Krucjata ateistów

Krucjata ateistów

Spór o istnienie Boga toczy się na reklamach autobusowych

Prawdopodobnie nie ma Boga. A więc przestań się martwić i ciesz się życiem (There’s probably no God. Now stop worrying and enjoy your life) – reklamy tej treści pojawiły się na londyńskich autobusach i wagonach metra. Wierzący odpowiedzieli ostro. Obecnie na pojazdach w Londynie przeczytać można cytat z Psalmu 53: „Mówi głupi w swoim sercu: Nie ma Boga”.
Taka osobliwa wojna reklamowa między obozem sprzymierzonych ateistów, agnostyków i racjonalistów a stronnictwem gorliwych chrześcijan toczy się na ulicach miast Hiszpanii i Włoch. Podobne akcje propagandowe planują ateiści w Australii, Kanadzie i Brazylii. Fundamentalna i niemożliwa do rozstrzygnięcia kwestia istnienia Najwyższego stała się przedmiotem sporu prowadzonego na plakatach reklamowych.
Animatorką tej inicjatywy w Wielkiej Brytanii stała się mieszkająca w Londynie ateistka i autorka komedii Ariane Sherine. Codziennie irytowały ją ogłoszenia ugrupowań religijnych widoczne na stołecznych autobusach. Pewnego razu zobaczyła na autobusowej reklamie cytat z Ewangelii według św. Łukasza (18,8): „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”. Pani Sherine doszła do wniosku, że tego rodzaju treści w przestrzeni publicznej są bezsensowne. „Gdybym to ja chciała umieścić na autobusie ogłoszenie Uwaga, ogromny lew uciekł z londyńskiego zoo, od razu poproszono by mnie, abym udowodniła te słowa”. Od wierzących nikt jednak tego nie wymaga, żaliła się w swym blogu. Jeszcze bardziej denerwowały ją teksty organizacji chrześcijańskich, ostrzegające ateistów, że ich położenie po śmierci stanie się mało przyjemne, ponieważ

znajdą się w piekle.

Gdy Ariane Sherine zobaczyła autobusową reklamę strony internetowej JesusAid.org, postanowiła sprawdzić jej treść. Zbulwersowana przeczytała ostrzeżenie dla tych, którzy „nie zaakceptują słów Jezusa na krzyżu”: „Jesteś skazany na wieczne odłączenie od Boga i będziesz przez całą wieczność cierpieć piekielne męki”.
Pani Sherine uznała, że trzeba działać. Na łamach dziennika „The Guardian” obliczyła w czerwcu ub.r., że jeśli 4680 ateuszy złoży się po 5 funtów, wystarczy to na kampanię reklamową. Początkowo niewierzący nie kwapili się do płacenia składek. Londyńska autorka jednak nie dała za wygraną. Napisała kolejny artykuł do „Guardiana” i zyskała poparcie obrotnego doradcy polityków, Jona Wortha.
Ten nie ma wątpliwości, że ateiści muszą się bronić. W wywiadach prasowych Worth zwraca uwagę, że choć większość Brytyjczyków nie chodzi do kościoła, to przecież religia odgrywa w polityce Zjednoczonego Królestwa coraz poważniejszą rolę. Państwem rządziło kolejno dwóch głęboko religijnych premierów – Tony Blair i Gordon Brown. Od 1997 r. w Wielkiej Brytanii władze założyły dziesiątki szkół religijnych dla katolików, protestantów, hinduistów, muzułmanów. Oznacza to dzielenie społeczeństwa po liniach wyznaniowych. W tej sytuacji niekiedy trudno jest przyznać się do ateizmu. Jon Worth postanowił to zmienić. Wraz z panią Sherine zaprosił do reklamowej inicjatywy Brytyjskie Stowarzyszenie Humanistów (BHA) oraz znakomitego biologa ewolucyjnego, prof. Richarda Dawkinsa. Ten ostatni jest ideowym ateistą, autorem kontrowersyjnej, bestsellerowej książki „Bóg urojony”. Wyraził w niej żal, że niewierzący, w przeciwieństwie do ugrupowań religijnych, nie są zorganizowani i nie mają lobby. Dawkins uznał, że powinni stać się bardziej widoczni. Tak przecież dzieje się nawet w religijnych Stanach Zjednoczonych. Barack Obama jako pierwszy prezydent USA obok chrześcijan, muzułmanów, żydów i wyznawców hinduizmu wymienił w przemówieniu także ateistów jako tworzących naród amerykański.
Dzięki wpływom BHA oraz sławnego profesora zbiórka pieniędzy okazała się sukcesem. Do października 6 tys. sympatyków wpłaciło

140 tysięcy funtów.

Czołowy slogan wymyśliła pani Sherine. Hasło miało trafić przede wszystkim do zwykłych obywateli, którzy jadąc do pracy, nie przejmują się sprawami Boga. Propaganda powinna uświadomić tym ludziom, że nie muszą się martwić o swój pośmiertny los, podkreślała Sherine.
Inicjatorzy nie odważyli się na stwierdzenie, że Boga z całą pewnością nie ma. Słowo „prawdopodobnie” miało pobudzać do dyskusji. Z powodu tego właśnie probably kampania reklamowa została skrytykowana przez twardogłowych ateuszy.
Akcja autobusowa rozpoczęła się 6 stycznia br. i trwała miesiąc. Ateistyczne hasła znalazły się na 200 piętrowych autobusach w Londynie oraz na 600 innych pojazdach w pozostałych częściach kraju. Reklamy umieszczono także na wagonach stołecznego metra. Takie ateistyczne wagony jeździły do połowy lutego.
Do urzędu ds. reklam trafiło 326 skarg rozjątrzonych obywateli, które jednak zostały odrzucone. Władze uznały, że ateistyczne hasło nie wprowadza w błąd ani nie obraża niczyich uczuć. Bohaterem obozu religijnego stał się 62-letni kierowca Ron Heather, ewangeliczny chrześcijanin, który odmówił prowadzenia „ateistycznego autobusu”. Powiedział: „Wożę wielu pasażerów, którzy mają ponad 90 lat i są poważnie chorzy. Mówienie im, że nie ma Boga, świadczy o pewnym braku wrażliwości, ponieważ Bóg jest prawdopodobnie jedynym, co im pozostało na tym świecie”.
Prof. Dawkins odpowiedział, że obowiązkiem kierowcy jest prowadzenie autobusu, a nie cenzurowanie reklam. Przełożeni uprzejmie postanowili przydzielać niezłomnemu pracownikowi tylko autobusy bez ateistycznych haseł.
Jak można było przewidzieć, różne organizacje spod sztandarów Boga niezależnie od siebie przystąpiły do kontrofensywy. Trynitarialne Towarzystwo Biblijne, zajmujące się rozpowszechnianiem Pisma Świętego na całym świecie, wynajęło powierzchnie reklamowe na 125 piętrowych autobusach londyńskich. Na pojazdach znalazł się wspomniany cytat z Psalmu 53 o głupcu ateiście. Richard Dawkins uważa, że wybór tego ustępu Biblii jest obraźliwy. W porównaniu z „głupcem” hasło obozu ateuszy było przecież łagodne i zachęcające do dyskusji.
Brytyjska prawicowa Partia Chrześcijańska, zajmująca się przede wszystkim kwestiami moralnymi, zapłaciła za reklamy na 50 autobusach. Obywatele mogą przeczytać: „Z całą pewnością istnieje Bóg. A więc przyłącz się do Partii Chrześcijańskiej i ciesz się życiem”.
Dyrektor programu rosyjskiej telewizji satelitarnej Aleksander Korobko oraz rosyjski Kościół prawosławny zgromadzili już fundusze. W marcu zamierzają umieścić na co najmniej 25 londyńskich autobusach następujące oświadczenie: „Bóg istnieje. Nie martw się. Ciesz się życiem”. Korobko powiedział na łamach dziennika „The Telegraph”: „Żyjemy w trudnych czasach. Wszędzie mówi się o kryzysie. Ludzie potrzebują przesłania będącego afirmacją życia”.
Ale Ariane Sherine i jej towarzysze z obozu ateistów

nie składają broni.

Zostało im trochę pieniędzy, zamierzają zebrać nowe. Być może w kwietniu rozpoczną kolejną kampanię. Prawdopodobnie tym razem na autobusach znajdzie się napis: „Nie wierzę w osobowego Boga i nigdy temu nie zaprzeczałem, lecz wyrażałem się jasno. Albert Einstein”.
Zachęceni brytyjskim przykładem także ateiści w innych krajach zaczęli manifestować swe poglądy.
W Genui racjonaliści ukuli autobusowe hasło: „Zła wiadomość jest taka, że Bóg nie istnieje. Dobra – że go nie potrzebujemy”. Rzecznik arcybiskupa Genui, o. Gianfranco Calabrese, wyraził przekonanie, że tego rodzaju inicjatywy nie służą krzewieniu tolerancji. Według ankiety przeprowadzonej na zlecenie Unii Europejskiej 74% Włochów wierzy w Boga, a 16% w jakąś „wyższą potęgę”. Zdeklarowani ateiści stanowią tylko 6%.
W hiszpańskiej stolicy autobusy opatrzone takim samym hasłem jak w Wielkiej Brytanii wyjechały na ulicę 26 stycznia. Potem przyszła kolej na Sewillę i Walencję. Przewodniczący Madryckiego Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli, Luis Vega, zapewnia: „Nie chcemy nikogo obrażać, lecz zamierzamy zwrócić uwagę, że w Hiszpanii żyją miliony ludzi, którzy nie wierzą w Boga”. Zdaniem Vegi, ateistą jest co piąty Hiszpan. Według ankiety, przeprowadzonej w listopadzie ub.r. przez państwowy instytut badania opinii publicznej CIS, takich ludzi jest w kraju tylko 7%.
Niektórzy hiszpańscy chrześcijanie poczuli się jednak obrażeni. Jedna z organizacji broniących praw ludzi wierzących zapowiedziała sprawdzenie, czy ateistyczne reklamy są zgodne z prawem. Zdaniem komentatorów, prawdopodobnie fakt, że socjalistyczny rząd Hiszpanii od lat buduje państwo świeckie, także przyczynił się do tak gwałtownej reakcji pewnych środowisk religijnych.
W odpowiedzi na inicjatywę ateistów katolickie stowarzyszenie E-Cristians zapłaciło za umieszczenie na autobusach jeżdżących w Barcelonie, Madrycie i innych miastach cytatu z Mahatmy Gandhiego: „Jeśli wszyscy cię opuszczą, Bóg pozostanie”.
Trzeba przyznać, że przeciętni obywatele, i tak atakowani codziennie lawiną reklam, nie zwracają większej uwagi na propagandę żadnej ze stron.
Watykan zachowuje milczenie w sprawie reklamowej wojny w nadziei, że sprawa szybko się zakończy. Tylko były przewodniczący papieskiej Rady Kultury, kard. Paul Poupard, określił ateistyczne reklamy autobusowe jako „powierzchowne, śmieszne i głupie”. Ale obóz niewierzących nabiera wiatru w żagle. W Australii uformowała się Koalicja Nie dla Papieża, która podaje w wątpliwość świadectwo Biblii i zamierza się włączyć do autobusowej wojny.

Wydanie: 7/2009

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy