Nich reszta zzielenieje z zazdrości

Nich reszta zzielenieje z zazdrości

Norwegowie szykują się na świat bez węgla i ropy

Norwegia to dziwny kraj. Jest ósmym na świecie eksporterem ropy naftowej i trzecim gazu ziemnego. Posiada też jedne z największych niewykorzystanych złóż węgla. Jednocześnie Norwegowie przypisali sobie rolę lidera zielonej rewolucji, która ma wyleczyć świat z uzależnienia od kopalnych źródeł energii i przeprowadzić go do takiego gospodarowania, w którym dominują źródła odnawialne. Nie wynika to tylko z troski o środowisko naturalne. Wszystko ma wymiar praktyczny. Olbrzymi sektor wydobywczy powoduje, że Norwegia ma problem z osiąganiem planowanych celów redukcji emisji gazów cieplarnianych do atmosfery i jeżeli nie chce ograniczać wydobycia ropy oraz gazu, musi gdzie indziej zaoszczędzić limity dwutlenku węgla dla górnictwa.

Oszczędza więc, gdzie się da. Wprowadzając zdecydowanie kolejne zielone polityki oraz inwestując z rozmachem w nowe, ekologiczne technologie. Mimo że przemysł drzewny jest ważny dla ich gospodarki, a lasów nie brakuje, Norwegowie stosują politykę „zerowego wylesiania”. Jednocześnie inwestują w wiatraki i zapowiadają, że w ciągu kilku lat potroją ich wydajność. Robią to, mimo że energetyka odnawialna już teraz produkuje więcej prądu, niż wynoszą potrzeby kraju. Kilka tygodni temu politycy zadeklarowali też, że od 2025 r. zakazana będzie sprzedaż samochodów spalinowych.

Samochód tylko na prąd

U nas takie auta to wciąż egzotyka. Jednak spacer po ulicach Trondheim wystarcza, by uznać je za naturalną kolej rzeczy. Już dziś na norweskich ulicach co chwilę mija się samochód elektryczny. Na jednego mieszkańca Norwegowie mają ich najwięcej na świecie. – 20% wszystkich nowych aut sprzedawanych w naszym kraju to auta elektryczne. Ogólnie jednak wciąż jest ich niewiele, bo zaledwie 2,6% – opowiada prof. Anders Hammer Strømman z Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii w Trondheim (Norges Teknisk-Naturvitenskapelige Universitet, NTNU), największej uczelni technicznej w kraju.

Liczba samochodów elektrycznych szybko się zwiększa, a zapowiadany zakaz zapewne jeszcze przyspieszy to tempo. Tym bardziej że auta są coraz lepsze, a norweski rząd dba o rozwój potrzebnej infrastruktury i zapewnia finansowe zachęty do ich zakupu. Wśród nich są zwolnienia z opłat za parkowanie, ale też za promy, przejazdy przez mosty i tunele. Oprócz tego auta elektryczne są zwolnione z podatku drogowego i opłaty rejestracyjnej. Dzięki temu są tańsze od spalinowych odpowiedników.

Do tego dochodzi koszt paliwa. Benzyna jest w Norwegii szalenie droga. Natomiast prąd, wytwarzany przez sieć elektrowni wodnych, tani. Załadowanie samochodu do pełna to koszt zaledwie kilkunastu norweskich koron, co stanowi równowartość litra lub dwóch paliwa. A kiedy jesteśmy posiadaczem jednego z samochodów wyprodukowanych przez amerykańską Teslę, ładujemy go za darmo. – Tesla zbudowała sieć stacji ładowania, z których właściciele wyprodukowanych przez nią samochodów mogą korzystać za darmo – opowiada Stromman.

Nie oznacza to jednak, że nie ma problemów. – Dzisiaj wyprodukowanie samochodu elektrycznego powoduje około dwukrotnie większą emisję niż w wypadku auta spalinowego. Dlatego musimy pracować przede wszystkim nad tym, by proces wytwarzania stał się bardziej ekologiczny – zaznacza profesor NTNU. Bo dziś tę różnicę nadrabia się dopiero po ok. 50-60 tys. przejechanych kilometrach.

I to tylko jeżeli prąd, którym ładuje się taki samochód, jest uzyskiwany z „czystego” źródła. Ma to zatem sens w Norwegii, gdzie 96% zapotrzebowania na prąd jest pokrywane dzięki budowanym od ponad 100 lat elektrowniom wodnym, a reszta pochodzi z wiatraków. W Polsce ten sens byłby znacznie mniejszy. Jeżeli bowiem do różnic, o których mówi Stromman, dołoży się prąd produkowany z węgla, to „ekologiczność” samochodów elektrycznych staje pod dużym znakiem zapytania. Przynajmniej na poziomie globalnym, bo w naszym wypadku ich plusem pozostaje to, że do emisji produkcyjnych dochodzi gdzie indziej, niż auta są używane. I tak mogłyby więc pozwolić złapać oddech mieszkańcom zatrutych polskich metropolii.

Inżynier przejmuje sklep

Samochody to tylko jeden z elementów rozwoju zielonego społeczeństwa. Bardzo dużo dzieje się w laboratoriach NTNU w Trondheim. Uczelni, która jest mniej więcej odpowiednikiem naszej Akademii Górniczo-Hutniczej i choć znajduje się w mieście liczącym zaledwie 170 tys. mieszkańców, ma aż 40 tys. studentów. I obok której powstał działający non profit (wszystkie zyski są reinwestowane w badania) instytut badawczy SINTEF.

Dużo uwagi poświęca się tam oszczędzaniu energii. Jeden z najciekawszych pomysłów polega na tym, że inżynierom z NTNU oraz SINTEF oddano do poprawienia sklep popularnej w Norwegii sieci Rema 1000. Zatrudniono przy tym najlepsze inżynieryjne umysły Norwegii i dano im za zadanie sprawdzić, jak bardzo da się poprawić efektywność energetyczną takiego sklepu i ile pieniędzy można dzięki temu zaoszczędzić. Nie potrzebowali wiele czasu, by kolejnymi, niekiedy drobnymi poprawkami obniżyć rachunki za prąd o 30%.

Osiągnęli to, wprowadzając kilka sprytnych modyfikacji oraz zmieniając budynek w tzw. inteligentny supermarket. Inteligentny, bo wykorzystano elektronikę np. do tego, by budynek samodzielnie reagował na zmiany temperatury oraz oświetlenia. W zależności od potrzeb automatycznie włącza się i wyłącza, a także ściemnia i rozjaśnia część żarówek. Do maksimum wykorzystano naturalne światło i zadbano, by nic się nie marnowało. Do ogrzewania budynku wykorzystuje się ciepło… oddawane przez lodówki. Jest ono „zbierane” przez instalacje wodne i przekazywane do układu ogrzewania. Zastosowano wydajne pompy ciepła.

Bardzo prostym pomysłem było założenie drzwi na wszystkie chłodnie. – Otwarte chłodzenie bardzo zwiększa zużycie energii. Zastanów się, dlaczego w domu nie trzymasz otwartych drzwi do lodówki. Bo szkoda pieniędzy. Były wprawdzie obawy, że to zniechęci kupujących, ale jest dokładnie na odwrót – opowiada prof. Armin Hafner, który prowadzi projekt. Dodaje też, że projekt jest atrakcyjny, ponieważ przekłada się na wymierne korzyści finansowe dla właścicieli. – Nikt nie chce oszczędzać energii. Wszyscy chcą oszczędzać pieniądze – mówi. I rzeczywiście rozwiązania z Trondheim znajdują coraz szersze zastosowanie.

Strony: 1 2

Wydanie: 30/2016

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy