Księżniczka z Tyru

„Turcja zuboży Europę”, powiedział wpływowy kardynał Kościoła katolickiego, Joseph Ratzinger. W wywiadzie dla konserwatywnego, również wpływowego dziennika „Le Figaro”. Do Francuzów toczących spór z krajowymi środowiskami muzułmańskimi o zasady świeckości szkoły, fruwające na głowach muzułmanek niczym sztandary chusty, o relacje Europa chrześcijańska-islamski Wschód.
Akcesja Turcji do Unii Europejskiej byłaby kolejnym zwycięstwem gospodarki nad kulturą, tradycją, nad religią uznawaną za spoiwo społeczeństw starej Europy. Roma locuta, causa finita, zdawał się mówić przewodniczący watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, ale jego Rzym dziś już dyskusji zakończyć nie może. Może jedynie wzmocnić stanowisko antytureckie.
Dwadzieścia lat już minęło od czasu podpisania przez Turcję układu stowarzyszeniowego. Od 1999 r. jest ona kandydatem do UE, ale negocjacji jeszcze nie rozpoczęto. Łatwo było Turcję zablokować ze względu na nieprzestrzeganie praw człowieka w tym kraju, na niedemokratyczne standardy prawa. Ale w tym czasie zlikwidowano tam karę śmierci, władze w Ankarze podjęły dialog z Kurdami, problem najbardziej drażliwy. Turkom daleko jeszcze do skandynawskich czy niemieckich standardów, ale nie jest to wschodnia despotia. To jednak nadal azjatycka bieda, zwłaszcza po drugiej stronie Bosforu. Czy jednak Turcja zuboży Europę?
Turcja była już zjednoczona za znaczną częścią Europy jako Imperium Otomańskie. Oczywiście, akcesja nie następowała drogą referendów, lecz podbojów. Ale ówczesna inna forma wspólnej Europy – monarchia Habsburska też nie była państwem demokratycznym. Skoro możemy mówić o dziedzictwie kultury, zwłaszcza architektury okresu habsburskiego bez wstydu, czemu nie chcemy pamiętać o wspólnym kulturowym dziedzictwie południowo-wschodniej Europy? Polski strój narodowy ma wiele zapożyczeń od Turków. Nasza szabla to kopia tureckiej. Polska Sarmacja wyrosła na otomańskich drożdżach. Europejczykom zwiedzającym muzeum polskie w szwajcarskim Raperswilu wystawiony tam strój polski jawi się jako karnawałowy turecki. Kuchnia bałkańska, nawet ta wypromowana grecka, oparta jest na otomańskich smakach. Islam tworzy odrębność kulturową. W stylu życia. Ale Turcy od lat są obecni w zjednoczonej Europie. Nawet w Austrii, będącej najgłośniejszym przeciwnikiem akcesji Turcji do UE, gdzie stanowią druga, wpływową mniejszość narodową.
Turcy są kulturowo, gospodarczo i militarnie, jako członek NATO, w Europie. Za lat parę w UE znajdą się Rumunia i Bułgaria, kraje bliskie Turcji. Na negocjacje czekają kraje byłej Jugosławii. Strach przed Turcją wynika nie z odrębności kulturowej, lecz z biedy. Jeszcze tam panującej. Islam, obecny w Europie, zaczął iskrzyć, wybuchać, radykalizować się, kiedy zasiliły go rzesze imigrantów. Odrzuconych we Francji, w Niemczech przez bogate, białe, chrześcijańskie społeczeństwa. Kiedy stał się kulturą, stylem życia peryferii i slamsów albo bogatych, lecz odrzucanych, pogardzanych.
Jeśli jednocząca się Europa odrzuci biedną Turcję, bo migranci z jej azjatyckiej części mogą przywlec, niczym zarazę, radykalny islam, zasilać potencjalne szeregi terrorystów, to i tak problemów biedy i odrzucenia nie rozwiążemy. Zwiększy się tylko populacja ludzi nielegalnych. Jeśli UE chce konkurować z USA, z Chinami, musi otworzyć się nie tylko na gospodarkę, lecz także na kulturę, inność.
A poza tym mityczna Europa porwana przez Zeusa byka była księżniczką z Tyru, obecnie Turcji.

Wydanie: 35/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy