Letnie przyśpieszenie

Kto najwięcej zarabia na upałach

Lato to pora żniw nie tylko w rolnictwie, ale i w wielu innych branżach. Oczywicie jak jest gorąco, to więcej pijemy. Gdy w lipcu i sierpniu pogoda dopisuje, sprzedaż wody mineralnej jest o ponad 80% wyższa niż w miesiącach zimowych. Rezerwy są tu jeszcze spore, bo Polak wypija rocznie średnio niespełna 50 litrów wody, podczas gdy Niemiec 90 litrów, a Włoch ok. 130 litrów.
Na letnim wzroście pragnienia korzystają i producenci wody, i jej dostawcy do firm i instytucji, co od czasu, gdy pracodawcy są zobowiązani do zapewnienia wody pracownikom, stanowi najlepiej rozwijający się segment tego rynku. W ciepłym lipcu przychody firm dostarczających wodę rosną więc prawie o połowę (w sierpniu mniej, bo wtedy więcej Polaków idzie na urlop).

Partia przyjaciół piwa
W podobnej proporcji zwiększa się też apetyt na piwo, które w ogóle pijemy chętniej niż przed rokiem (promocja kultury piwnej przynosi dobre rezultaty). Przedstawiciele branży oceniają, że głównie właśnie za sprawą letniego przyśpieszenia w 2006 r. cała sprzedaż piwa wzrośnie o ok. 4%.
Piwo wprawdzie rzadko bywa pite w pracy, za to złoty trunek leje się szerokimi strumieniami w ogródkach restauracyjnych i kawiarnianych. Właściciele knajp i pubów przeżywają zaś złote tygodnie. Ich obroty są teraz o dwie trzecie większe. Wiedzą o tym także gangsterzy, którzy podnoszą stawki pobierane od restauratorów (mafia także lepiej prosperuje latem). Na listach ofert sezonowych najczęściej poszukiwani są właśnie pracownicy do gastronomii, wyprzedzając sprzedawców, potrzebnych zwłaszcza nad morzem i na Mazurach, oraz pomocników budowlanych (to branża wybitnie związana z klimatem, dom należy zadaszyć do listopada).
Wspomniane ogródki, co warto podkreślić, są dość nowym elementem polskiego krajobrazu gastronomicznego. 40 lat temu posiłki pod parasolami czy drewnianymi wiatami były jeszcze rzadkością.

Wariujące komputery
Nie było też wtedy komputerów, a maszyny do pisania są znacznie odporniejsze na wysokie temperatury niż najnowsze zdobycze myśli informatycznej. Komputery latem łatwo się przegrzewają i odmawiają posłuszeństwa, dzięki czemu firmy odzyskujące dane mają średnio o 30% więcej zleceń niż w chłodnych miesiącach.
Wbrew pozorom wcale natomiast nie mają więcej pracy specjaliści od naprawy chłodziarek i klimatyzatorów. Genialne te urządzenia (właśnie dzięki klimatyzacji możliwy był awans gospodarczy i cywilizacyjny Południa USA) latem działają dość niezawodnie, a szczyt napraw i przeglądów przypada na wiosnę i jesień. Ponieważ jednak teraz pracują na okrągło, pobierają więcej energii. To zaś – jeśli wierzyć właścicielom sklepów – oznacza wzrost kosztów o prawie 300 zł miesięcznie (w małym sklepie spożywczym).
Wyższe też są koszty transportu towarów, bo stale drożeje ropa – co jednak nie ma związku z latem, lecz z sytuacją na Bliskim Wschodzie. Letnią polską specjalnością są natomiast zakazy jazdy ciężarówek w upały między godziną 11 a 22, by do reszty nie zostały rozjeżdżone nasze podłe drogi. To natomiast zwiększa przestoje firm transportowych i może ograniczać ich zyski. Żeby się przed tym uchronić, transportowcy podnoszą opłaty, zwłaszcza że latem rośnie część masy towarowej przewożonej nocą. Stawki za wynajem aut poszły w górę średnio o prawie 10%.

Wielkie kręcenie lodów
Wszystko to teoretycznie powinno odbić się na naszych kieszeniach i spowodować wzrost cen – ale nie spowodowało. Przeciwnie, żywność staniała o 1,2%, co sprawiło, że inflacja jest mniejsza, niż planowano, i wynosi zaledwie 0,8%. Rzecz w tym, że w czasie gorących dni rzadziej odwiedzamy sklepy (wyjazd na zieloną trawkę jest większą atrakcją niż rodzinny wypad do hipermarketu) i ograniczamy zakupy, szczególnie żywnościowe.
Oczywiście, bywają wyjątki. Latem nabywamy artykuły, których nie kupujemy w innych porach roku. Trudno nawet mówić o wzroście liczonym w procentach, bo poza sezonem wakacyjnym sprzedaż olejków i emulsji do opalania jest śladowa, podobnie jak węgla drzewnego i podpałki do grilla. Wszystkie te produkty wytwarza się przez cały rok (z wyjątkiem podpałki, bo jej producenci po wakacjach przerzucają się na znicze nagrobkowe), ale sprzedaje niemal wyłącznie latem.
Skoro jednak latem generalnie kupujemy mniej, sklepom trudno przerzucić na klientów wzrost kosztów transportu i prądu. Przerzucają je natomiast na dostawców, którzy żalą się, iż sieci handlowe zmuszają ich do coraz większych upustów. Gdy zaś zakończy się trwająca obecnie koncentracja handlu i kilka wielkich sieci zmonopolizuje nasz rynek, dostawcom będzie jeszcze trudniej.
Ta koncentracja już postępuje w branży, która latem ma największy skok obrotów, czyli w lodziarstwie. Tu producenci i dostawcy są mniej zależni od handlowców, bo dość często ci, którzy kręcą lody, również je sprzedają.
W lipcu i sierpniu jemy ponad dwa razy więcej lodów niż zimą. Największa część tego tortu (lodowego) przypada Unileverowi, który wbrew pozorom robi nie tylko proszki do prania, ale właśnie również lody, choć oczywiście sprzedaje je pod inną marką (Algida). Unilever zdobył już ponad jedną czwartą polskiego rynku lodowego. Powiedzmy zresztą, że dość cherlawego, bo średnie spożycie w Polsce to ok. 4 litry na głowę rocznie, gdy np. w USA 23 litry, a w Szwecji 14 litrów.
To najbardziej sezonowa dziedzina gospodarki w naszym kraju, bo wciąż jakoś nie chcemy dać się przekonać, że podobno lody najzdrowiej jeść zimą, gdy różnica temperatur jest najmniejsza.

Od pudla wzwyż
W sezonie letnim kosztowniejsze staje się też wynajęcie przyczep kempingowych. Trudno znaleźć w wypożyczalniach przyczepę dla czteroosobowej rodziny taniej niż za 600 zł tygodniowo.
Drożej trzeba zapłacić także za usługi opiekunek dla ludzi starszych i dzieci. Ceny idą w górę, bo rośnie zapotrzebowanie. Wyjazdy na urlopy sprawiają, że nie ma kto się zająć seniorami. W przypadku dzieci problem stanowią wakacje, trwające ponad dwa miesiące. Ceny są ogromnie zróżnicowane, ale chcąc np. zamówić opiekunkę (to zawód sfeminizowany) do osoby starszej, przychodzącą codziennie na osiem godzin przez cały miesiąc, trzeba wydać minimum 600 zł.
I wcale nie jest to tak drogo, bo oddanie na miesiąc czworonoga do specjalnego hotelu kosztuje od 700-900 zł (pies mały) do 1000-1200 zł (od pudla dużego wzwyż).
Znacznie taniej wychodzi oddanie roślin do hotelu. Zawożąc je na przechowanie przed urlopem, zapłacimy tylko 30 zł miesięcznie za metr kwadratowy powierzchni zajmowanej przez doniczki. No ale roślina raczej nie ugryzie i nie trzeba jej wyprowadzać.

Wydanie: 30/2006

Kategorie: Gospodarka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy