W narodowej celi

W narodowej celi

Warszawa 02,03,2016 r. Janusz Czapinski - psycholog spoleczny. fot.Krzysztof Zuczkowski

Patriotyzm budowany wokół „żołnierzy wyklętych” opiera się na przekonaniu, że w Polsce za wiele mieli i mają do powiedzenia obcy Prof. Janusz Czapiński – psycholog społeczny, kierownik badania „Diagnoza społeczna” – Panie profesorze, kiedy po raz pierwszy usłyszał pan o „żołnierzach wyklętych”? – Od bardzo dawna wiedziałem o formacjach byłych akowców i ludzi z nowego naboru, którzy po zakończeniu wojny nie pogodzili się z podziałem jałtańskim, dominacją radziecką w Polsce i walczyli z bronią w ręku. Ale nazwa „żołnierze wyklęci” zaistniała w mojej świadomości dopiero wtedy, gdy prezydent Bronisław Komorowski zaczął oddawać im cześć. – To jednak prezydent Lech Kaczyński wprowadził do obiegu publicznego pojęcie „żołnierzy wyklętych”, on skierował do Sejmu projekt ustawy o 1 marca jako święcie państwowym. – Wiem, ale dopiero w okresie prezydentury Bronisława Komorowskiego upowszechniło się składanie hołdu „żołnierzom wyklętym”. Chwała martwym bohaterom – Bronisław Komorowski patronował także ekshumacji ofiar powojennych represji. Mimo to obecna władza twierdzi, że dopiero ona przywraca pamięć o „żołnierzach wyklętych”, były prezydent nie został zaproszony na uroczystości państwowe 1 marca. – Honorowo to jednak przełknął. – Sejm w budżecie na 2016 r. przeznaczył dodatkowe środki na poszukiwania ciał i ekshumacje. Najlepszy bohater to martwy bohater. – Takiemu bohaterowi nie sposób zarzucić współpracy z tajnymi służbami, on jest od początku do końca czysty moralnie. – Synonimem „żołnierza wyklętego” jest żołnierz niezłomny. Jednak to mit stworzony na potrzeby bieżącej polityki – ok. 90% uczestników podziemia zbrojnego skorzystało z amnestii w 1947 r., ujawniając swoje stopnie, pseudonimy, oddziały oraz personalia dowódców. – To zrozumiałe, że się ujawnili, bo jak długo można było walczyć z rosnącym w siłę przeciwnikiem, który z coraz większą bezwzględnością miażdżył te formacje? – Powstaniec warszawski od 1 sierpnia 1944 r. wiedział, że jest powstańcem. Uczestnicy powojennego podziemia zbrojnego, a wraz z nimi wszyscy Polacy, o „żołnierzach wyklętych” usłyszeli dopiero kilka lat temu. Mimo to Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych zyskał ogólnopolskie uznanie znacznie szybciej niż Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego. – Powstanie warszawskie istniało głównie w świadomości mieszkańców stolicy, a „żołnierze wyklęci” działali przynajmniej na połowie obszaru obecnej Polski. – Huczne obchody odbywają się nawet w Szczecinie, który został włączony do Polski w wyniku rozmów w Poczdamie dzięki Stalinowi. – Mnie to nie dziwi. Tam też działały jakieś oddziały zbrojne, poza tym część przodków dzisiejszej młodzieży, zanim osiedliła się na Pomorzu Zachodnim, uczestniczyła w podziemiu antykomunistycznym na terenach, które przed wojną należały do Polski. Pamięć o powojennym podziemiu przetrwała w wielu rodzinach w całej Polsce, stąd tak szybkie przyswojenie pojęcia „żołnierze wyklęci”. Była to także reakcja na okres PRL, kiedy nie można było wspominać ich dobrze. Zohydzić III RP Ta pamięć mogła wrócić w latach 90. Tymczasem towarzyszyła dopiero rządom Prawa i Sprawiedliwości w latach 2005-2007 i nasila się obecnie. Prezydent Komorowski, choć spopularyzował święto, powtarzał, że Polska zawdzięcza wolność przemianom w 1989 r., podczas gdy prezydent Duda mówi, że Polska powinna być budowana na fundamencie „prawdy o żołnierzach wyklętych”. – Jarosław Kaczyński rzeczywiście miał okazję już na początku lat 90., w okresie rządu Jana Olszewskiego, wprowadzić do obiegu opowieść o patriotach, którzy po wojnie nie złożyli broni. Wtedy tego nie zrobił, upowszechnia ją – z pełną świadomością i premedytacją – od niedawna, a ściślej odkąd różne fragmenty puzzli zaczęły mu się układać w spójną całość. Oparł swoją konstrukcję na zohydzaniu III RP i jej fundatorów, w tym trzech najważniejszych: Lecha Wałęsy, Czesława Kiszczaka i Wojciecha Jaruzelskiego. Prezes PiS przypomina chirurga, który mówi: te komórki rakowe trzeba wyciąć, nawet jeśli pacjent nie przeżyje. Chyba nie powinien przeżyć, skoro powraca IV RP. – Ale i w tym ciężko chorym organizmie III RP znalazły się zdrowe z punktu widzenia PiS tkanki – wielka grupa Polaków myślących o Polsce w kategoriach bezwzględnej suwerenności, niepodlegania absolutnie nikomu. Dopuszczają oni uwikłanie gospodarcze w sieć międzynarodowych zależności, ale wypraszają sobie, by ktokolwiek wtrącał się do Polski w wymiarze politycznym. Nie akceptują żadnych uwag płynących z Unii Europejskiej ani opinii

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 10/2016, 2016

Kategorie: Wywiady