Estados Unidos de America

Estados Unidos de America

W USA co czwarte dziecko rodzi się w rodzinie hiszpańskojęzycznej

KORESPONDENCJA Z NOWEGO JORKU

Opublikowane niedawno w Waszyngtonie najnowsze wyniki demograficzne dotyczące Stanów Zjednoczonych wywołały falę komentarzy opartych na niemałej konsternacji. Chodzi o postępującą w zawrotnym tempie latynizację. Od zakończenia spisu powszechnego w roku 2000 liczba ludności hiszpańskojęzycznej wzrosła aż o 10%, czyli o 3,5 mln! Jest jej w USA 38,8 mln, tj. cała Polska, co stanowi 13,6% populacji liczącej 288,3 mln.
Wziąwszy pod uwagę, że w omawianym okresie w USA przybyło 7 mln mieszkańców, rachunek jest prosty: co drugi to tzw. Hispanic. W tym samym czasie populacja pochodzenia azjatyckiego powiększyła się o 1,3 mln, czyli o 9%. Liczba białych wzrosła zaś zaledwie o… 1% (!) i wynosi 200 mln.

Bum latynoski
Ze wspomnianych 3,5 mln Latynosów 53% to imigranci przybyli w nadziei poprawy warunków życia, zaś 47% to reprezentanci tej grupy urodzeni na ziemi amerykańskiej. Prowadzi to do konkluzji, że co czwarte dziecko w Stanach przychodzi na świat w rodzinie hiszpańskojęzycznej. Tendencja ta będzie się zmieniać jedynie na „korzyść” tej grupy, bowiem jest ona także najmłodsza w Ameryce. Niemal 35% Latynosów nie ma ukończonych 18 lat. Równocześnie tradycje wczesnej inicjacji seksualnej i wielodzietności są bardzo silne. Rodzenie dzieci przez latynoskie dzieci ze szkół podstawowych nie należy do rzadkości, podobnie jak zostawanie latynoską babcią przed… czterdziestką.
Dwóch na trzech Hispanics w USA to Meksykanie. Następni w kolejności są Portorykańczycy, Dominikańczycy, Kolumbijczycy, Kubańczycy i Argentyńczycy.
Jest to „żywioł” na ogół źle wykształcony. Ponad 40% populacji latynoskiej w wieku powyżej 25 lat nie ukończyło szkoły podstawowej. Na taki odsetek rzutuje przede wszystkim mniejszość meksykańska.
O ile w roku spisu narodowego Census 2000, ku powszechnemu zaskoczeniu, Latynosi dogonili liczebnie populację afroamerykańską (jak się tutaj zgodnie z kanonem poprawności politycznej nazywa Murzynów), o tyle dziś dwumilionowa różnica na rzecz Hispanics nie szokuje. Murzyńska ludność USA stanowi 12,7% całej populacji i liczy 36,6 mln, a jej populacyjną rywalizację z Latynosami uważa się za rozstrzygniętą. Murzyńska mniejszość jest jednak wciąż bogatsza od latynoskiej, lepiej wykształcona i ma nieporównanie większe wpływy polityczne, mierzone m.in. wielkością przedstawicielstwa w Senacie i Kongresie oraz w legislaturach stanowych. Jednak ta tendencja może się odwrócić, gdy prawo głosu zaczną nabywać liczne dziś nastolatki latynoskie.

Ziemia obiecana
Największymi enklawami latynoskimi są stany: Nowy Jork, Kalifornia, Meksyk i Floryda, zaś najbardziej „hiszpańskim” miastem
– Nowy Jork. Na mieszkające tu 8,1 mln ludzi aż 27,4% (niespełna 2,2 mln) to Latynosi, czyli odsetek ponaddwukrotnie większy niż dla całych Stanów. W ciągu ostatniego cyklu spisowego (1990-2000) hiszpańskojęzyczni nowojorczycy zanotowali wzrost o 377 tys., podczas gdy z miasta wyjechało 363 tys. białych. Doprowadziło to, po raz pierwszy w historii Nowego Jorku, do sytuacji, gdy przedstawiciele białej rasy przestali być największą grupą etniczną. Latynoskie liderowanie wydaje się na długo przesądzone. W ciągu dwóch ostatnich lat w mieście ubyło o 41 tys. osób więcej, niż się tu osiedliło. Z tym jednak, że exodus był w 67% udziałem białych mieszkańców, a falę napływu stanowili w 60% Hispanics. Dziś zapewne dane spisowe są już nieaktualne i w Nowym Jorku mieszka od 2,5 do 2,7 mln Latynosów, czyli już 31-33%.
Spis ludności pokazał, że nowojorskim centrum Hispanics jest Bronx, gdzie stanowią aż 48% ludności, czyli 546 tys. Połowa tej wielkości to Portorykańczycy. Drugie miejsce – Queens z 556 tys. i 25-procentwym udziałem Latynosów w populacji. Co czwarty z nich to Portorykańczyk. 488 tys. Hispanics mieszka na Brooklynie (20% populacji). Z Portoryko jest co piąty. Na Manhattanie – 418 tys. Latynosów, co stanowi 27% mieszkańców. Co trzeci pochodzi z Dominikany. Najmniej Latynosów i liczbowo (53,5 tys.), i procentowo (12%) mieszka na Staten Island.
W nowojorskiej populacji hiszpańskojęzycznej dominują Portorykańczycy, których jest 790 tys. Grupa dominikańska to 410 tys., kolumbijska – 405 tys., a meksykańska – 190 tys. Mniej jest Salwadorczyków (100 tys.), Kubańczyków (40 tys.), a pozostałą część uzupełniają mieszkańcy Karaibów Południowych.

Nueva York
Nowy Jork jest już praktycznie miastem dwujęzycznym. I nie chodzi tu o typowe dzielnice latynoskie ze słynną El Barrio, portorykańską enklawą we Wschodnim Harlemie, czy kolonią dominikańską Washington Heights na górnym Manhattanie albo kolumbijską Jackson Heights w Queens. Chodzi o markowe domy towarowe Macy’s, J.C. Penny, Stern’s itd., gdzie ekspedientka odzywa się do klienta po hiszpańsku, bo tak jej wygodniej. Chodzi o kilkakrotne w ciągu dnia oferty telemarketingowe. Mowa jest o płaceniu kartą kredytową przez telefon za elektryczność, gaz i kablówkę, gdzie od razu otrzymuje się opcję kontaktu w języku hiszpańskim. Mowa o taksówkach, restauracjach, fryzjerze czy nawet załodze radiowozu NYPD, którym bardziej „po drodze” jest espaźol. Nie mówiąc o szkołach publicznych, gdzie nauczyciele przechodzą już obowiązkowe kursy hiszpańskiego. O urzędach administracji nowojorskiej nie wspominam, bo tam po hiszpańsku można coraz częściej załatwić więcej niż po angielsku.
Warto przypomnieć, że podczas kampanii prezydenckiej i Bush, i Dole starali się przemawiać do elektoratu latynoskiego po hiszpańsku. Nie zrażały ich nawet salwy śmiechu publiki z ich poczynań lingwistycznych. Latynosi dobrze wiedzą, że ich głosy potrzebne są dowolnemu kandydatowi na prezydenta, co ma naturalnie swoją cenę.
Mają także świadomość, że są potrzebni gdzie indziej. Na rynku pracy.
Spójrzmy na strukturę zarobków poszczególnych grup hiszpańskojęzycznych w Nowym Jorku, latynoskiej ziemi obiecanej. Roczny dochód Dominikańczyka to mniej niż 8 tys. dol., dniówka poniżej 30 dol. Meksykanin zarabia 8,5 tys. dol. (dniówka 32,70 dol.). Portorykańczyk – 10 tys. (38,50). Kubańczyk – 13,5 tys., czyli 52 dol. dziennie. Najwięcej zaś Kolumbijczyk, bo nieco ponad 15 tys. (57,70 dol. dniówki). Szacunki te wynikają z optymistycznego założenia, że chodzi o pięciodniowy tydzień pracy. Ogromnym ryzykiem jest jednak założenie, że chodzi także o ośmiogodzinny dzień pracy. Tu idzie o 10-12 godzin ciężkiej pracy fizycznej. Podzielmy sobie, mając w pamięci, że minimalna dopuszczona prawem stawka godzinowa to 5,50 dol.
Polak w Ameryce za takie pieniądze co najwyżej wyśmiałby pracodawcę. A oni idą…
Dlatego ich siła robocza jest bardzo potrzebna. Nie odbierają żadnych miejsc pracy Amerykanom, bo Amerykanie nie robią tego co Latynosi. Nie walczą o nich związki zawodowe, bo nie ma takich, które by ich przyjęły.
Poważną barierą awansu jest wykształcenie. Statystyczny Salwadorczyk i Gwatemalczyk kończy naukę na dziewięciu klasach. Meksykanin zalicza 10,2 klasy, Portorykańczyk – 11,4. Kubańczyk – 11,9, a Kolumbijczyk – 12,6.
Niskiemu poziomowi edukacji towarzyszą wysokie bezrobocie, trwała zależność od różnych form pomocy socjalnej i wysoki, o wiele wyższy niż wśród białych poziom przestępczości, ze szczególnym uwzględnieniem handlu narkotykami.

Siła przeznaczenia?
Można z pewną przesadą powiedzieć, że mniejszościom latynoskim trudno wyjść poza ich przeznaczenie. Czynnikiem dynamicznym są na pewno generacje urodzone i wychowane w Stanach Zjednoczonych. Ci młodzi chcą żyć inaczej, poza latynoskim gettem. Typowym przejawem pozbywania się swojej etniczności jest wśród młodych Latynosów nadawanie dzieciom klasycznych anglosaskich imion. Chłopiec to: Kevin, Derek, Mortimer, Sean. Dziewczynka: Chelsea, Samantha, Sally, Cindy. Trudniejsze jest rozstanie z nazwiskiem: Morales, Gonzales, Delgado, Flores. Zresztą można spojrzeć na szczyt drabiny latynoskiego prestiżu, czyli biznesu latino music. Jennifer Lopez, Ricky Martin, Marc Anthony też nie podkreślają swojej etniczności, starają się być najbardziej amerykańscy, jak tylko potrafią.
Środowisko hiszpańskojęzyczne w równej mierze ożywiane jest marzeniem zamerykanizowania i targane wewnętrznymi konfliktami o podłożu narodowościowym. Język hiszpański to o wiele za mało, aby mówić o jednorodności tej grupy. Kolumbijczyka wciąż dzieli kosmos od Dominikańczyka, a Argentyńczyka od Portorykańczyka. Kubańczyk nie rozumie Ekwadorczyka i nawet nie próbuje.
Język hiszpański wydaje się przede wszystkim rodzajem fortyfikacji wewnętrznie podzielonego i skonfliktowanego świata latynoskiego przeciwko białym, Murzynom i Azjatom. Za fenomen należy uznać, że kryterium językowe okazuje się wielokroć silniejsze niż rasowe. Murzyn portorykański czy kolumbijski identyfikuje się jako Hispanic, a nie Afroamerykanin. Znajomy policjant nowojorski opowiadał mi, jakim zaskoczeniem było dla niego uczestnictwo w pierwszej akcji pacyfikowania walki handlarzy narkotyków w Harlemie. Walczyli Murzyni z Murzynami, z których jedni byli Dominikańczykami, zaś drudzy Amerykanami. A sierżant Ciborowski jest z Podlasia.
Dziś Henry Ciborowski pracuje w komisariacie NYPD na Greenpoincie, w dzielnicy mającej dwie wyraziste części: polską i portorykańską. Jest to wyrazistość do bólu trafienia w twarz kastetem, kijem bejsbolowym w głowę albo nożem w plecy.
Jest coś, co dzieli na Greenpoincie obie te nacje, jak najbardziej katolickie.
Jeżeli znasz Murzyna zaprzyjaźnionego do tego stopnia, że mówi do ciebie brother (bracie), a on ma córkę w high school, to nie pytaj, czy by ją wydał za Portorykańczyka, jeżeli nie chcesz zrujnować tej znajomości. Afroamerykanie, potomkowie niewolników z XVIII w., czują się dziś stuprocentowymi Amerykanami i synami tej ziemi. Żywioł hiszpańskojęzyczny odbierają często jako zewnętrzny i opresyjny. Choć oficjalnie jest to wersja politycznie niepoprawna.

Pułapka łatwego getta
Wydaje się, że latynoski bum demograficzny jest w gruncie rzeczy pułapką tej społeczności. Rosnąc w siłę i dumę, konserwuje ona struktury gettowe. Angielski? Po co, skoro wszędzie można się porozumieć po hiszpańsku. Telewizja amerykańska? Po co, skoro jest kilka kanałów hiszpańskich. Jest hiszpańskojęzyczna prasa, spanish food, własna moda, własne kosmetyki. Oczywiście, własna muzyka, własne dzielnice, kościoły, parady itd. Im dłużej znam Hispanics, tym bardziej przestaję wierzyć w ich asymilację w takiej skali i jakości jak asymilacja niemiecka czy irlandzka.
Gdzie tu pułapka? Pułapką jest etniczność. Bez asymilacji nie ma awansu w hierarchii społeczeństwa amerykańskiego. Pozostaje łatwe getto i świadomość, że Estados Unidos de America to to samo co United States of America.

 

Wydanie: 35/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy