Łapiński wygrał z koncernami

Łapiński wygrał z koncernami

Na porozumieniu min. Łapińskiego z farmaceutycznymi koncernami zyskali chorzy

Opłacalność, oszczędzanie, liczenie kosztów – te słowa uważano za nieprzyzwoite w kontekście ratowania życia. Dziś uczymy się powoli, że wybór tańszego leku to nie eutanazja. I że nie jest wstydem wspieranie krajowej produkcji. Większość krajów o tym wie.
Jeszcze kilka tygodni temu niewielu wierzyło, że swoista wojna z zachodnimi koncernami może się powieść. Później, gdy rozpoczęto weryfikację listy leków refundowanych, wiele było głosów przestraszonych pacjentów. Dziś wiadomo, że leki mogą stanieć, a pacjent nie powinien ucierpieć na państwowym oszczędzaniu. Nie zostaną też zamknięte apteki z darmowymi lekami z darów.
Inicjatywa była obustronna. Minister przyznaje, że od obniżenia ceny uzależniano umieszczenie firmy na liście refundacyjnej. Sprawa została postawiona jasno.
– Tylko dwie firmy nie zgodziły się na obniżenie cen leków, z pozostałych, jedynie co do cen pięciu preparatów nie doszliśmy do zgody. Leki tych dwóch firm po prostu nie znalazły się na liście – mówi wiceminister Aleksander Nauman. Pozostałe firmy obniżyły ceny od 2% do 70%. Symboliczne jest to, że jedna z nich, z własnej woli zaproponowała obniżkę o 71%. Średnia obniżka cen leków refundowanych to 20%. Przykłady – 30% będą tańsze plastry przeciwbólowe, o 40% preparaty stosowane przy raku prostaty. – Listy będą nowelizowane co trzy miesiące, liczymy, że będą możliwe i inne obniżki – dodaje Renata Furman, rzecznik ministra zdrowia.
W sumie aż 90% leków – produkcji krajowej i zagranicznej – ma niższe ceny.
Pytano, dlaczego na liście znalazł się lek na astmę producenta zachodniego? – Bo firma grupy Glaxo inwestuje w Polsce, a więc zasługuje, by lek był na liście – odpowiada minister zdrowia. – Poza tym będziemy wspierać krajowych producentów. Przecież zapewniają miejsca pracy.
Cel przedstawiany w Ministerstwie Zdrowia – system ma być przyjazny, taki, żeby chory znał i zrozumiał cenę. Dziś Polska ma jeden z najbardziej skomplikowanych systemów refundacji. 50%, 30%, ryczałt, limity, leki uzupełniające i podstawowe, te, które stosowane są w chorobach przewlekłych – wszystko to powoduje, że pacjenci są zdezorientowani i dopiero w aptece dowiadują się, ile zapłacą za lek.

Liczenie recept

W kilku sprawach resort wysłuchał głosu społecznego, także stowarzyszeń chorych. Ale na ciosy minister odpowiada dziś ostro. Andrzej Bauman, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, twierdzi z dumą, „myśmy na ministrze zdrowia ten ryczałt wymusili (…) ale nie powinien z nas robić zakładników”. Wraca w ten sposób do dyskusji o odpłatności za paski do mierzenia poziomu cukru we krwi. Na to minister odpowiada, że Andrzej Bauman ma hurtownię tychże pasków, a poza tym wystąpił do resortu z propozycją odznaczenia przedstawicieli koncernów farmaceutycznych. Hurtownicy chcą iść do sądu? – Proszę bardzo, niech idą – odpowiada minister na konferencji prasowej.
Następny temat: – Musimy analizować, na jakie leki lekarze wypisują recepty – mówi minister. W tej sprawie potrzebne są zmiany w dwóch ustawach – resort zapowiada, że nastąpią one szybko. W ministerstwie ruszy specjalny system monitorowania, sprawdzania, jakie leki i kto zapisuje. Poza tym ukrócone zostaną rozliczne nadużycia w wypisywaniu recept. W tej sprawie wykorzystany zostanie (na razie bezużyteczny) serwer za 2,6 mln zł zakupiony jeszcze przez wiceminister Annę Knysok. Nie przewiduje się za to wprowadzenia receptariuszy.
Już dwa lata temu próbowała je wprowadzić Zachodniopomorska Kasa Chorych. Każdy lekarz otrzymał 18 dodatkowych zł na każdego pacjenta. Warunek – będzie zapisywał leki ze specjalnej listy, na której są tylko tańsze preparaty.
Pomysł rzeczywiście nie jest najlepszy. Ale ciekawe jest przypomnienie, jak wtedy rozkładały się opinie. Ostry atak wystosowali producenci zachodni (bezprawie i eutanazja, to były najostrzejsze zarzuty), sprawy bronili producenci krajowi, którzy mieli nadzieję znaleźć się na liście. Inną wersję oszczędzania wymyślono w Opolskiem. Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej na piśmie zobowiązali się do wypisywania tańszych odpowiedników.
Receptariusz był pierwszą próbą wprowadzenia polityki lekowej. Głośno zaczęto mówić o potężnych koncernach farmaceutycznych, które narzucają wysokie ceny leków, gdy tymczasem polskie odpowiedniki są znacznie tańsze. To wtedy po raz pierwszy dwa koncerny farmaceutyczne pisnęły, że może obniżą ceny.
Jednak pomysł z receptariuszami okazał się tylko lokalnym wydarzeniem i firmy zapomniały o obniżaniu cen. Aż na dwa lata, bo minister Opala nie był tym tematem zainteresowany. A przecież receptariusze przyniosły konkretne oszczędności – Zachodniopomorska Kasa wydała o 8,5 mln mniej. Natomiast oszczędności pacjentów (w ciągu jednego roku) oceniono na 7,5 mln zł.

Korupcja to nie anegdota

W USA nadciśnienie leczy się lekami starszej generacji, tańszymi niż w Polsce.
Bo lista refundacyjna to jedno, a praktyka lekarska to drugie. Chodzi o to, by lekarze starali się zapisywać leki polskie, tańsze, by próbowali leczyć także preparatami starszej generacji. Można liczyć na to, że poszczególni lekarze podporządkują się tym sugestiom. Na poparcie samorządu lekarskiego minister nie ma co liczyć. Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, określa oszczędnościowe działania resortu jako nieludzkie.
Już przez minione lata walka o wpisanie leku na listę leków refundowanych toczyła się dziwnymi falami. Wzbierała a potem zamierała. Jak będzie teraz? Wojna o refundację spowodowała, że otwarcie, nie tylko w anegdotach, mówi się o przekupywaniu lekarzy.
Korumpowanie lekarzy nie jest polską specjalnością. Prokuratura Bawarii bada sprawę czterech tysięcy przypadków przepisywania pacjentom lekarstw konkretnych firm farmaceutycznych w zamian za opłacanie przez te koncerny wycieczek dla lekarzy. Pod pozorem seminarium lekarzom oferowano wyjazdy wypoczynkowe. W kilka dni później problem rozszerzył się na Hesję.
W Polsce pokazuje się jednostkowe przypadki i to raczej w formie anegdot. Na razie.

 

Wydanie: 13/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy