Lasy i obywatele

Lasy i obywatele

W Polsce rosną w siłę ruchy społeczne na rzecz ochrony lasów. W ostatnich latach walkę podjęło 310 lokalnych grup

80% polskich lasów to lasy publiczne, więc teoretycznie powinniśmy mieć wiele do powiedzenia na temat tego, co się w nich dzieje. Niestety, obecnie obywatele i obywatelki mają na to nikły wpływ, mimo że gwarantuje to obowiązujące prawo – mówi Marta Jagusztyn, pomysłodawczyni działającej od marca 2020 r. ogólnopolskiej inicjatywy (obecnie już fundacji) Lasy i Obywatele, zrzeszającej członków społecznego ruchu na rzecz lasów w Polsce. W jej ramach powstała mapa udokumentowanych interwencji społecznych na rzecz zrównoważonego zarządzania lasami. W ostatnich latach w Polsce miało ich miejsce 310, a długoterminowych starań o ochronę lasów jest ok. 60.

Lasy pokrywają prawie 30% powierzchni Polski, pełniąc ważne funkcje przyrodnicze, społeczne i gospodarcze. Produkują tlen, regulują obieg wody, chronią gleby, są bezpiecznym domem dla roślin i zwierząt. Obniżają poziom hałasu, oczyszczają powietrze ze szkodliwych substancji, łagodzą skutki klęsk żywiołowych. Stanowią też świetne miejsce do wypoczynku. W ich ochronę angażuje się coraz więcej osób. Z miłości do przyrody, ale też z poczucia obywatelskiego obowiązku toczą spory z Lasami Państwowymi – instytucją, która w naszym imieniu zarządza lasami.

– W dobie kryzysu klimatycznego i kryzysu bioróżnorodności polityka wielu krajów europejskich opiera się na pomysłach, żeby pozostawiać część przyrody, aby mogła się zregenerować – tłumaczy Marta Jagusztyn. – Ale takie myślenie budzi ogromny sprzeciw polskich leśników, bo burzy to, do czego się przyzwyczaili, zarządzając lasami przez ostatnie sto lat. Instytucja Lasy Państwowe ma problem z docenieniem natury i dzikości. Leśnicy nie myślą, jak można się zaadaptować do zmian klimatycznych, nie zauważają, że stosunek człowieka do natury się zmienia – dziś traktowana jest jako zasób społeczny, a nie wartość, którą można bardzo szybko zmonetyzować. Okopują się więc na swoich pozycjach i zaciekle bronią przed wszystkimi zaleceniami europejskimi, które prędzej czy później będą musiały zostać wdrożone.

Według raportu NIK z 2015 r. prowadzona przez Lasy Państwowe gospodarka leśna stwarza ryzyko dla zachowania i ochrony lasów oraz ekosystemów leśnych.

– Lasy Państwowe to bardzo silna politycznie instytucja działająca w zasadzie bez nadzoru. Od trzech lat, kiedy intensywnie zajmuję się ochroną lasów, nie przypominam sobie sytuacji, żeby ministerstwo postawiło się leśnikom i cokolwiek z nimi negocjowało. Jest to też struktura bardzo zhierarchizowana, bliska wojsku, jeśli chodzi o wydawanie i wykonywanie rozkazów. Znane są przypadki leśników, którzy opowiadali się za ochroną przyrody i wylecieli z pracy. A to wiąże się z utratą bardzo wysokiej pensji i ogromnymi trudnościami w znalezieniu jakiejkolwiek pracy, bo Lasy Państwowe w dużej mierze monopolizują to, co się dzieje wokół polskich lasów. Jak już się zostanie leśnikiem, to się nim jest i trzeba z tą instytucją trzymać. Jednocześnie czerpie się różne profity, na przykład od czasu do czasu można sobie kupić leśniczówkę za 5 czy 10% jej wartości. Żeby zmienić to, że ta instytucja jest zorientowana głównie na finansowy zysk, duża część decyzji w sprawie naszych lasów musiałaby zostać wyjęta z rąk Lasów Państwowych – podkreśla działaczka i dodaje: – Ważna jest także zmiana systemu edukacji leśników, który kręci się obecnie w znacznej mierze wokół pozyskania drewna, zamiast ochrony przyrody czy funkcji społecznej lasu.

Las i tożsamość

Przykład obywatelskiego zaangażowania znajdziemy w Lesie Mokrzańskim, który leży na północno-zachodnich obrzeżach Wrocławia i jest największym kompleksem leśnym w mieście. Ten 650-hektarowy obszar zieleni stał się obiektem podwójnej batalii wrocławian – nie tylko z Lasami Państwowymi, ale też z magistratem. Na spacer po nim zabrali mnie Grzegorz, Robert i Iza – przyjaciele z grupy „Ratujmy Las Mokrzański”.

Wrocławski las zachwyca gatunkową mnogością. Co prawda spotkamy tu miejsca, gdzie rośnie więcej pospolitych w Polsce sosen, ale nie brakuje także brzóz, lip, grabów, buków, majestatycznych alej 150-letnich dębów, a gdzieniegdzie wyłaniają się czereśnie, które stanowią naturalne uzupełnienie lasów mieszanych. Mokrzański nie skąpi bogactwa swojego runa: malin, jagód czy grzybów, a żyjących tu ponad 53 gatunków ptaków raczy swoimi serenadami, zapewniając nam wytchnienie od zgiełku miasta. Kompleks nadzorują bobry, które na swoją osadę wybrały serce lasu, skąd skutecznie dbają o nawodnienie terenu, chroniąc je przed suszą.

Społeczny bunt na rzecz tego kawałka przyrody rozpoczął się pod koniec 2020 r., kiedy zarządzające nim Nadleśnictwo Miękinia zaczęło prowadzić tu intensywną wycinkę drzew. Ponieważ Mokrzański od zawsze był lasem gospodarczym, rębnie wielkopowierzchniowe (czyli wycinki „do gołej ziemi”) nie powinny dziwić mieszkańców. Jednak stały się one bardziej dokuczliwe, ponieważ leśnicy postanowili wyciąć całe połacie lasu od strony jego bram – w sąsiedztwie osiedla Leśnica. A miejsce to szczególnie służyło obywatelom do wypoczynku i rekreacji.

– Spacerowałem po tej okolicy z dziećmi czy psem przez 15 lat. Pewnego dnia przyszedłem, a lasu nie było! Pozostały rozjeżdżone drogi i powalone drzewa. Nawet wchodząc na kilkaset metrów w głąb, cały czas widać było pobliską zabudowę. Nastąpiło olbrzymie przerzedzenie krajobrazu. Poczułem, że nagle zabrano mi coś, co było dla mnie bardzo wartościowe – mówi Robert Suligowski, mieszkaniec osiedla Leśnica. Wspomina, że dewastacja przyrody bardzo poruszyła lokalną ludność: – Zaczął narastać ferment. Sąsiedzi o tym rozmawiali, żyli tym. I tak od słowa do słowa zbudowała się społeczność. Ten las dał im tożsamość. Bo mieszkańcy Leśnicy to zarówno ludzie, którzy żyją tu od pokoleń, jak i niedawno przybyli. Trudno więc powiedzieć, żeby wcześniej tę społeczność coś łączyło. Okazało się, że takim spoiwem stał się właśnie las. Dzięki wspólnej pracy na jego rzecz odnowiły się relacje międzyludzkie, które były dość powszechne za czasów PRL, a później jakoś zanikły.

Tak zawiązał się ruch „Ratujmy Las Mokrzański”. Jego członkom w kilka dni udało się zebrać 8,3 tys. podpisów pod petycją w obronie lasu, a na wiec z leśnikami przybyło ponad sto osób. Okazało się, że społeczność, dla której przyroda jest ważna, to bardzo eklektyczna grupa. Pojawili się i emeryci, i nastolatkowie, i przedsiębiorcy reprezentujący klasę średnią. Dominowała jedna emocja – wściekłość.

– Konfrontacja leśników z lokalną społecznością pokazała różnicę w postrzeganiu lasu przez obie te grupy. Ludzie mówili o swoim lesie, o drzewach, które pamiętają sprzed lat, o miejscach, gdzie zbierają grzyby, o relacji ze zwierzętami. Opowiadali historie związane z kontaktem z tą przyrodą, podkreślali korzyści niematerialne, duchowe. Natomiast leśnicy mówili językiem technicznym, językiem zysku, postrzegając las jako fabrykę desek, plantację. Nie było żadnej płaszczyzny porozumienia – opowiada Izabella Młynarczyk, wiceprezeska ekologiczno-filozoficznej fundacji Nowa Obecność.

Batalia z Lasami Państwowymi trwała rok i zakończyła się sukcesem. Dziś w Mokrzańskim dominuje funkcja społeczna, nie gospodarcza. W praktyce oznacza to ograniczenie planowanej wycinki o połowę oraz wyznaczenie stref, gdzie ciąć w ogóle nie można, a plany urządzenia lasu podlegają konsultacjom społecznym.

– To była ciężka walka, wymagała  uzbrojenia się w argumenty przeciwko leśnikom. Pomagali nam w tym znajomi z różnych fundacji przyrodniczych, nauczyliśmy się czytać tabele taksacyjne, mówiące o skali wycinki w lesie. Przygotowywaliśmy inwentaryzacje, dokumentacje, tworzyliśmy obliczenia. Dzięki temu udało nam się wejść w dyskurs z Lasami. To między innymi dzięki naszej akcji w Lasach Państwowych powstała specjalna komórka do komunikacji w sprawie lasów miejskich – podsumowuje Robert Suligowski.

Plasterkowanie przyrody

Jak podkreśla Marta Jagusztyn, działania na rzecz lasu są bardzo trudne i wymagają długoterminowego zaangażowania. A przykładów sukcesu, jak w przypadku Lasu Mokrzańskiego, jest zaledwie kilka w skali kraju. Jednak takich ruchów społecznych pojawia się coraz więcej. Bo lasy są dla obywateli ważne.

– Las jest miejscem, gdzie ludzie się regenerują, uspokajają, pomaga utrzymać zdrowie psychiczne, aby nie zwariować w tym coraz bardziej zwariowanym i chaotycznym świecie. Wielu denerwuje też arogancja Lasów Państwowych. Są wściekli, że to rodzaj folwarku. Nie chcą, żeby tak działało polskie państwo. Istotną kwestią jest też nieuchronność wycinek – bo jeżeli Lasy Państwowe wytną komuś las, który jest dla niego ważny, to on tego lasu już nie zobaczy w dojrzałej formie. A także świadomość tego, co nauka mówi na temat zmian klimatycznych, i tego, jak lasy mogą pomóc przed nimi się bronić czy zmniejszać ich skutki – mówi Marta Jagusztyn.

Wrocławianie gremialnie interesują się Mokrzańskim. Aktywiści tworzą więc różne działania edukacyjne na temat lasu, które cieszą się bardzo dużą popularnością.

– One wynikają z potrzeb lokalnych mieszkańców, którzy chcą pogłębić wiedzę o swoim lesie, poznać go z różnych stron. Dlatego organizujemy spacery przyrodnicze czy warsztaty ornitologiczne. Przygotowaliśmy też cykl warsztatów o charakterze filozoficznym. Rozmawiamy na nich o filozofii współistnienia z naturą, o znaczeniu lasu i jego wpływie na nasz dobrostan, wytyczamy ścieżki filozoficzne, pełne inspirujących, relaksacyjnych miejsc, w których przebywanie pobudza do harmonijnego współdziałania wszystkich zmysłów. Wszystkie te akcje służą budowaniu postawy współistnienia z naturą – opowiada Iza.

Kiedy mijamy zagęszczenie młodych grabów, Grzegorz Idziak (z zamiłowania przyrodnik, z wykształcenia politolog) porusza temat katastrofy klimatycznej. – Naukowcy podkreślają, że graby to jedne z nielicznych gatunków, które przetrwają kryzys klimatyczny. Od przeszło tysiąclecia wycina się je na potęgę, bo mają kruche i poskręcane drewno, w związku z czym nie można z nich łatwo zrobić konstrukcji budowlanych, mebli. A dziś okazuje się, że ocieplenie klimatu sprawia, że sosny czy świerki umierają, a grab, który ma parę procent udziału w naszych lasach, żyje sobie i ma się świetnie. W dobie kryzysu klimatycznego kluczowe jest także zachowanie wielogatunkowości lasu. To rodzaj ubezpieczenia, bo znaleźliśmy się w takim punkcie, że nie wiemy, które gatunki poumierają nam w najbliższych latach.

Dalej wchodzimy na łąki, które mienią się bogactwem roślinności, owadów i ptactwa. Cieniem dla grupki osób bawiącej się z psami służy imponujący rozmiarem, usytuowany pośrodku dąb. Mokrzańskie łąki to nie tylko rezerwuar bioróżnorodności, stanowią też duży korytarz migracyjny dla zwierząt, które wędrują z pobliskiej rzeki Bystrzycy do lasów i z powrotem. Działacze walczą o to, żeby miejsce to znalazło się pod ochroną. Obawiają się, że miasto sprzeda je pod zabudowę. Oni mają na nie inny pomysł – chcą stworzyć tu „Muzeum żywej łąki” – przestrzeń rekreacyjnych spotkań wrocławian i działań edukacyjnych na rzecz przyrody.

Zachodnia ściana lasu jest już skutecznie odgrodzona od kontaktu z doliną Bystrzycy. Wzdłuż niej, przez 700 m ciągnie się zabudowa domków jednorodzinnych, ogrodzonych płotem. A wrocławski magistrat ma w planach tworzenie kolejnych osiedli tuż przy lesie.

– Nie miałbym nic przeciwko kilkukondygnacyjnej zabudowie, odsuniętej o 200 m od ściany lasu. To mogłoby być kompaktowe osiedle, niegrodzone, które zgrywałoby się z lasem, koegzystowało z przyrodą. Ale my zamiast tego mamy zabudowę jednorodzinną, która wprost niszczy strukturę przyrody. To osiedle wybudowano na terenie mokrych łąk, w związku z czym pogłębiono wykop, który sprawia, że każdy pojawiający się w pobliżu opad deszczu spływa, przez co las i okoliczne łąki wysychają. Te grunty sprzedano 20 lat temu, kiedy nie było powszechnej świadomości kryzysu klimatycznego, ale dzisiaj robi się to nadal. A dla kontynuacji projektów, które defragmentują i osuszają przyrodę, nie ma dziś wytłumaczenia – kwituje Grzegorz.

A Robert dodaje: – Metodą plasterkowania przyrody co sto lat możemy coś ujmować, tak że wkrótce z tego lasu zostanie mały parczek. Problem w tym, że każdy patrzy na las jako na zasób. Miasto mówi: wybudujemy domy jednorodzinne w ścianie lasu, sprzedamy działki za wysokie ceny. Z kolei leśnicy skupiają się jedynie na pozyskiwaniu drewna. Obie te grupy nie patrzą na funkcje ekologiczne czy ekosystemowe lasu, o ile stopni obniża on temperaturę, ile wody zatrzymuje. A to w dobie kryzysu klimatycznego powinno być priorytetem.

Fot. Dominika Tworek

Wydanie: 29/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy