Licencja na trucie

Większość polskich firm musi zmienić sposób produkcji na proekologiczny

Zaledwie sześć firm zdobyło w tym roku tzw. pozwolenie zintegrowane (IPPC – Integrated Pollution Prevention and Controll, Zintegrowane Zapobieganie i Ograniczanie Zanieczyszczeń) określające warunki korzystania ze środowiska naturalnego. Do maja przyszłego roku musi je mieć ok. stu kolejnych. Wprawdzie zostało jeszcze kilka miesięcy, ale praktyka pokazuje, że zebranie wszystkich wymaganych dokumentów może trwać nawet kilkanaście miesięcy.
Początkowo posiadanie pozwolenia zintegrowanego miało obowiązywać od 1 stycznia 2004 r. Po tym czasie przedsiębiorstwa, które powinny zdobyć IPPC, a nie zrobiły tego, miały być zamknięte. Zagrożonych było ponad 2 tys. zakładów! Tymczasem do tej pory IPPC otrzymało sześć z nich (kilkanaście innych złożyło wniosek). Aby zapobiec katastrofie, niemal w ostatniej chwili termin został przesunięty. Okres starań o pozwolenie zintegrowane przedłużono do maja 2004 r. dla przedsiębiorstw powstałych po 2000 r. Natomiast do końca przyszłego roku nowe przepisy obejmą producentów cementu i wapna oraz branżę spożywczą. Najdłuższe odroczenie, do października 2007 r., uzyskały zakłady energetyczne i huty.

Cóż to takiego pozwolenie zintegrowane?

Zmiany są rewolucyjne. Oznaczają nie tylko nowy sposób ubiegania się o niezbędne dokumenty, ale przede wszystkim poważne zmiany w funkcjonowaniu całego przedsiębiorstwa.
Każda uciążliwa dla środowiska firma musi mieć pozwolenie na emisję określonej ilości zanieczyszczeń. Do tej pory jednak osobno uzyskiwano limity dotyczące emisji ścieków, pyłów czy odpadów. Natomiast od przyszłego roku trzeba będzie wylegitymować się jednym dokumentem, w którym będą określone emisje wszystkich dopuszczalnych dla danego zakładu zanieczyszczeń. Ma to zapobiegać powstawaniu sytuacji, gdy przemysł ucieka z jednego problemu w drugi, np. ogranicza emisję pyłów, ale zaczyna produkować więcej ścieków. Nie pociągnie to za sobą zaostrzenia norm dopuszczalnych skażeń, ale może oznaczać podwyższenie wymagań poprzez objęcie kontrolą wszystkich szkodliwych czynników, także tych, które do tej pory nie były sprawdzane przez inspektorów ochrony środowiska. Pozwolenie będzie swego rodzaju licencją na prowadzenie działalności, jego brak będzie powodował zamknięcie zakładu.
Aby uzyskać IPPC, zakład musi przeprowadzić rzetelne (a więc i kosztowne) analizy, jak wpływa on na środowisko naturalne. Zazwyczaj raporty te mają kilkadziesiąt stron i wymagają pracy specjalistów o dużym doświadczeniu technicznym. Drugim etapem jest ustalenie wraz z administracją samorządową – powiatową bądź wojewódzką, co trzeba zrobić, aby wyeliminować lub zmniejszyć negatywny wpływ na przyrodę. Firmy muszą wykazać się planem, jak zmniejszyć zużycie energii, surowców naturalnych i wody oraz programem reagowania w sytuacji kryzysowej (np. gdy dojdzie do awarii).
Na tym jednak nie koniec. Przedsiębiorstwo, aby dostać pozwolenie zintegrowane, musi wykazać, że dysponuje tzw. najlepszą dostępną techniką (BAT – Best Available Technique).

