Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jak realizowana jest idea ministra Cimoszewicza, by polska służba zagraniczna w większym stopniu niż dotychczas poświęcała się promocji gospodarczej naszego kraju? Na to pytanie są dwie odpowiedzi. Pierwsza, oficjalna, głosi, że są na tej drodze „wymierne osiągnięcia”. Druga, korytarzowa, to dwa słowa – nihil novi.
Właśnie będzie jechał do Chin, na stanowisko zastępcy ambasadora, Sylwester Szafarz, człowiek, który w historii PRL-u i III RP zdołał zaliczyć chyba niemal wszystkie instytucje. Ostatnio, w III RP, za premiera Oleksego pracował w BRH w Paryżu. Teraz namierzył Pekin.
Zamysł tego wyjazdu jest zresztą taki, że wpierw popracować ma przez kilkanaście miesięcy w ambasadzie w Pekinie, a później pojedzie objąć stanowisko konsula generalnego w Szanghaju. Co za głowa to wymyśliła?
Ha! Jeżeli ktoś chciałby znaleźć złośliwą alegorię obecnych czasów, to Szafarz jest jak znalazł – szczera, uśmiechnięta twarz, figura wysportowanego sześćdziesięciolatka, ostrzyżony na jeża, no i nieskomplikowane podejście do życia – wyjedzie wszędzie, gdzie warto. Bo na wszystkim jednakowo się zna.
Natomiast odmiennie prezentuje się inna nominacja – wyjazd Eugeniusza Skotarka do Rzymu na stanowisko, które zajmuje Janusz Ostrowski.
Zacznijmy od Ostrowskiego: wyjazdu do Rzymu nie zawdzięcza dyplomatycznym talentom, lecz temu, że był w centrali zastępcą dyrektora generalnego, czyli Michała Radlickiego. Gdy zmieniała się władza i wiadomo było, że Radlicki długo miejsca w MSZ nie zagrzeje, zrealizował on plan ewakuacji. Do Rzymu. On sam jest tam ambasadorem, wcześniej przyjechał tu Ostrowski, a także pani Borejsza, która prowadziła Bronisławowi Geremkowi (gdy ten był na różnych stanowiskach) sekretariat. Dodajmy do tego Hannę Suchocką w Watykanie i będziemy mieli kolonię Unii Wolności nad Tybrem.
Ostrowski zapisał się w historii MSZ jako prekursor pewnej metody. Otóż wysłał on do centrali pismo, żeby MSZ zwróciło mu pieniądze za naukę włoskiego, którą rozpoczął w Rzymie. Tak oto narodziła się nowa świecka tradycja: do tej pory za granicę wyjeżdżali ludzie, którzy nauczyli się wcześniej języka obcego. Kazus Ostrowskiego zmienił to – teraz można wyjechać na placówkę, nie znając języków obcych, i tam – za pieniądze MSZ – ich się uczyć.
Ta piękna idea przekształcenia MSZ w szkołę języków obcych dla urzędników związanych z Unią Wolności padła. Ostrowski podobno nie dostał zwrotu. A teraz musi oddać stanowisko Skotarkowi.
Niektórzy pewnie go pamiętają. Otóż ten sympatyczny pan był parę lat temu konsulem w Sankt Petersburgu. I oto pewnego razu, jadąc do Polski, został zatrzymany na granicy rosyjskiej. W jego bagażu znaleziono ikony. I w ten sposób Skotarek pożegnał się ze stanowiskiem.
Teraz, po Sankt Petersburgu, ma być rzucony na Rzym. Czy z powodu swojej handlowej żyłki? W każdym razie jest to decyzja bezpieczna – w zjednoczonej Europie nie ma granic ani urzędów celnych, Skotarek będzie więc mógł jeździć sobie między Warszawą a Rzymem bezpiecznie i do woli.

Wydanie: 7/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy