Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Najpierw przedstawienie mieli ludzie z MSZ. Z rozbawieniem obserwowali, jak była premier, Hanna Suchocka, walczyła z obecną marszałek Senatu, Alicją Grześkowiak, o posadę ambasadora RP w Watykanie. Jak wszyscy już wiemy, tę rundę wygrała Suchocka i jej kandydatura wyszła z MSZ. Minister Bartoszewski, senator AWS-UW, wybrał UW. Teraz mamy kolejną rundę walki. Bo oto kandydatura byłej pani premier zapodziała się gdzieś w urzędowych szufladach. Tylko których? Czy w Kancelarii Prezydenta u Andrzeja Majkowskiego, czy też w Kancelarii Premiera? Albo tu, albo tam. W każdym razie nie ma jej w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, w porządku posiedzeń której nie ma punktu dotyczącego przesłuchania kandydata na ambasadora do Watykanu. Więc teraz przedstawienie mają politycy – dla nich to nagłe przyhamowanie kandydatury, o której mówiło się już kilka-kilkanaście tygodni temu, to nie przypadek. A raczej informacja, że gra nie została jeszcze rozstrzygnięta. I że pani marszałek Alicja Grześkowiak jeszcze się nie poddała. Lub też inaczej – że pogodziła się już z myślą, iż do Stolicy Piotrowej nie pojedzie, ale nie pogodziła się z tym, że uda się tam była pani premier. Więc blokuje. Ile w tej hipotezie jest prawdy? Obserwując reakcję prawicowej prasy, nie sposób nie odnieść wrażenia, że coś tu jest na rzeczy.
Tak więc, przynajmniej na razie, posłowie muszą obejść się smakiem – przesłuchiwanie Hanny Suchockiej albo Alicji Grześkowiak oddala się. Za to coraz bardziej realny, przynajmniej dla niektórych posłów, staje się wyjazd do Tybetu. Na zaproszenie Chin. To w ogóle jest ciekawa historia, z puentą godną polish jokes. Otóż od roku 1997 w stosunkach polsko-chińskich nastąpiło ochłodzenie. Powód tego był prosty – Polska uznała, że w Chinach łamane są prawa człowieka i że nic nie wskazuje na to, by sytuacja ta mogła się w przyszłości zmienić, więc zaczęła się angażować w rozmaite antychińskie akcje. Ku zdumieniu Unii Europejskiej, która przyjęła inny punkt widzenia. Taki, że co prawda w Państwie Środka prawa człowieka są łamane, ale ewolucja Chin jest pozytywna i sytuacja w tej dziedzinie się poprawia. Więc państwa Unii wysyłały do Pekinu delegacje i przy okazji załatwiały swoje interesy gospodarcze. A my organizowaliśmy antychińskie konferencje.
Po trzech latach takiej polityki (to jest polish joke: ile lat trzeba, by Polak pojął prostą regułę z zakresu stosunków międzynarodowych?) nasi liderzy zorientowali się, że zaszli donikąd. Więc rozpoczęli politykę „brukselską”. W Warszawie nie tak dawno gościła delegacja chińskiego parlamentu, by uczestniczyć w sesji poświęconej prawom człowieka. Teraz pora na rewizytę – więc delegacja Komisji Spraw Zagranicznych i Komisji Praw Człowieka na czele z Czesławem Bieleckim (taka okazja już chyba nigdy mu się nie trafi) pojedzie najpierw do Tybetu, by na miejscu zapoznać się z realiami, a potem do Pekinu, by podyskutować.
Jednak uczymy się dyplomacji.

 

Wydanie: 29/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy