Kumulacja gniewu

Kumulacja gniewu

PiS leżakowało wiele miesięcy i nie naraziło się wyborcom, a Platforma zderzyła się z atakiem różnych środowisk, które poczuły się skrzywdzone dokonanymi przez nią reformami prof. Janusz Czapiński – psycholog społeczny, badacz jakości i warunków życia Polaków po transformacji ustrojowej, kierownik badania Diagnoza Społeczna. W czasie naszej poprzedniej rozmowy – w lipcu 2013 r. – przekonywał pan, że sytuacja polityczna w Polsce jest znacznie gorsza niż w 2005 r., i prognozował zwycięstwo PiS w tym roku. Tamten wywiad nosił tytuł „Widmo orbanizmu”. Rozumiem zatem, że to, co się dzieje obecnie, nie jest dla pana zaskoczeniem. – Wtedy po raz pierwszy stwierdziłem przewagę sondażową Prawa i Sprawiedliwości nad Platformą Obywatelską. Potem wyniki były już tylko coraz gorsze dla PO, choć podstawowy powód niezadowolenia Polaków z rządu w 2013 r. – spadek dochodów realnych związany z następstwami kryzysu – zniknął. Dziś dochody są wyższe, obywatele zyskali dzięki podwyżkom wynagrodzeń, deflacji i obniżce cen na surowce energetyczne. To wszystko musiało się przełożyć na wzrost materialnej jakości życia. A jednak pozostał w nich osad goryczy i niezadowolenia wzmocniony przez zaczernienie wizerunku PO – mam na myśli aferę taśmową. Dlatego, mimo poprawy sytuacji, wielu dawnych wyborców nie wróciło do Platformy. Im więcej reform, tym gorzej Z Diagnozy Społecznej w 2013 r. wynikało, że ogromna większość Polaków jest zadowolona ze swojego życia, a jednocześnie źle ocenia sytuację kraju. Czy te nożyce jeszcze bardziej się rozwarły – choć ludziom żyje się lepiej, sądzą, że Polska się wali? – Myślę, że obywatele oceniają sytuację w kraju równie źle jak w 2013 r., natomiast wzmocniło się przekonanie, że decyzje władzy jedynie w niewielkim stopniu przekładają się na ich osobistą jakość życia. Polacy od 25 lat ćwiczą strategie i techniki zaradcze, które pozwalają im wyodrębnić ten własny ogródek z całego obszaru kraju i powiedzieć: za ogrodzeniem wszystko zarasta chwastami, ale u mnie kwitną piękne kwiaty. Wyborcy nie wiążą swojego sukcesu z działaniem rządu, ale odpowiedzialnością za problemy chętnie obciążają władzę. – Dlatego im więcej zmian wprowadzi rząd, tym gorzej dla niego. W 1997 r. – po czterech latach rządów, w czasie których nie dokonano w zasadzie żadnych istotnych reform – Sojusz Lewicy Demokratycznej uzyskał znacznie większe poparcie niż w poprzednich wyborach. Przegrał tylko dlatego, że ponad miarę urosła AWS. Donald Tusk znał ten przykład i zamierzał pójść podobną drogą. Myśli pan o polityce ciepłej wody w kranie? – Tak, bo nie decydując się na zmiany, można liczyć, że niewdzięczność wyborców nie wzrośnie. Wzrasta ona, gdy rząd wprowadza reformy – nawet korzystne dla większości. Zawsze przecież znajdą się tacy, którzy na nich tracą. A oni zazwyczaj są bardzo zmotywowani, by wyrzucić za burtę odpowiedzialnych za to polityków. Ci, którzy na reformach korzystają, nie czują się zobowiązani do przeciwstawienia się protestującym i poparcia władzy. Z tego doświadczenia partie rządzące wyciągnęły wnioski, że wszelkie reformy należy wprowadzać na początku kadencji, a potem trzeba siedzieć cicho i czekać, aż emocje sprzyjające rozpaleniu radykalizmu opadną. To nie zawsze się udaje. Sztandarowym hasłem Andrzeja Dudy w wyścigu o Pałac Prezydencki była obietnica powrotu do dawnego wieku emerytalnego, który Platforma podwyższyła w pierwszym roku drugiej kadencji. – Podwyższenie wieku emerytalnego bardzo Polaków zabolało. To dla większości zmiana nie o charakterze ekonomicznym, lecz dotycząca stylu życia. Obywatele tęsknią za czasem, gdy już nie będą musieli pracować. Stąd ten bum na emerytury pomostowe, częściowe itd. Wraz z podwyższeniem wieku emerytalnego wzięły w łeb plany milionów osób: zajmę się wnukami, ogródkiem. Pamiętajmy, że choć wskaźnik zatrudnienia w Polsce jest jednym z najniższych w Unii Europejskiej, to ci, którzy pracują, należą do najciężej tyrających w Unii. Wielu liberalnych zwolenników PO do dziś wypomina jej reformę OFE. – Uznali, że rząd ukradł i znacjonalizował ich pieniądze. To była ogromna skaza na wizerunku Platformy. Polak w konserwie PO naraziła się także części rodziców sześciolatków, którzy nie chcieli posłać dzieci do szkoły. „Zmieliła” miliony podpisów osób domagających się rozpisania referendum w sprawie wieku emerytalnego i sześciolatków. – To był wyraźny sygnał z jej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2015, 27/2015

Kategorie: Wywiady