BAT nad głową

BAT to nie tylko najlepsza, proekologiczna technika. To także program właściwej organizacji produkcji, sposoby zarządzania, monitoringu i nadzoru nad firmą. BAT nie jest jednak zestawem sztywno, raz na zawsze określonych norm dla danego zakładu, bo to mogłoby hamować inicjatywę firmy w poszukiwaniu nowszych, jeszcze bardziej proekologicznych technologii. Dyrektywa IPPC definiuje BAT jako „najbardziej skuteczny i zaawansowany poziom rozwoju danej działalności i metod jej prowadzenia, wykorzystywany jako podstawa ustalenia przydatności konkretnych technologii dla uzyskania limitów emisji mających zapobiegać lub, jeśli to nie jest praktyczne, ograniczać emisje i wpływ na środowisko”.
IPPC i BAT wiszą nad głową ponad 2 tys. rodzimych firm z różnych branż. Wbrew powszechnemu mniemaniu uzyskanie IPPC nie jest obowiązkiem tylko dużych zakładów, ale również średnich. Są to m.in. elektrociepłownie, zakłady przemysłu chemicznego, celulozowego, producenci szkła, ceramiki, firmy zajmujące się obróbką metali, cementownie czy składowiska odpadów (mogących przyjmować 10 ton odpadów na dobę, czyli ładunek dwóch standardowych śmieciarek). Wymogi IPPC stawiane są także niektórym przedsiębiorstwom z branży rolno-spożywczej. O pozwolenia zintegrowane muszą się postarać duże fermy kurze, trzody chlewnej (ponad 2 tys. stanowisk dla świń), większe mleczarnie (przerabiające powyżej 200 ton mleka dziennie), rzeźnie i zakłady utylizujące padłe zwierzęta.

Miliony wydane na IPPC i BAT

Trudno się jednak dziwić, że przedsiębiorstwom nie spieszy się z załatwieniem pozwoleń. Samo złożenie wniosku kosztuje od 500 do 3 tys. euro. Znacznie więcej trzeba wydać na opracowanie analizy wpływu na środowisko. Szacuje się, że firma może za nią zapłacić od 50 do 400 tys. zł. Do tego dochodzą jeszcze ogromne sumy, jakie trzeba przeznaczyć na BAT, a więc modernizację linii produkcyjnej. Mogą być kilkakrotnie wyższe od pieniędzy wydanych na samo pozwolenie. Według ekspertów, dostosowanie polskiego przemysłu do norm IPPC będzie kosztować około 100 mld zł.
Chociaż wydłużono termin zdobycia pozwolenia zintegrowanego, czasu wcale nie jest tak dużo. Tym bardziej że opracowanie samego wniosku trwa – jak pokazuje doświadczenie firm mających już tę procedurę za sobą – nawet kilkanaście miesięcy. Wprawdzie zgodnie z przepisami urzędy odpowiedzialne za rozpatrzenie wniosków (wojewódzkie i powiatowe) powinny to zrobić w ciągu dwóch miesięcy, ale w praktyce okazuje się to niemożliwe. Jednym z powodów jest brak wykwalifikowanej kadry zdolnej ocenić dostarczony wniosek.
Do wprowadzenia pozwoleń zintegrowanych zobowiązuje nas Unia Europejska. IPPC jest wymogiem stawianym wszystkim przedsiębiorcom działającym na terenie Unii. Ma to nie tylko korzystnie wpływać na środowisko naturalne, ale także chronić przed ekodumpingiem. Chodziło o wyeliminowanie niebezpieczeństwa, że zakłady produkcyjne będą stosować technologię przestarzałą, nieekologiczną, ale za to tańszą. W ten sposób (mając wyroby o niższej cenie) byłyby bardziej konkurencyjne. Do tej pory zdarzało się, że firma przenosiła produkcję do kraju, który miał mniej surowe przepisy w dziedzinie ochrony środowiska. Wejście w życie wymogów dotyczących pozwoleń zintegrowanych wyeliminuje przypadki „przepływu brudnej produkcji”. Tyle tylko, że same koszty wprowadzenia nowych rozwiązań mogą się okazać barierą nie do przeskoczenia dla wielu polskich firm.

Więcej informacji można uzyskać pod adresem: www.ippc-ps.pl

 

Wydanie: 50/2003

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy