KTO PYTA…

KTO PYTA…

Referendum w sprawie służby zdrowia, czyli…

Pan Prezydent zbyt rychło uwierzył, że kto pyta, nie błądzi. Postanowił sprokurować referendum w sprawie służby zdrowia z takim oto pytaniem: (X) „Czy wyraża Pani/Pan zgodę na komercjalizację placówek służby zdrowia, która umożliwi prywatyzację szpitali?”. Referendum polega na tym, że jakąś sprawę poddaje się osądowi obywateli. Wymaga to postawienia tzw. pytania rozstrzygnięcia, tj. takiego, na które odpowiada się „tak” lub „nie”. O ile pytanie jest sformułowane jednoznacznie, bilans odpowiedzi daje obraz postawy społeczeństwa wobec zagadnienia, które przedstawiono do osądu. Zobaczmy zatem, czy prezydenckie pytanie jest należycie ułożone.
Załóżmy, że respondent odpowiada „tak” na pytanie (X). Można zatem przypuszczać, że jest za taką komercjalizacją placówek służby zdrowia, która umożliwi ich prywatyzację. Jest więc w gruncie rzeczy nie tyle za komercjalizacją, ile za prywatyzacją. Co jednak ma zrobić osoba, która jest za komercjalizacją, ale bez prywatyzacji lub też za taką komercjalizacją, która może, ale nie musi prowadzić do prywatyzacji? Jeśli odpowie pozytywnie, nie do końca wyraża swoje stanowisko, a jeśli negatywnie, to nie jest jasne, czy wyklucza komercjalizację czy też prywatyzację. Tak więc ani odpowiedź „tak”, ani odpowiedź „nie” nie wyrażają jednoznacznego poglądu w sprawie komercjalizacji służby zdrowia. I nie dlatego, że respondenci nie mają zdania na ten temat, ale z powodu niejednoznacznego sformułowania pytania.
Nie jest tajemnicą, że Lech Kaczyński jest przeciwny komercjalizacji placówek służby zdrowia. Tłumaczy to tym, że komercjalizacja pogorszy ochronę zdrowia, zwłaszcza biedniejszych warstw społecznych. Gdyby L. Kaczyński był wierny swym dawniejszym oświadczeniom z dysertacji doktorskiej, winien stwierdzić, że broni interesów ludu pracującego miast i wsi. W samej rzeczy, wychwalał wtedy klasyków marksizmu za ich obronę świata pracy. Nasuwa się przy tym spostrzeżenie, że zależy mu na tym w równym stopniu, co komunistom radzieckim, dla których retoryka proletariacka była li tylko narzędziem walki o władzę. Celem referendum jest przekonanie potencjalnych wyborców, iż PiS stoi na straży ich interesów. A pytanie (X) jest tak sformułowane, aby rząd poniósł porażkę w głosowaniu. Manewr polega na tym, że suma odpowiedzi negatywnych, tj. głosów przeciwko komercjalizacji i prywatyzacji, przeważy opinię tych, którzy są za komercjalizacją.
Być może przeceniam pana prezydenta. Może, wsparty alogicznymi czy antylogicznymi umysłami Z. Krasnodębskiego, R. Legutki i A. Zybertowicza, skądinąd moich kolegów po filozoficznym fachu, wyprodukował pytanie przeczące zasadzie: kto pyta, nie błądzi. Tak czy inaczej, jeszcze raz powtarzam: „Wszystko, byle nie PiS”, a zakończenie prezydenckiej kariery L. Kaczyńskiego najpóźniej za dwa lata jest ważnym krokiem do tego. Aby nie być posądzonym o skrajną niechęć do pana prezydenta, dodam, że politycy PO też niezbyt gramotnie wypowiadali się w sprawie referendum, np. że pytanie prezydenckie jest fałszywe (pytania są trafne lub nie, a nie fałszywe lub prawdziwe) lub też że (X) winno być zastąpione przez: „Czy jesteś za komercjalizacją, która poprawi pracę służby zdrowia?”. A co wtedy, gdy ktoś nie chce poprawy w tej dziedzinie?


Autor jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego

Wydanie: 45/2008

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy