Kto kupi żerańską fabrykę?

Kto kupi żerańską fabrykę?

Naszym głównym, wspólnym celem jest znalezienie inwestora strategicznego

Rozmowa z Byung Ho Changiem, prezesem Daewoo-FSO

– Jaki cel postawił pan sobie, obejmując w październiku stanowisko prezesa Daewoo-FSO?
– Moim podstawowym celem jest znalezienie nowego inwestora strategicznego. Teraz, gdy po podpisaniu porozumienia Daewoo-General Motors w Korei wiadomo już, że koncern amerykański nie przejmuje zakładów w Polsce, nie ma żadnych przeszkód, by przystąpić do rozmów z przyszłym partnerem dla Żerania. To wspólne wyzwanie dla Zarządu i całej załogi – i nasz główny cel.
– To nie jest prosta sprawa. Dziś wiele zakładów z branży samochodowej poszukuje silnych partnerów.
– W tej chwili na światowym rynku motoryzacyjnym szereg firm walczy o przetrwanie. Tak naprawdę liczy się sześciu największych producentów. Wiemy, że w pojedynkę nie możemy się utrzymać. Dlatego tak ważne jest znalezienie nowego inwestora. Przez ostatnie sześć lat Polacy i Koreańczycy wspólnie pracowali dla dobra tej firmy. Zakłady na Żeraniu są przecież symbolem krajowego przemysłu motoryzacyjnego, najstarszą, istniejącą do dziś fabryką samochodów w Polsce.
Jednak mimo swoich 50 lat Żerań jest bardzo nowoczesnym przedsiębiorstwem, ze znakomicie wyszkoloną załogą. Dlatego nie wierzę, żeby nie znalazł się nowy inwestor dla naszej fabryki.
– Czy Daewoo-FSO może samodzielnie znaleźć inwestora strategicznego?
– Ani Daewoo-FSO w Warszawie, ani Daewoo-Motor w Lublinie w tej chwili nie są w stanie samodzielnie znaleźć inwestora. Musimy go szukać wspólnie z rządem polskim i rządem koreańskim – i liczymy na pomoc władz obu państw. Losy Daewoo-FSO zależą jednak od decyzji o wymiarze politycznym, które muszą zapaść tu, w Polsce, za sprawą polskiego rządu. To, że General Motors kupił Daewoo w Korei, nastąpiło nie tylko w wyniku negocjacji obu firm. Stało się tak również dlatego, że rząd koreański oraz wierzyciele Daewoo zaoferowali szereg zachęt koncernowi General Motors. Mam nadzieję, że nowy polski rząd znajdzie rozwiązania, które zachęcą przyszłego partnera dla Daewoo-FSO – bo jeśli nie zostaną stworzone odpowiednie warunki, to prawdopodobnie żaden inwestor nie zainteresuje się kupnem żerańskiej firmy. Ten zakład chyba zasługuje na pomoc. Potrzebna jest tu zgodna współpraca trzech stron: Daewoo-FSO, banków działających w Polsce oraz polskiego rządu.
– Jest już nowy rząd. Jakie ma pan oczekiwania pod jego adresem?
– Mam szczerą nadzieję, że nowy rząd będzie bardziej elastyczny w negocjacjach niż jego poprzednicy. Chodzi przecież o uratowanie owoców wspólnej pracy. Koncern Daewoo zainwestował w Polsce naprawdę duże pieniądze. Koreańczycy i Polacy razem ciężko pracowali, by firma rozwijała się i odnosiła sukcesy. Ale w tej chwili nasza przyszłość w dużej mierze zależy od negocjacji między potencjalnym inwestorem a rządem polskim. Liczę na to, że nowy polski rząd zrozumie nasze położenie i uwzględni sytuację panującą na rynku samochodowym w Polsce. Byłoby niezmiernie ważne dla przyszłości Daewoo-FSO, gdyby nowy inwestor mógł liczyć na stworzenie odpowiednich warunków. To, jakie konkretnie będą miały one charakter, zostanie ustalone w rozmowach między polskim rządem, a potencjalnym nabywcą naszych zakładów. Wiadomo przecież, że ten, kto inwestuje, liczy na zysk. Nie chodzi zresztą tylko o Daewoo-FSO, ale o warunki funkcjonowania całej branży motoryzacyjnej w Polsce. W tej chwili wielu wytwórców części i komponentów woli lokować swoją produkcję np. w Czechach niż w Polsce. Byłoby więc dobrze, gdyby rząd dokonał analizy porównawczej i ocenił, jakie warunki dla funkcjonowania przemysłu motoryzacyjnego istnieją w Polsce, a jakie w innych państwach europejskich. Być może inne kraje stosują skuteczniejszy system zachęt.
– Jak pan ocenia skuteczność barier mających chronić polski rynek przed napływem używanych samochodów zagranicznych?
– Import aut używanych jest poważnym problemem i dla nas, i dla innych polskich producentów. To przyczyniło się do pogorszenia naszej sytuacji. Rozumiem, że Polska chce wejść do Unii Europejskiej i nie może ograniczać importu samochodów z państw Unii. Ale, z drugiej strony, rząd polski powinien wziąć pod uwagę, że producentom potrzebny jest jakiś rodzaj ochrony, tak jak się to dzieje w innych państwach. Konieczna jest tu poważna analiza sytuacji na polskim rynku motoryzacyjnym. Nie powinno być tak, że Polska stanie się tylko rynkiem zbytu dla światowych koncernów motoryzacyjnych. W Polsce należy produkować samochody i eksportować je do Europy Wschodniej i Zachodniej. Dlatego więc krajowe fabryki samochodów potrzebują warunków zapewniających im konkurencyjność.
– Na pewno rząd będzie chronił rynek pracy, by doprowadzić do zmniejszenia bezrobocia. Jak nowe kierownictwo Daewoo-FSO podchodzi do problemu zatrudnienia? Pracownicy obawiają się kolejnych zwolnień…
– Kwestia zatrudnienia jest dla nas kluczowa. Jesteśmy w trudnej sytuacji i nie ulega wątpliwości, że do tego, by zakłady mogły przetrwać, konieczna jest obniżka kosztów – także i kosztów zatrudnienia. Musimy też starać się o to, by wzrosła sprzedaż. Jeśli upadniemy, pracę stracimy wszyscy. Proszę więc całą załogę – to moje przesłanie – nie poddawajmy się, wspólnie walczmy o to, by przetrwać! Jedziemy, jak to się mówi w Polsce, na jednym wózku – i wierzę, że wszyscy w zakładach mają tego świadomość. Daewoo-FSO jest przecież naszą wspólną sprawą. Liczę na to, że po zawarciu porozumienia z polskimi bankami nasza sytuacja stanie się nieco łatwiejsza. Walczymy o zmniejszenie wydatków wszędzie, gdzie jest to możliwe, w każdym pionie prowadzimy długotrwałe dyskusje na ten temat. Ale nasze problemy nie zostaną rozwiązane przez to, że część pracowników na Żeraniu może być zwolniona. Redukcje zatrudnienia to nie lekarstwo. Żeby firma mogła funkcjonować prawidłowo, musimy utrzymać produkcję na poziomie co najmniej stu tysięcy samochodów rocznie. Nie zatrudniamy zbyt wysokiej liczby ludzi jak na taki wynik. Znalezienie inwestora strategicznego jest jedynym sposobem na przetrwanie fabryki. Dziś w przemyśle samochodowym panuje ogromna konkurencja. Państwo, które zapewni dobre warunki dla producentów, wygra na tym, bo stworzy u siebie miejsca pracy.
– Na Żeraniu są silne związki zawodowe. Jak pan ocenia ich gotowość do poświęceń w imię przyszłości zakładów?
– Oczywiście, bez zgody i wsparcia ze strony związków zawodowych nie powiodą się żadne kroki zmierzające do uratowania fabryki, musimy w tej kwestii pracować razem. I pracujemy – kierownictwo firmy, związki, cała załoga. Jesteśmy jednością, bo łączy nas jeden i ten sam cel – przetrwanie zakładu. Nie ma innej drogi niż wspólne działanie.
– Nie brak obaw, że w wyniku trudności przeżywanych przez Daewoo-FSO, zmotoryzowani mogą mieć problemy z kupnem części zamiennych i z odpowiednim poziomem obsługi serwisowej. To nie zachęca do nabycia samochodów Daewoo.
– To bardzo istotna dla nas kwestia i rzeczywiście z tego powodu straciliśmy część udziału w rynku. Klienci obawiali się, że mogą wystąpić kłopoty z kontynuacją dostaw części i zapewnieniem obsługi serwisowej na najwyższym poziomie. Dziś jednak sytuacja jest jasna – General Motors zachowuje markę Daewoo, na pewno nie zniknie ona z rynku. Amerykański inwestor nie zamierza zrezygnować z produkcji części zamiennych oraz obsługi serwisowej samochodów Daewoo. Sprzedaż części zamiennych na całym świecie jest działalnością dochodową, więc nie ma i nie będzie żadnych problemów z dostępnością wszelkich podzespołów – także i tych sprowadzanych z Korei – na polskim rynku. Mogę też zapewnić, że wszystkie zobowiązania gwarancyjne zostaną dotrzymane. Nie istnieją powody do obaw, bo nie ma i nie będzie żadnych zagrożeń. Myślę, że firma Daewoo-FSO już przekonała polskich klientów do niezawodności swych aut.

 

Wydanie: 43/2001

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy