczenia. Na zdjęciach widać, że fragmenty zabytkowej elewacji, które miały być odpowiednio zabezpieczone, porozrzucane są po całym placu. Wkrótce alarm podniosły lokalne media.

– Niektóre elementy, np. filary, fragmenty ceglanych łuków i nadproża, nadal są całe. W gruzowisku walają się płytki okładzinowe, wiele jest potłuczonych. To samo dotyczy profilowanych cegieł. Dlaczego rozbiórka nie była prowadzona ręcznie, z zachowaniem ostrożności? Etapami, a nie w całości, i to koparką? Dlaczego nie zabezpieczono elementów dekoracyjnych? – pytał na łamach „Gazety Stołecznej” Michał Krasucki, prezes warszawskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zabytkami.

Inwestor przekonywał jednak, że nic złego się nie dzieje, a rozbiórka odbywa się zgodnie z prawem. – Budowa jest objęta szczególnym nadzorem pracowników z odpowiednimi uprawnieniami konserwatorskimi i odzysk zabytkowej elewacji oraz cegieł przebiega w ściśle określony w projekcie sposób – mówił portalowi TVN Warszawa Krzysztof Kowalski, dyrektor w Millbery Holding. Deklarował także, że większość prac wykonywana jest ręcznie. – Szkoda, że osoba, która bezprawnie weszła na teren naszej posesji, nie zajrzała do kontenera, w którym znajduje się wyselekcjonowana zabytkowa elewacja – żalił się.

Kowalskiego wsparł Piotr Brabander, który nie stwierdził odstępstw od wydanego pozwolenia. Co więcej, rozesłał dziennikarzom zdjęcia, na których zdemontowane cegły i elementy elewacji poukładane są w skrzyniach i na paletach. Cztery miesiące później, po oficjalnym zakończeniu prac rozbiórkowych, pytany, dlaczego na terenie działki cały czas znajduje się część z nich, odpowiada: – Leżą, tak jak leżały. Przez ostatnich 20 lat budynek nie był zabezpieczony.

Renowacja prowadzona przy użyciu koparki zaniepokoiła również stołeczną radną Aleksandrę Sheybal-Rostek, która poprosiła Piotra Brabandera o wyjaśnienia. „Ekspert (dr inż. Karczmarczyk – przyp. red.) zalecił demontaż licówki przy sukcesywnej rozbiórce muru ceglanego. W przypadku niemożliwości prowadzenia prac tą metodą, dopuścił kontrolowane zawalenia murów do wewnątrz obiektu w celu zminimalizowania uszkodzeń szkliwionych płytek licowych. Zdemontowana licówka zostanie poddana pracom konserwatorskim i po wykonaniu niezbędnych uzupełnień ponownie ułożona na odtworzonych murach”, można przeczytać w odpowiedzi.

Taka argumentacja nie przekonała stołecznego Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. Jego członkowie zwrócili uwagę, że zgodnie z zapisami Ustawy o ochronie zabytków nie można rozebrać budynku znajdującego się w rejestrze zabytków, o ile wcześniej nie wykreśli go z niego generalny konserwator. Dlatego we wrześniu 2014 r. warszawskie TOnZ zdecydowało się zwrócić do wojewódzkiego konserwatora zabytków o przeprowadzenie kontroli pozwolenia wydanego przez Piotra Brabandera.

Rozbiórka nieunikniona?

Na początku 2015 r. okazało się, że nietypowa konserwacja dotknęła również piwnice willi Granzowa. „W ekspertyzie, na którą wielokrotnie powołuje się Biuro Stołecznego Konserwatora Zabytków, postuluje się rozbiórkę ścian, ale do poziomu piwnic. W trakcie prowadzonej rozbiórki nawet takiego fragmentu willi nie pozostawiono w całości. Rozebrano wszystko”, czytamy na oficjalnym profilu TOnZ na Facebooku. Załamani miłośnicy zabytków pytają: jak można konserwować coś, czego już nie ma?

Dlaczego piwnice i fundamenty musiały zniknąć? Warszawski konserwator twierdzi, że inaczej się nie dało. Ponownie jako winowajcę wskazuje glinianą zaprawę. Równocześnie jednak zapewnia, że willa zachowa walory autentyzmu. – Zostanie odbudowana częściowo z oryginalnych cegieł. Ponadto przywrócona zostanie ceramiczna okładzina elewacji – deklaruje.
Na zakończenie prac inwestor ma czas do końca 2015 r. Budynek będzie częścią kompleksu, na terenie którego znajdą się SPA, korty do squasha i hala sportowa. To właśnie z jej powodu wycięto niemal wszystkie drzewa (oprócz jednego). Konserwator uspokaja, że to żadna strata, bo były samosiewami.

Okazuje się jednak, że przy wydawaniu zgody na zabudowę otoczenia willi została zignorowana opinia wojewódzkiego konserwatora zabytków, który twierdził, że będzie to oznaczało całkowite zniszczenie zespołu zabytkowego. Z tego powodu wojewódzki konserwator Rafał Nadolny zdecydował się skontrolować postępowanie kolegi z Warszawy. Zwrócił się także do Ministerstwa Kultury o uchylenie zgody na zabudowę otoczenia Grancówki. Piotr Brabander broni się, tłumacząc, że budowa hali zagwarantuje dalsze funkcjonowanie zabytku.

Krytycy decyzji stołecznego konserwatora podkreślają, że rozbiórki dało się uniknąć. Michał Krasucki z TOnZ powołuje się na przykład willi Witoldówka w Konstancinie. Obiekt, którego ściany także były zrujnowane, wymurowano od nowa. – Mury willi Granzowa dało się częściowo zachować. Wystarczyło je zabezpieczyć i wkomponować w nowe ściany. Nowy właściciel nie powinien dostać bezwzględnej zgody na ratowanie zabytków poprzez rozbiórkę – przekonywała Barbara Jezierska, była wojewódzka konserwator zabytków. Takie rozwiązanie zastosowano w Muzeum Pragi przy ul. Targowej.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 7/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy