Koszmarna Kolonia Godności

Koszmarna Kolonia Godności

Niemiecka wspólnota w Chile była gniazdem nazistów i tajnych służb Pinocheta

Tortury, seksualne dręczenie dzieci, nieludzki reżim, prawdopodobnie egzekucje przeciwników reżimu Augusta Pinocheta. W Colonii Dignidad, niemieckiej osadzie w Chile położonej malowniczo u stóp Kordylierów, działy się rzeczy mrożące krew w żyłach. Wiele tajemnic tej rozległej i bogatej wspólnoty nadal czeka na wyjaśnienie.
Władze chilijskie wciąż prowadzą przeciw przełożonym Kolonii Godności śledztwo w sprawie ponad 70 zarzutów, takich jak defraudacja, oszustwa podatkowe, kidnaping czy seksualne wykorzystywanie nieletnich. Dotychczas dochodzenie przebiegało bardzo powoli – Colonia Dignidad ma wpływowych przyjaciół, zaś jej zastraszeni mieszkańcy żyjący w pełnej izolacji od świata odmawiają zeznań. Być może, jednak policja doprowadzi do przełomu. W kwietniu br. czterech ludzi zbiegło z osady. Ucieczki zazwyczaj się nie udają. Kolonia jest prawdziwą twierdzą, którą otaczają płoty i zasieki pod napięciem z ukrytymi kamerami wideo oraz pola minowe odpalane elektrycznie. 73-letni rolnik Walter Szurgelis zdołał jednak przekazać kontrolującemu osadę sędziemu list z prośbą o pomoc. Prokuratura wszczęła kolejne śledztwo w sprawie bezprawnego pozbawiania wolności. Władze wysłały też samochód, który 11 kwietnia zabrał Szurgelisa, jego żonę, córkę i zięcia. Zbiegowie potwierdzili, że w Colonii Dignidad stosowano tortury i system pracy przymusowej. Szurgelis opowiedział też, że na terenie niemieckiej wspólnoty

strzelcy wyborowi Pinocheta

szkolili się przed puczem 1973 r. Uciekinierzy po wielu latach życia w kolonii nie potrafią zachować się w nowoczesnym świecie. Szurgelis zatrzymał się na środku skrzyżowania na czerwonym świetle i o mało nie został przejechany przez samochód. Jego żona Mathilde po raz pierwszy od 40 lat weszła do sklepu, aby kupić ubranie. Kolonię opuściła bez grosza przy duszy, otrzymała jednak niewielką kwotę od chilijskiej organizacji pomocy ofiarom przestępstw. 75-letnia kobieta cieszyła się jak dziecko: „To nowy świat, nowe życie, a ja mam nowy żakiet!”.
Założycielem Colonii Dignidad był urodzony w 1921 r. niemiecki kaznodzieja i opiekun młodzieży, Paul Schäfer. Obdarzony charyzmą skupił wokół siebie grono zwolenników, których przekonał, że jest namiestnikiem Jezusa na ziemi i ma prorocze wizje: Europa zagrożona jest przez komunizm, trzeba więc ratować się ucieczką za Wielką Wodę. Schäfer uciekł jednak w 1961 r. do Chile nie przed „bolszewicką inwazją”, lecz przed prokuraturą w Siegburgu, która oskarżyła go o seksualne wykorzystywanie nieletnich (wiadomo, że zabierał na noc do łóżka po dwóch chłopców naraz). W Chile ze składek swych wyznawców nabył podupadającą farmę w prowincji Linares, 300 km na południe od Santiago. Członkowie sekty harowali dzień i noc bez zapłaty, pomagała im 30-tysięczna niemiecka społeczność w Chile. Zwłaszcza zbiegli do tego kraju naziści okazali się hojni, uznali bowiem, że panujący w osadzie system 16-godzinnej pracy przymusowej i bezwzględnego posłuszeństwa przełożonym najlepiej odpowiada ideom führera. Kolonia Godności szybko zaczęła prosperować. Dziś obejmuje powierzchnię 1,3 tys. km kw., własny pas startowy, elektrownię, nowoczesny system telekomunikacyjny, młyny, kamieniołomy, piekarnię itp. jest całkowicie samowystarczalna. Chilijski magazyn „Que Pasa” ocenił w 1997 r. wartość majątku sekty, gruntów rolnych, lasów, a nawet kopalń na 5 mld dol. Colonia Dignidad jest jedną z najbogatszych wspólnot świata. Paul Schäfer zbudował jednak swe imperium gospodarcze przede wszystkim dzięki pomocy reżimu Pinocheta, którego stał się wiernym sojusznikiem. Niemiecki publicysta Friedrich Heller, autor monografii o kolonii, pisze, że odizolowana od świata osada stała się jedną z najważniejszych baz wojskowych i policyjnych reżimu. Generałowie Pinocheta przygotowywali się tam do wojny z Argentyną. Doradzał im były as lotnictwa III Rzeszy udekorowany przez Hitlera najwyższymi odznaczeniami, Hans-Ulrich Rudel (1916-1982). Pod jego kierownictwem zbudowano w osadzie wielkie podziemne lotnisko połączone z niekończącym się labiryntem kazamat, korytarzy i bunkrów. W Kolonii Godności produkowano również prawdopodobnie

gaz bojowy sarin,

a nawet rakiety. Jak zeznali „skruszeni” funkcjonariusze chilijskiego reżimu, Osvaldo Romo Mena i Samuel Fuenzalida Devia, osławiona tajna policja Pinocheta, DINA, więziła, torturowała i mordowała na terenie kolonii swych politycznych przeciwników. Jedną z ofiar był lewicowy aktywista, dr Luis Peebles, który przeżył i później rozpoznał Paula Schäfera jako jednego ze swych katów. Demoniczny kaznodzieja osobiście prowadził kursy tortur dla funkcjonariuszy DINA. Wciąż pozostaje tajemnicą los Borisa Weisfeilera, żydowskiego emigranta z Rosji i obywatela Stanów Zjednoczonych, wykładowcy matematyki na Uniwersytecie stanu Pensylwania. W 1985 r. Weisfeiler podróżujący po Chile jako turysta zaginął bez wieści zaledwie kilkanaście kilometrów od granic niemieckiej kolonii. Pewien żołnierz chilijski powiadomił później ambasadę USA w Santiago, że Weisfeiler został ujęty przez wojskowy patrol, przewieziony na teren osady, brutalnie przesłuchany przez Schäfera i stracony jako szpieg żydowski.
Podobno zaginiony rzeczywiście był agentem izraelskiego wywiadu Mossad i tropił ukrywającego się w Colonii Dignidad zbrodniczego lekarza z Oświęcimia, Josefa Mengele. Według innej wersji, usiłował wyjaśnić los Chilijczyków żydowskiego pochodzenia zaginionych na terenie osady.
Dzięki poparciu Pinocheta Schäfer mógł rządzić swym państewkiem jak despota. Wyznawcy nazywali go profesorem lub tio permanente, wiecznym wujkiem, bowiem, jak mówił, chce być obecny zawsze i wszędzie. Wśród swoich 300 wyznawców zaprowadził system powszechnego donosicielstwa. Tobias Müller, jeden z nielicznych zbiegów z kolonii, wspomina: „Po skończonej pracy, zazwyczaj między 23 a 2 nad ranem, odbywały się zebrania, podczas których każdy musiał wyznać swoje grzechy. Schäfer odczytywał listy, w których koloniści oskarżali o niechrześcijańskie zachowanie swoich towarzyszy. Winni musieli się pokajać. Jeśli nie było grzechów, wieczny wujek je wymyślał, np. oskarżał chłopców o popełnianie różnych świństw. Kiedyś stwierdził, że uprawiam seks z kolegą, a on ma na to świadków. Tak na mnie wrzeszczał, że ze strachu nie wiedziałem, co powiedzieć, przyznałem się więc do „winy”. Potem zażądał, abym wszystko dokładnie opisał. Nie wiedziałem co, a więc musiałem zmyślać”. Za karę Tobias skierowany został do najcięższych prac – mieszania cementu i dźwigania kamieni.
W Kolonii Godności nie było rodzin –

kobiety i mężczyźni mieszkali osobno,

chłopcy nie mogli rozmawiać z dziewczętami. Schäfer miał zawsze przy sobie dwóch chłopców, starszego i młodszego, którzy musieli spełniać, także w nocy, wszystkie jego życzenia.
Lotti Packmor, jedna z nielicznych uciekinierów z kolonii, złożyła przed Komisją ds. Praw Człowieka Bundestagu następujące zeznania: „Pracowałam jako opiekunka dzieci. Nocą leżały na łóżkach na plecach, nagie, musiałam je obserwować. Jeśli któreś otworzyło oczy czy dotknęło okolicy genitaliów, wyciągano je z łóżka i poddawano elektrowstrząsom”.
Kiedy w 1990 r. Pinochet wreszcie oddał władzę, kolonia straciła swój uprzywilejowany status, jednak dopiero sześć lat później wszczęto śledztwo przeciw Schäferowi. Ten jednak zniknął bez wieści. Przypuszczalnie ukrył się na terenie osady pełnym niedostępnych lasów, uroczysk i gór. Sekta wciąż ma wysoko postawionych protektorów w chilijskim aparacie władzy, wszelkie obławy na załozyciela zakończyły się więc niepowodzeniem. Nowi przywódcy kolonii, która przyjęła nazwę Villa Baviera (Wioska Bawarska), złagodzili nieco wewnętrzny reżim, chociaż mieszkańcy, którzy podjęli próbę ucieczki, nadal kierowani są do najcięższych prac i często „przypadkowo” spadają z wysokich dachów. Może zeznania czterech zbiegów pomogą wreszcie policji w wyjaśnieniu ponurych zagadek Kolonii Godności.

 

Wydanie: 20/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy