Krok do kompromitacji

Krok do kompromitacji

Na organizację polskiej prezentacji na targach we Frankfurcie wydano 7,5 mln zł, a efekty są znikome

O tym, że Polska będzie honorowym gościem międzynarodowych Targów Książki we Frankfurcie w 2000 roku, było wiadomo ponad dwa lata temu. Frankfurckie targi książki są największą imprezą tego typu na świecie. Bycie honorowym gościem targów oznacza nie tylko promocję książek i wydawnictw, ale wielomiesięczną obecność w niemieckich mediach międzynarodowych. Lepszą promocję kultury trudno sobie wyobrazić.

Ministerstwo Kultury ustanowiło pełnomocnika ds. Frankfurtu, Janusza Foglera, który

 

roztaczał wspaniałe wizje

naszej prezentacji w Niemczech. Czego tam miało nie być… Planowano wspaniałe imprezy artystyczne: wystawy plastyczne, koncerty, pokazy filmów, spotkania z twórcami, promocje książek, prezentację dorobku kulturalnego i regionów Polski. Mieli nas reprezentować Henryk Górecki, Krzysztof Penderecki, Krystian Zimerman, Andrzej Wajda, Roman Polański, Andrzej Makowicz, Tomasz Stańko, teatry Wierszalin i Gardzienice. Efektownych deklaracji było wiele, nie pomyślano jednak o tym, że imprezy gdzieś muszą się znaleźć sponsorzy, że kosztorys musi być realny. W efekcie z wielu pomysłów trzeba zrealizować. Sale w dobrych teatrach czy muzeach rezerwuje się nawet na dwa lata przed rozpoczęciem nowego sezonu, teraz jest już za późno. Za późno jest także na pozyskiwanie sponsorów, gdyż mają już oni zatwierdzone budżety na cały rok. Ale nawet gdyby sponsorzy mieli wolne pieniądze, nie chcieliby inwestować ich w ciemno, nie znając programu imprezy. A trudno, żeby znali program, którego nie ma.

Niemieccy sponsorzy kultury już dwa lata temu ponaglali organizatorów zajmujących się obecnością Polski we Frankfurcie. Już wtedy dziwili się, że nie mamy opracowanego programu, że wykazujemy dziwną beztroskę. Rok temu irytowała ich nasza opieszałość, mgliste obietnice i przeciągające się prace nad programem. W końcu machnęli na nas ręką.

Dzisiaj już nikt nie ukrywa, że zmarnowano wiele czasu i publicznych pieniędzy. Do tej pory na działania związane z Frankfurtem 2000 wydano około 7,5 mln zł z budżetu państwa: w roku 1998 – 2 mln 350 tys. zł, w roku 1999 – około 5 mln zł. W bieżącym roku ma wpłynąć na ten cel jeszcze 10 mln zł budżetu państwa. Planowano, że drugie tyle dołożą prywatni sponsorzy – ale, jak dotąd, nie dali ani złotówki.

Impreza od początku nie miała szczęścia do organizatorów. Janusz Fogler został odwołany z funkcji pełnomocnika w kwietniu 1999 r. za brak wymiernych efektów i kontroli nad przygotowaniami programu. Jego następcą został Ryszard Grąbkowski. Nie miał łatwego zadania – niejasne powody odwołania jego poprzednika sprawiły, że poruszał się w atmosferze podrażnionych ambicji. Wiadomo też było, ze poruszał się w atmosferze podrażnionych ambicji. Wiadomo też było, że na niespełna rok przed Frankfurtem 2000 nie było widoków na zdobycie pozabudżetowej dotacji ani przygotowanie nowego, realnego programu. Na początku listopada Grąbkowski zapowiadał, że do końca roku przedstawi scenariusz i wiarygodny kosztorys imprez. Zamiast tego złożył rezygnację. Kolejnym, trzecim już pełnym, trzecim już pełnomocnikiem ministra kultury ds. Frankfurtu 2000 został 1 grudnia 1999 r, Marek Krawczyk, doradca ministra Andrzeja Zakrzewskiego, prezes Towarzystwa Opieki nad Archiwum Instytutu Literackiego w Paryżu. – Zmarnowano dużo czasu i pieniędzy. Nie zrobiono niczego poza napisaniem scenariusza. Nie zwrócono się z propozycją współpracy do samorządów, a teraz jest na to za późno, bo samorządy mają już zatwierdzone budżety – ocenia sytuację Marek Krawczyk, Nowy pełnomocnik ds. Frankfurtu mówi otwarcie, że z wielu planowanych imprez artystycznych zrezygnuje, gdyż

 

jest już za późno

na ich organizację są już gotowe katalogi i materiały informacje o polskich autorach i wydawcach. Gorzej wygląda sprawa książek. Janusz Fogler mówił, że jego zespół przeprowadził konsultacje z literaturoznawcami, krytykami i tłumaczami, którzy mieli wyłonić około 200-300 tytułów, wartych pokazania na targach. Tymczasem znani nam krytycy i tłumacze nic nie wiedzą o tych konsultacjach, zaś w samym Ministerstwie Kultury trudno uzyskać konkretne informacje. – Z tego, co wiem, wytypowano około stu książek, ale nie pamiętam tytułów ani autorów. O tym najlepiej powie Albrecht Lempp opiekujący się Funduszem Literatury Polskiej – mówi Grzegorz Sobola z biura pełnomocnika ds. Frankfurtu 2000 .

– Fundusz nie zajmuje się typowaniem polskich książek wartych przełożenia na języki obce – to pozostaje w gestii pełnomocnika ministra kultury ds. Frankfurtu – twierdzi Albrecht Lempp. – Fundusz ma wspierać inicjatywy zagranicznych wydawców. Procedura jest taka, że to zagraniczni wydawcy składają wnioski, które polskie książki chcieliby u siebie wydać, a nasze jury ocenia te wnioski. Te, które zatwierdzą, zostają przesłane do Ministerstwa Kultury, które albo przyznaje dotację, albo nie.

Obserwatorzy zamieszania związanego z przygotowaniami do targów frankfurckich twierdzą, że przyczyną niepowodzeń jest brak pomysłu na program, brak nadrzędnej, spajającej go idei. Zamiast ogłosić otwarty konkurs na najlepszy program, wsparty finansową kalkulacją, powierzono publiczne pieniądze zespołowi autorskiemu wytypowanemu przez Foglera. Literaci i tłumacze narzekają, że nie ma jasnych reguł wyłaniania tytułów i autorów, którzy będą nas reprezentować. I że na decyzje w tej sprawie wywołują nacisk różne lobby i siły polityczne.

Do dziś nie wiadomo, jak będzie wyglądało nasze stoisko na targach. Janusz Fogler planował tak urządzić wystrój Sali, aby pokazać zróżnicowanie kulturalne kraju, dorobek województw i regionów. Jednak ten projekt

 

okazał się za drogi.

Zapytany i nowy pomysł na wystrój sali Grzegorz Sobola odpowiadam że to na razie tajemnica. Tajemnicą jest też to, jakie imprezy się odbędą, jacy wykonawcy będą nas reprezentować. – Zanim nie sfinalizujemy umów, nie możemy podać żadnych nazwisk, Sądzę, że będzie to możliwe pod koniec stycznia – mówi Grzegorz Sobola. – Proszę zrozumieć, że musimy dostosować program do pieniędzy, jakie mamy. Pan Folger mówił o 20 mln zł z budżetu państwa i 20 mln zł od prywatnych sponsorów. Tymczasem zamiast 40 mln zł jest 17,5 mln zł, z czego 7,5 mln zł już wydano. Praktycznie dopiero od 1 grudnia 1999 r. działa biuro ds. Frankfurtu 2000, jesteśmy na etapie projektowania całej imprezy. Musimy nadrobić straty.

Co do jednego wszyscy są zgodni – że zmarnowano wiele czasu i publicznych pieniędzy. Jak dotąd nikt nie poniósł za to konsekwencji.

 

Wydanie: 4/2000

Kategorie: Kultura
Tagi: Ewa Likowska

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy