Kto cenzuruje kabarety

Kto cenzuruje kabarety

Dopuszczalne są żarty z „przystawek” i ze szczebla Gosiewskiego, ale wyżej to już nie bardzo Co się dzieje z polskim kabaretem? Podobno ma się świetnie i nadal rozśmiesza ludzi, bo – jak mówi nam Leszek Malinowski z kabaretu Koń Polski – „śmiech jest trendy”. Ale jaki? Polityczny? Abstrakcyjny? Wysokich czy coraz niższych lotów? A może rolę klasycznego kabaretu przejmują powoli telewizyjne programy rozrywkowe, takie jak „Szymon Majewski Show” (TVN), gdzie absurd miesza się z ostrą satyrą polityczną, czy „Szkło kontaktowe” (TVN 24), w którym codziennie wieczorem kpinom z polityki nie ma końca? Prawda oczywiście leży gdzieś pośrodku, tymczasem ostatnie wydarzenia pokazują, że kabaret może być nawet poręcznym orężem w medialnej wojnie o widzów – tym razem między telewizją publiczną a komercyjnymi stacjami – szczególnie Polsatem i TVN. Lada dzień TVP i telewizja Solorza stoczą swój mały bój: Polsat podczas Sopockiej Nocy Kabaretowej (11 czerwca) w ramach TOPtrendy Festiwal, a TVP pokazując na opolskim Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej zorganizowany w bólach i chaosie Kabareton (16 czerwca). Trudno dziś powiedzieć, kto zwycięży, wiadomo jednak, że kierowana przez Andrzeja Urbańskiego stacja już na starcie dała ciała: Kabareton najpierw miał być (w reżyserii Krzysztofa Jaślara), potem został odwołany, a potem znów powiedzieli, że będzie, tym razem pod wodzą Marcina Wolskiego. Wprawiło to w konsternację satyryków: wielu nie zdecydowało się pojechać w tym roku do Opola, wykręcając się zajętymi terminami, wielu wybrało Sopot. Jednak prawdziwą burzę wywołał nasz felietonista Krzysztof Daukszewicz, który ujawnił funkcjonującą między innymi w telewizji publicznej praktykę szeptanych nacisków na satyryków, by raczej unikali wyśmiewania miłościwie nam panujących braci bliźniaków. PEŁZAJĄCA CENZURA Sprawą zajęła się „Nowa Trybuna Opolska”, która napisała, że naciski organizatorów Kabaretonu, czyli Marcina Wolskiego, osławionego pierwszego kadrowego radiowej Jedynki, który po wykonaniu misji oczyszczania radia z „czerwonych”, trafił do TVP na stanowisko doradcy prezesa Urbańskiego, spłoszyły wiele kabaretowych gwiazd. Sam Wolski, a potem władze telewizji zaprzeczyły rewelacjom Daukszewicza, stwierdzając, że żadnej cenzury nie ma i nikt nie wpływał na kabaretowych twórców. – Cóż, ale Marcin Wolski zawsze wszystkiemu zaprzecza – ripostuje Daukszewicz. – Także temu, że zwalniał ludzi z radiowej Jedynki. On jest typową flagą na wietrze. Oczywiście on krytykuje władze, ale bardzo chytrze, bo uderza w Giertycha i Leppera, czyli w przystawki – zaznacza. Sprawę wałkowała również prorządowa „Rzeczpospolita”, publikując dwugłos – Ryszarda Makowskiego, byłego członka kabaretu OTTO, i właśnie Daukszewicza. Ten pierwszy wykonał wiernopoddańczy skłon przed Wolskim, jaki to on nie jest fachowy, liberalny, wolnościowy i wspaniały, dodając, że teraz jest „przywracana kabaretowa normalność”, a Daukszewicz i inni próbują wmawiać ludziom, że władza robi „kolejny zamach na demokrację”. Tymczasem większość naszych rozmówców nie ma złudzeń: cenzura istnieje i ma się świetnie, choć przybiera inne formy niż w przeszłości. Daukszewicz: – Wielu moich kolegów satyryków dzwoniło do mnie i opowiadało mi, że ciągle zaglądają im do scenariuszy, skreślają jakieś kwestie, mówiąc, że to nie pasuje do koncepcji programu. Ocenzurować kabareciarza w tej chwili naprawdę można na milion sposobów, wymyślić tysiąc pretekstów, a potem powiedzieć, że to żadna cenzura. Gdyby ktoś chciał to udowodnić, to nie da rady, bo to jest jak z towarzyszem Famą w PRL. Wiadomo było, że on jest, tylko nie było wiadomo, jak wygląda. Malinowski: – Bywa, że ten albo inny redaktor boi się interwencji z góry i na wszelki wypadek woli, żeby w ogóle nie pokazać nic, co ma związek z polityką. Jak była cenzura, to cenzor przynajmniej musiał powiedzieć, dlaczego skreśla dany fragment. Stanisław Tym: – Cenzury niby oficjalnie już nie ma, natomiast wciąż istnieją próby jakichś sugestii, wywierania nacisków. Spotkałem się z takimi sytuacjami. Uważam, że to jest bezczelność. Ale mam prostą receptę: po prostu wiem, kiedy muszę spakować walizkę i wyjechać, i kogo mieć za dupka. Rafał Kmita, szef znanego kabaretu Grupa Rafała Kmity, także twierdzi, że ta nieformalna cenzura nie wynika z bezpośrednich, odgórnych nacisków władzy, lecz z koniunkturalizmu pracowników mediów publicznych, przy czym – według niego – nie jest to zjawisko nowe. – To bardziej tkwi w głowach redaktorów

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2007, 23/2007

Kategorie: Kultura