LGBT to ludzie, a nie ideologia

LGBT to ludzie, a nie ideologia

Niespodziewanie dla wszystkich o lesbijskim serialu „Kontrola” z Polski mówi cały świat. Łączna liczba wyświetleń na YouTubie sięga 28 mln

Stojący za „Kontrolą” ludzie ledwo weszli w trzecią dekadę życia, a już mają serdecznie dość politycznych przepychanek wokół tematów, które dla nich są całkowicie normalne. I tak właśnie pokazują uczucie dwóch kobiet – jako coś zarazem powszedniego i niezwykłego, zwyczajnego i jedynego w swoim rodzaju. Niespodziewanie dla wszystkich o lesbijskim serialu z Polski mówi cały świat.

Kiedy w południowo-wschodniej części kraju kolejne samorządy przegłosowywały uchwały zakazujące „ideologii” LGBT, Natasza Parzymies, młodziutka studentka reżyserii Warszawskiej Szkoły Filmowej, skupiała się na leczeniu serca po bolesnym zakończeniu długiego związku. Uciekała w pracę. A miała co robić, bo na zaliczenie zajęć prowadzonych przez Macieja Ślesickiego musiała nakręcić pięć krótkometrażowych ćwiczeń filmowych.

Jednym z tematów był erotyk, idealny, żeby wykorzystać towarzyszące jej emocje. Szybko nakreśliła scenariusz i zaangażowała ekipę. Gdy weszli na plan, okazało się, że operator Filip Pasternak, aktorki Ada Chlebicka i Ewelina Pankowska oraz kierowniczki produkcji Magda Knapczyńska i Ola Rudzka mają do dodania coś od siebie. Reżyserka nie bojkotowała ich głosów, tylko uważnie im się przysłuchiwała. I dzięki temu stworzyła międzynarodowy fenomen. W chwili oddawania tego tekstu do druku łączna liczba odtworzeń „Kontroli” sięgała 28 mln. Dla porównania – galę oscarową, na której promocję wydaje się w USA krocie, oglądało w tym roku 23 mln Amerykanów. A najpopularniejszy w Polsce w 2019 r. odcinek serialu „M jak miłość” przyciągnął przed telewizory 5 810 128 widzów.

OCZY(WIŚCIE)

Choć oddani sprawie twórcy spierali się o każdy ruch bohaterek i ustawienie kamery, w jednym wszyscy zgadzali się bez słów: historia miłości pracującej na lotnisku jako kontrolerka Natalii (Chlebicka) i lecącej w podróż Majki (Pankowska) musi być opowiedziana za pomocą gestów, wzroku, tików. I być wolna od stereotypów tęczowego kina, w którym każdy bohater mierzy się z brakiem akceptacji, nietolerancją i walczy o szacunek. Studenci nie zamierzali powielać schematów.

– Dla mnie najważniejsze w kinie są spojrzenia. W oczach jest najwięcej. Miłości nie da się wyrazić słowami. Jest tym, co dzieje się między ludźmi. Ją widać, a nie słychać – przekonuje reżyserka. Barbara Pawłowska, wykładowczyni i prorektorka ds. studenckich Warszawskiej Szkoły Filmowej, uważa, że erotyk to sprawdzian wrażliwości, postrzegania świata, uważności i talentu studentów. – Erotyk jest najtrudniejszy, bo łatwo w nim przekroczyć granice dobrego smaku. Etiudę Nataszy Parzymies pamiętam doskonale, bo była najlepsza na roku. Nam, członkom komisji, podobało się wszystko: sposób opowiadania, poprowadzenia aktorów, oszczędność w słowach, delikatność i jednocześnie ogromne emocje – wylicza.

Po egzaminie zdanym na 4,5, co u wymagającej komisji WSF jest jedną z najwyższych not, do operatora Filipa Pasternaka podszedł wykładowca. – Był zdziwiony, że dostaliśmy zgodę, żeby kręcić na lotnisku. Nie spodziewał się, że studentom uda się wejść tam z kamerą. Nie zorientował się, że tak naprawdę kręciliśmy na Politechnice Warszawskiej – śmieje się Filip, rodzynek w sfeminizowanej ekipie.

Zgodnie ze zwyczajem studentów, którzy chcą nawzajem śledzić swoje dokonania, etiuda trafiła do internetu. Natasza Parzymies dodała do niej angielskie napisy, bo chciała przesłać link znajomym z zagranicy. Chwilę głowiła się nad tytułem. „Kontrola lotniskowa” wydała się jej za długa, więc skróciła to do samej „Kontroli”. Bawi ją, że widzowie przypisują temu tak wiele znaczeń. – Dotarło do mnie po czasie, jak wielką zagwozdką dla oglądających jest tytuł. Czytam w komentarzach, że dopiero gdy wypuściliśmy finałowy odcinek, dla wielu staje się jasny. A powstał, kiedy nawet nie było planu kręcenia drugiego epizodu – śmieje się reżyserka.

Niespodziewanie licznik odtworzeń dwuipółminutowej „Kontroli” rósł, a ekipa zaczęła dostawać powtarzające się w kółko zapytania z całego świata: „Z jakiego filmu pochodzi ta scena?”, „Kiedy wreszcie wrzucicie resztę?”. Młodzi artyści zastanawiali się, czym zaskarbili sobie sympatię widzów z różnych kręgów kulturowych. – Sama dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, jak rzadko temat homoseksualnej miłości jest poruszany – mówi odtwórczyni roli Majki, Ewelina Pankowska. – My pokazaliśmy ją w uniwersalny sposób. I chyba właśnie to ludzi uwiodło.

Przez pół roku Natasza Parzymies skrupulatnie tłumaczyła fanom, że „Kontrola” to zamknięta całość, jednocześnie akceptując kolejne napisy, które użytkownicy YouTube’a dodawali do jej filmiku. Najpierw pojawiały się te oczywiste języki: hiszpański, francuski, portugalski, rosyjski. Parę tygodni później doszły włoski, tajski, turecki, perski, arabski czy mandaryński.

– W statystykach mogliśmy podglądać, że oglądają nas na całym świecie. Mamy fanów na Tajwanie, w Chinach czy w Kuwejcie. W tym ostatnim intensywnie promował nas kolega, który tam studiuje. Wszystko rozchodziło się pocztą pantoflową, bez żadnej reklamy. Po prostu komuś podobało się to, co zobaczył, więc udostępniał link w mediach społecznościowych – tłumaczy Natasza.

Teraz, po udostępnieniu siódmego odcinka, dostała wiadomość od Brazylijki, która napisała, że choć nie rozumiała dialogów, popłakała się. To jeden z wielu głosów z Brazylii, gdzie fanów serial ma tak dużo, że w jednym z odcinków ekipa pokazała flagę tego kraju. Natasza: – Chciałyśmy w ten sposób wyrazić naszą wdzięczność.

BEZIMIENNE

Po pół roku zainteresowanie produkcją nie malało i reżyserka ugięła się. Uruchomiła zrzutkę w internecie na kolejne odcinki. A w procesie pracy nad dalszymi losami bohaterek ekipa zaczęła się zaznajamiać z ich historią, odpowiadać sobie na pytanie, kim właściwie są.

– Kiedy kręciliśmy etiudę, Natalia i Majka nie miały nawet imion. A ja z Eweliną się nie znałyśmy. Kiedy wchodziłam na plan, zastanawiałam się, jak osiągniemy napięcie, które towarzyszy naszym bohaterkom. Nie wiedziałam, czy się polubimy, a co dopiero czy pokażemy na ekranie tak intensywne uczucie – zwierza się Adrianna Chlebicka, serialowa Natalia.

Wątpliwości rozwiały się, gdy dziewczyny na potrzeby scenografii miały zrobić sobie wspólne selfie. – Kiedy zobaczyłam, ile przybierają przy tym póz i jak je to bawi, nie miałam już najmniejszych wątpliwości, czy uda im się pokazać chemię, o którą chodziło – wspomina Natasza Parzymies.

Praca nad kontynuacją scementowała ich przyjaźń. – Zżyłyśmy się do tego stopnia, że gdy w ostatnim odcinku całowałam inną dziewczynę, a Ewelina na to patrzyła, miałam wrażenie, jakbym ją zdradzała. Czułam się niezręcznie! – śmieje się Ada Chlebicka.

Kierowniczka produkcji Magda Knapczyńska macha ręką, kiedy pytam o budżet. Mówi, że „Kontrola” powstała nie dzięki pieniądzom, ale za sprawą ludzi dobrej woli, którzy nie odmawiali, nawet gdy powołujący się na przywiązanie do strony wizualnej amerykańskich filmów z przełomu lat 70. i 80., w rodzaju „Bliskich spotkań trzeciego stopnia” Spielberga czy „Łowcy androidów” Scotta, operator Pasternak wymyślał najbardziej nietypowe rozwiązania. Udało się zrealizować nawet tak abstrakcyjne jak deszcz na oświetlonej neonami stacji benzynowej, motyw sztandarowy dla kina za oceanem i praktycznie niespotykany w Polsce.

– Dostawaliśmy niespodziewane wsparcie. Nie natrafiliśmy na odmowę ze względu na temat. Nie przeszkadzał strażakom z podwarszawskiej gminy Prażmów, którzy lali wodę na plan na stacji Arto, którą udostępnili nam właściciele, również niewzruszeni tym, o czym opowiadamy – podkreśla Knapczyńska.

Na czas zdjęć stacja pozostawała czynna. Choć kręcono głównie nocą, klientów nie brakowało, bo w okolicy to jedyny punkt handlowy czynny całą dobę. Dochodziło do sytuacji, że stojącą za ladą Ewelinę Pankowską brano za pracowniczkę. Nawet kiedy Filip Pasternak zasłonił okna czarną płachtą, żeby już po wschodzie słońca imitować noc, i metodą chałupniczą wywołano pioruny, klienci odważnie wchodzili do środka, gdzie stawali przed aktorką, prosząc, żeby policzyła im zakupy. Lokacje udostępniono nieodpłatnie. Cała ekipa też pracowała pro bono, nawet Pankowska i Chlebicka, obecne na aktorskim rynku od lat. Jedynym wynagrodzeniem były kanapki, które producentkom udało się załatwić od jednej z firm cateringowych.

BEZ POLITYKI, BEZ POLITOWANIA

Choć przez ten czas dyskusja o LGBT w Polsce coraz bardziej się polaryzowała, młodzi twórcy, przystępując do pracy nad serialem, nie zamierzali się angażować w polityczny spór. Zaznaczają, że „Kontrola” nie powstała, żeby wspierać którekolwiek ugrupowanie, a wykorzystywanie jej w ten sposób będzie wbrew ich woli. Zamiast tego wypełniają lukę – gdy politycy próbują załatwiać swoje interesy, opowiadając się za lub przeciw mniejszościom, oni uczą empatii.

– Choćby u nas w szkole to nie jest w ogóle przedmiot dyskusji. Nikogo ze studentów ani wykładowców nie interesuje, jakiej orientacji są bohaterowie bądź twórcy. Liczy się historia i to, co z niej wynika, a nie sam temat – przekonuje Natasza Parzymies. – Dlatego od początku postanowiliśmy, że „Kontrola” nie stanie po żadnej stronie barykady, tylko pokaże uniwersalną historię o miłości – wtóruje jej Magda Knapczyńska. A reżyserka dodaje: – Wiedzieliśmy, że w ten sposób zdziałamy więcej, niż krzycząc do ludzi: „Hej, to, co wam pokazujemy, jest normalne!”. Zamiast tego po prostu pokazaliśmy, że to jest normalne.

Problemu w tym, że Warszawska Szkoła Filmowa została rozpromowana na świecie dzięki filmowi o tematyce LGBT, nie widzą też władze uczelni. – Szkoła nie boi się etykietek, wspieramy studentów w ich pomysłach i działaniach, bo liczy się dla nas tylko jedno: dobry film. A „Kontrola” jest znakomita! I daleka od polityki. Tak jak miłość – mówi prorektorka Barbara Pawłowska, która zaangażowała się w pomoc nie tylko przy etiudzie, ale też przy pozostałych odcinkach, realizowanych już poza szkołą.

Strategia młodych twórców przyniosła zamierzony efekt. Zamiast wyklinania w komentarzach otrzymują podziękowania zarówno od osób LGBT, jak i od widzów heteroseksualnych. Nawet tych, którzy na co dzień deklarują się jako przeciwnicy mniejszości. – Nie było do tej pory żadnego hejtu. Natrafiliśmy nawet na wypowiedzi: „Nie wspieram tego całego LGBT w Polsce, ale kocham to, co wy robicie. Czekam na ciąg dalszy!”. Dla nas to najlepsze, co można dla sprawy zrobić, bo ludzie, oglądając „Kontrolę”, kompletnie zapominają o politycznej otoczce tematu – cieszy się Natasza. – W końcu złamane serce boli każdego tak samo.

– To również dowód, że kiedy ludziom pokazuje się własną wrażliwość, mogą się nią zarazić – dodaje Ewelina. – Jeśli chodzi o uczucia, wszyscy mówimy tym samym językiem.

Podejście twórców okazało się na tyle oryginalne w Polsce, że od kilku tygodni ich telefony nie przestają dzwonić. Poza gratulującymi sukcesu znajomymi odzywają się najwięksi gracze na filmowym rynku, łącznie z jedną z najważniejszych platform streamingowych. Autorzy jednak nie rzucają się na każdą propozycję, tylko spokojnie negocjują warunki. W przeciwieństwie do wielu młodych ludzi w tej branży doskonale wiedzą, czego chcą – a na ten moment jest to kontynuacja „Kontroli”.

Deklarują, że jeśli wejdą we współpracę z którąś z grubych ryb, to tylko w tym celu, bo robienie remake’u pierwszego sezonu ich nie interesuje. Wychodzą z założenia, że są winni ciąg dalszy fanom, którzy nawołują ich do powrotu na plan. Tylko gdy siedzimy w Barze Studio w środowe przedpołudnie, aktorka Ewelina Pankowska dostaje podziękowanie od widza z Hongkongu, a Filip Pasternak pytanie od meksykańskiego operatora, czy może użyć jego zdjęć z „Kontroli” jako referencji w swoim projekcie. To pokazuje, o jakiej skali zainteresowania mówimy. Pozostaje się cieszyć, że w ten sposób młodzież odczarowuje wizerunek Polski na świecie.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 9/2020

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy