Likwidacja+

Likwidacja+

Pisowskie władze regionu łódzkiego zamierzają zamknąć prawie wszystkie biblioteki pedagogiczne

4 stycznia wicemarszałek woj. łódzkiego Zbigniew Ziemba (PiS), z zawodu nauczyciel historii, zapowiedział optymalizację sieci bibliotek pedagogicznych. Ten urzędniczy eufemizm zwykle oznacza po prostu likwidację mniejszych placówek. I tak ma być w tym przypadku. Nauczycielskie książnice mają zniknąć z Kutna, Łęczycy, Pabianic, Zgierza, Łowicza, Rawy Mazowieckiej, Brzezin, Bełchatowa, Opoczna, Radomska, Tomaszowa Mazowieckiego, Zduńskiej Woli, Łasku, Poddębic, Wielunia, Pajęczna, Wieruszowa oraz Bronowa. Spod topora uciekną jedynie biblioteki w Łodzi, Piotrkowie Trybunalskim, Skierniewicach i Sieradzu, które mają przejąć zadania, pracowników i zbiory swoich dotychczasowych filii. Co to oznacza dla lokalnych społeczności?

Urzędowy optymizm

Wicemarszałek Ziemba z przekonaniem głosi, że mieszkańcy Pajęczna czy Łasku nie zostaną bez lektur, gdyż wypożyczalnie zostaną zastąpione przez książkomaty, do których będą mogli przez telefon zamawiać interesujące ich pozycje. Zapewnia poza tym, że zmiany nie oznaczają utraty pracy przez personel „zoptymalizowanych” bibliotek. Nie bardzo jednak wiadomo, na czym opiera wiarę w powodzenie reformy. – Decyzja nie została poprzedzona żadnymi badaniami ani wyliczeniami, które by pokazały, dlaczego taki model miałby być bardziej efektywny. Nie było też żadnych konsultacji społecznych. Dyrektorzy zostali zaskoczeni na spotkaniu u marszałka i praktycznie zmuszeni do napisania wniosku o zamknięcie filii swoich placówek – komentuje Paulina Matysiak, urodzona w Kutnie posłanka Lewicy Razem wybrana w okręgu sieradzkim. – Wygląda to trochę tak, jakby samorząd uznał, że wszystko jest w internecie, więc te cztery biblioteki to i tak za dużo.

Parlamentarzystka nazywa plany urzędu marszałkowskiego skandalicznymi. Nawet jeśli szczerze wierzy on w swoją wizję skutków cięć, jego rachuby są słabo osadzone w rzeczywistości. Zacznijmy od obietnicy, że żadni bibliotekarze nie wylądują na bruku. – Na papierze pewnie tak będzie, natomiast z czasem część osób zapewne będzie musiała zrezygnować. Przykładowo bibliotekarki z Wieruszowa czy Wielunia mogą mieć duże kłopoty z dojazdem do pracy do Sieradza. Nie każdy ma prawo jazdy i samochód, a lokalny transport zbiorowy jest w opłakanym stanie – mówi Paulina Matysiak.

Lewicowa polityczka, która przez siedem lat pracowała w Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu, nie wierzy też, że reforma nie ograniczy dostępu nauczycieli z mniejszych miejscowości do księgozbioru potrzebnego im do pracy. – Podczas szokującej konferencji wicemarszałka Ziemby miałam wrażenie, że o bibliotekach mówił ktoś, kto sam w nich nie bywa. Bo książkomaty są super, ale jako uzupełnienie lokalnych wypożyczalni – narzędzie umożliwiające odbiór i zwrot książek poza godzinami otwarcia placówek – podkreśla. System, w którym książki dowożone są z miejsc oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów, nie jest w stanie funkcjonować szybko ani tanio, a już na pewno nie szybko i tanio jednocześnie. Wątpliwe ponadto, by zbiory 18 likwidowanych placówek zmieściły się w siedzibach czterech pozostałych. O luźnym kontakcie decydentów z realiami może świadczyć także fakt, że starają się uspokoić zaniepokojonych użytkowników specjalistycznych bibliotek zapowiedzią zakupu systemu do czytania książek elektronicznych Legimi, w którego zbiorach znajduje się głównie beletrystyka.

Na co komu biblioteka?

Nawet jeśli bibliotekarze utrzymają zatrudnienie, a działanie książkomatów zamknie usta niedowiarkom, zapowiedziane likwidacje i tak będą ogromną stratą dla lokalnych społeczności. Mowa bowiem o miejscach, w których personel z wykształceniem pedagogicznym nie tylko wypożycza nauczycielom i innym zainteresowanym fachową literaturę, np. poświęconą uczniom o specjalnych potrzebach, ale również udziela im wszechstronnego wsparcia. – Wielu czytelników przychodzi do nas nie po konkretną książkę, ale po pomoc w zdobyciu informacji na dany temat. Dobrze znamy nasz księgozbiór i zawsze jesteśmy w stanie coś doradzić, a w razie potrzeby ściągnąć odpowiednie pozycje z innych placówek. Książkomat tego wszystkiego nie potrafi – tłumaczy Małgorzata Woźniak, kierowniczka Biblioteki Pedagogicznej w Zduńskiej Woli. Z dumą informuje, że jej placówka od 11 lat animuje lokalną sieć współpracy i samokształcenia bibliotekarzy szkolnych.

Wiele bibliotek pedagogicznych organizuje wartościowe wydarzenia. – Tylko w 2019 r. zorganizowaliśmy 27 imprez edukacyjnych, w których uczestniczyło 3336 osób. Z kolei w naszych lekcjach wzięło udział 1685 osób – wylicza Małgorzata Woźniak. Pracownice jej placówki szczególnie dużo serca wkładają w oswajanie przedszkolaków z książkami, nie zawsze obecnymi w ich domach. Dowodem na to, że mieszkańcy doceniają pracę bibliotekarzy i bibliotekarek, są wyniki głosowań w ramach budżetu obywatelskiego, za sprawą których część bibliotek otrzymała różnego rodzaju sprzęt. Są nim również częste przypadki darowizn w formie publikacji kupionych do pracy czy na potrzeby prac magisterskich lub doktoratów. Na marginesie warto wspomnieć, że w 2020 r. łódzka biblioteka pedagogiczna była w stanie kupić nowe książki za… niecałe 800 zł.

Klucze zamiast tarczy

Nie bardzo wiadomo, czym motywowany jest plan samorządu, nie wydaje się, by jego realizacja mogła przynieść istotne oszczędności. Przywoływane dotąd argumenty, takie jak fakt, że nie wszystkie filie mieszczą się w budynkach należących do województwa, nie brzmią przekonująco. Co więcej, jesienią zeszłego roku samorząd postanowił nieco zwiększyć budżet na prowadzenie placówek, które obecnie chce „optymalizować”. Dlatego Paulina Matysiak wystosowała do marszałka województwa Grzegorza Schreibera serię pytań o uzasadnienie reformy i szczegóły wykonawcze. Głos zabrali także inni parlamentarzyści, samorządowcy, regionalne i lokalne media oraz łódzki okręg Związku Nauczycielstwa Polskiego. Jego prezes, Marek Ćwiek, napisał, że likwidacja filii będzie oznaczać „ograniczenie możliwości doskonalenia zawodowego nauczycieli, dostępu do zasobów edukacji i kultury dla lokalnych społeczności oraz kolejny krok niszczący wyrównywanie szans edukacyjnych dzieci i młodzieży, zwłaszcza z obszarów wiejskich”. Przede wszystkim jednak zareagowali sami mieszkańcy – internetową petycję do władz regionu podpisało niemal 11 tys. osób.

Temat bibliotek ma się pojawić na posiedzeniu sejmiku wojewódzkiego zaplanowanym na 26 stycznia. Bibliotekarze mają nadzieję, że samorząd po prostu rzucił nieprzemyślany pomysł, z którego wycofa się, gdy pozna wszystkie argumenty. – Zaniosłam pismo do przewodniczącej sejmiku, w którym prosimy o zainteresowanie się sprawą. Pani przewodnicząca jest bibliotekarką, dlatego liczymy na zrozumienie – mówi Małgorzata Woźniak, której placówka w tym roku obchodzi 64. urodziny.

Bibliotekarka powtarza, że przedsiębiorcy otrzymują kolejne tarcze, tymczasem bibliotekom pedagogicznym chce się wręczyć klucze do zamknięcia się. – Jeżeli komuś zależy na tym, żeby zostały zlikwidowane, to trzeba powiedzieć wprost: nie mamy na was pieniędzy. Lepsze to niż opowiadanie bajek o optymalizacji – podsumowuje.

m.sobczyk@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 5/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy