Kwaśny tort

Kwaśny tort

ZAKAZANE MYŚLI KOBIET

Mężczyźni żałują, że po 1989 r. w ogóle dopuścili kobiety do polityki. Ale stało się – w ramach źle pojętej demokracji. Teraz parlamentarzyści jakoś tolerują koleżanki, które schroniły się w Parlamentarnej Grupie Kobiet (razem raźniej), ale zarzekają się, że nie dopuszczą do żadnej ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn. Poza tym żartują sobie, że założą Parlamentarną Grupę Mężczyzn. Jednak najdowcipniejszy jest Ryszard Bugaj, który zaproszony na spotkanie kobiet ze świata polityki potoczył wzrokiem po sali i stwierdził, że w kwestii kobiecej nie ma nic do powiedzenia, bo jest w tej sprawie praktykiem, nie teoretykiem. Nikt mu nie uwierzył.
Ustawa o równym statusie kobiet i mężczyzn, gwarantująca między innymi paniom stałą liczbę miejsc w parlamencie, nie zyskała aprobaty Unii Wolności. W wewnętrznym głosowaniu przepadła jednym głosem. Również koalicja SLD-PSL uznała, że panie trzeba całować w rękę i przepuszczać w drzwiach, ale niekoniecznie w drzwiach do parlamentu. Teraz, oczywiście, lewica zapowiada, że jak dojdzie do głosu, to trochę wolności kobietom przywróci i jak już żaden polityk SLD nie będzie chciał stanowiska, to się je odda kobiecie. Oczywiście, jeśli go nie zażąda koalicjant. I dlatego kobiety widzę na listach SLD. W ogonie.
Wątpliwym pocieszeniem dla Polek jest fakt, że za bliską granicą jest jeszcze gorzej. Z winy kobiet. Na Węgrzech organizacje kobiece są karłowate i skłócone, w wyborach kobiety nie popierają się nawzajem, a większość Węgrów uważa, że w ogóle w rządzeniu nie są nikomu potrzebne. W mediach są obśmiewane. Na Ukrainie jedynym wzorcem kobiety-polityka jest wicepremier, wykształcona i bogata dama. Ale zachwyca ona Ukrainki jak Cristal z “Dynastii”. Wiedzą, że nie pójdą tą drogą. Z dwóch partii kobiecych, które startowały do parlamentu, żadna kandydatka się tam nie dostała. Uznano, że to egzotyka. Niewiele lepiej jest w Niemczech. Choć kobiety miały tam najwięcej doświadczenia, to nie potrafiły przełożyć go na sukces wyborczy. Teraz walczą o zrównanie męskich i żeńskich płac, o to, żeby nie były pierwszymi ofiarami bezrobocia. A feministki twierdzą, że nie chcą kawałka z męskiego tortu. Chcą upiec nowy. Ładnie powiedziane. Nic więcej.
W Polsce lobby kobiece od lat nie upiekło ani nowego tortu, ani nawet ciasteczka. Kobiety publikują raporty o tym, jak ich prawa są łamane. Czytają je dziennikarki i inne kobiety. Obieg zamknięty. Tylko świat zachwyca się naszymi paniami. Ostatnio do panteonu sławnych kobiet przyjęto Hannę Suchocką. Premier, minister sprawiedliwości. Co za sukces w Europie Środkowo-Wschodniej. Tak to wygląda z dużej odległości. Bo w Polsce wiadomo, że Hanna Suchocka wróciła tam, gdzie była. Na kobiecy margines. Jest tam coraz ciaśniej.

Wydanie: 45/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy