Którzy ministrowie są do wymiany?

Którzy ministrowie są do wymiany?

Dr Anna Pacześniak,
Instytut Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego
Jestem pewna, że suflerów, szepczących do ucha premierowi Tuskowi, kogo powinien się pozbyć z nowego rządu, kogo usunąć w cień, kogo dopieścić, a kogo ukarać, nie brakuje. Niektóre nazwiska wydają się przesądzone. Ministrem na wylocie został okrzyknięty Cezary Grabarczyk, którego opozycja próbowała odwoływać trzykrotnie. Bezskutecznie, ale teraz pewnie premier skorzysta z okazji, aby niewdzięczny resort infrastruktury, który może zostać przemianowany na resort transportu, powierzyć komuś innemu. Jeszcze przed wyborami dotychczasowy minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski mówił, że gdyby dostał taką propozycję, musiałby się długo i głęboko zastanowić. Pewnie nie on jeden, ponieważ trudno będzie tu zbić polityczny kapitał. Czarne chmury zbierają się nad głową min. Jolanty Fedak, która po raz kolejny słabym wynikiem wyborczym potwierdziła, że należy do osób niewybieralnych, niepotrafiących przekonać do siebie wyborców. Wakat na stanowisku ministra pracy i polityki społecznej mógłby przypaść komuś, kto przez opinię publiczną postrzegany jest jako osoba wrażliwa społecznie. Michał Boni? A może świeże nabytki Platformy – Bartosz Arłukowicz lub Joanna Kluzik-Rostkowska? Czy to jednak nie za wysoka nagroda za zmianę partyjnej przynależności? Może wystarczyłoby, aby komuś z tej dwójki powierzyć stanowisko pełnomocnika rządu ds. równego traktowania? Bo chyba to, że Elżbietę Radziszewską powinno się przenieść na inny odcinek prac, jest jasne. Tym sposobem trzeba by znaleźć nowe ministerstwo dla ludowców. Dlaczego nie wykorzystać do tego jednej z niewielu zapowiadanych w kampanii wyborczej zmian, czyli resortu cyfryzacji? Waldemar Pawlak chyba nie byłby zachwycony, ale jak się nie jest jedynym potencjalnym partnerem koalicyjnym, to grymasi się chyba mniej.
Prof. Janusz A. Majcherek,
publicysta „Tygodnika Powszechnego”
Na pierwszym miejscu trzeba wymienić min. Grabarczyka, nie dlatego, że źle się go ocenia, ale z uwagi na jego wizerunek, ocenę wyborców. Wydaje mi się, że pani Hall popełniła zbyt wiele błędów i osiągnęła słaby wynik wyborczy. Natomiast marny wynik min. Rostowskiego nie musi być jednoznacznie interpretowany, bo fakt, że skąpi na wydatki, jest zawsze ryzykowny i będzie negatywnie oceniany. Choć Janusz Palikot twierdzi, że Jerzy Hausner byłby lepszym ministrem, to w tym wypadku decydują też względy polityczne. Ministra skarbu oceniam nie najgorzej, ale on sam zamierza ustąpić, minister spraw wewnętrznych jest zaś nie do ruszenia. Min. Kopacz nie jest ani tak dobra, jak twierdzi koalicja, ani tak zła, jak uważa opozycja. Kłopot jest z ministrami PSL, bo ich niska ocena odnosi się nie tyle do ich kompetencji i wyniku wyborczego, ile do całej formacji, która reprezentuje egoistyczne interesy chłopskie ze szkodą dla kraju.

Dr Marek Skała,
Instytut Szkoleń Megalit, PR, wizerunek polityczny
Kogo odwołać, a kogo zostawić – to frapujące pytanie. Tylko czy powinniśmy premierowi, który wygrał wybory z podwójną przewagą nad rywalem, meblować gabinet? Doradzić jednak można, żeby, po pierwsze, uszanował wynik wyborów i podziękował tym, którzy, zdaniem wyborców, się nie nadają. W przeciwnym razie będą ciągnęli notowania rządu i optymizm Polaków w dół. Po drugie, podobnie jak Palikot, premier może zrobić swoiste ślubowanie, zgodnie z deklaracją z wieczoru wyborczego, o jeszcze cięższej i szybszej pracy w tej kadencji. Cztery lata pracy to wielki wysiłek, nie każdy zechce go podjąć ponownie. Kto jest nadal gotów przez kolejne cztery lata naprawdę ciężko pracować, zostaje, a kto się wypalił, odchodzi. I po trzecie, premier może metodą buforową Lecha Wałęsy zostawić ministra jeszcze na rok, do czasu przeprowadzenia koniecznych i trudnych reform, a potem mu podziękować. Nowemu ministrowi będzie potem łatwiej, reformatorowi po roku oddadzą honor za trudne decyzje. Zostawmy to jednak premierowi – on i jego PO zgubili przez trudne cztery lata tylko cztery punkty procentowe. Wynik wyborczy wyraźnie wskazuje, że Donald Tusk dał radę. To wskazówka, by samozwańczo premierowi gabinetu ministrów nie urządzać. Potrafi to zrobić sam.

Dr Piotr Weryński,
politolog, społeczeństwo obywatelskie,
Politechnika Śląska.
Premier Tusk powinien przede wszystkim wymienić minister edukacji. Jej działania, związane z objęciem sześciolatków edukacją szkolną, okazały się totalną organizacyjną porażką. Widoczny jest również brak sprawności działania ministra infrastruktury (głównie w dziedzinie transportu kolejowego, ale i autostrad). Jednak złożoność i skala niezbędnych do wykonania prac tego resortu jest tak wielka, że jego następca ma minimalne szanse przełamania w ciągu kolejnych czterech lat odwiecznego kręgu niemożności w kwestii budowy polskiej infrastruktury. My, Polacy, mamy genetyczny niedorozwój umiejętności działań wspólnotowych i deficyt pomostowego kapitału społecznego, które są niezbędne przy tak złożonych strukturalnie i wielosektorowych działaniach, jak budowa sieci autostrad i dróg szybkiego ruchu. Pozostaje metoda małych kroków i dużo cierpliwości.

Wydanie: 42/2011

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy