Kretynizm parlamentarny

Kretynizm parlamentarny

Na ograniczenie się do parlamentaryzmu mogą sobie pozwolić partie władzy, dla lewicy jest ono zabójcze

Konflikt wewnętrzny w Nowej Lewicy dowodzi, jak bardzo pogubiła się ta formacja – i że brakuje pomysłu na dotarcie do elektoratu. Lewica skupiła się na rozgrywkach parlamentarnych, które z ideami oraz świeżymi pomysłami mają niewiele wspólnego. Centralnymi postaciami stali się parlamentarzyści uważający się za partyjnych liderów, mimo że wielu z nich nie może się pochwalić osiągnięciami.

Nie odrobiono lekcji z historii. Elektorat lewicowy, mieszkający w małych i średnich miastach oraz biedniejszych dzielnicach dużych ośrodków, w przeszłości dawał zwycięstwa wyborcze Sojuszowi Lewicy Demokratycznej. To również dzięki niemu w roku 2000 Aleksander Kwaśniewski został prezydentem już w pierwszej turze wyborów. Dziś mieszkańcy tzw. Polski B na Nową Lewicę raczej nie zagłosują. Wielu rozczarowanych do urn nie idzie lub z braku alternatywy popiera PiS.

Bez postulatów socjalnych pozyskanie kluczowych grup wyborców nie jest możliwe. PiS sprawnie rozpoznało wiele problemów, a następnie udawało, że je rozwiązuje. Efekty działań były i są słabe, jednak same postulaty i programy podbudowują propagandowy mit „prospołecznych rządów”. Nie udała się realizacja sztandarowego programu Mieszkanie+. Klęską zakończyły się programy mające wyeliminować skrajną biedę. Lewica nie umie jednak przekuć tego w skuteczne kampanie informacyjne oraz postulaty. Przyzwyczaiła się do zasiadania w parlamencie i zaprzestała budowania struktur terenowych.

Partie lewicowe powinny uznać za priorytet dotarcie do środowisk lokalnych, znalezienie zaplecza w związkach zawodowych. W ramach SLD w Sejmie działał podczas VI kadencji zespół związkowy OPZZ. Zaprzepaszczono to doświadczenie, popierając antypracownicze postulaty. Niestety, obecnie za pojedynczymi przypadkami, np. wspierania strajku pracowników Paroc Polska, nie idzie masowe działanie lewicowych parlamentarzystów. Lewica pozbyła się związkowców z czołowych miejsc list wyborczych na rzecz zawodowych polityków oraz przedsiębiorców. Było to widoczne zwłaszcza wśród kandydatów zaproponowanych przez Wiosnę Roberta Biedronia.

Słuszne postulaty, np. projekt ustawy reprywatyzacyjnej chroniącej lokatorów przed oddaniem w ręce prywatnych kamieniczników, mogłyby się stać ważnymi elementami lewicowej kampanii. Podobnie propozycje wzmocnienia uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy. Parlamentarzyści Klubu Parlamentarnego Lewicy w większości jednak nie rozumieją problemów społeczeństwa. Poseł Maciej Gdula, podczas gdy wiele osób traciło z powodu pandemii pracę, narzekał na zbyt niskie zarobki parlamentarzystów. Europoseł Wiosny Łukasz Kohut twierdził, że „społeczeństwo to zbiór indywidualnych osób, które same potrafią o sobie decydować”, sugerując, że deregulacja gospodarki to najlepsza propozycja.

Problemem formacji Czarzastego i Biedronia jest również brak odwagi. Zbytni radykalizm spowodowałby atak liberalnych mediów, a tego lewicowi politycy nie chcą. Gdyby zaproponowali postulaty zwiększenia demokracji ekonomicznej czy nowoczesnej teorii monetarnej, zakładającej dążenie do pełnego zatrudnienia, zostaliby okrzyknięci „niebezpiecznymi populistami”. Tych, którzy chcieli rozpoczęcia dyskusji w ramach partii, władze zniechęcały różnymi sposobami. W SLD blokowano propozycję utworzenia socjalistycznej platformy programowej, zgłoszoną przez Jacka Uczkiewicza, byłego wiceministra finansów i wiceprezesa Najwyższej Izby Kontroli.

W efekcie PiS ponownie obeszło parlamentarną lewicę z lewej strony, m.in. zapowiadając w ramach Polskiego Ładu rozwiązania podatkowe uderzające w spekulantów na rynku mieszkaniowym. To istotna zmiana, która może się przyczynić do likwidacji patologicznej praktyki nabywania wielu lokali jako „inwestycji na przyszłość”. Ze strony lewicy brakuje dalej idących rozwiązań uniemożliwiających spekulacje mieszkaniowe.

Jeśli ma powstać lewicowa alternatywa, puste spory personalne oraz wodzowskie działania są dokładnie tym, czego w obecnej sytuacji robić nie należy. Polityka nie zaczyna się ani nie kończy w parlamencie. Na ograniczenie się do parlamentaryzmu mogą sobie pozwolić partie władzy, dla lewicy jest ono zabójcze. Obecny antypisowski elektorat szybko od lewicy się odwróci, mając do wyboru bardziej efektownego Szymona Hołownię lub inną sezonową inicjatywę. Kluczem jest zastanowienie się, jak do poparcia Nowej Lewicy skłonić część tych, którzy oddali głos na PiS.

Nowa Lewica albo przesunie się w lewo, albo przestanie istnieć.

p.ciszewski@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 34/2021

Kategorie: Opinie

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy